F.C.Barcelona - drużyna kompletna
Wielu Polaków ogląda rozgrywki Ligi Mistrzów oraz Pucharu UEFA, podziwiając grające w nich hiszpańskie zespoły takie jak Real Madryt, F.C.Barcelona, Betis, Valencię etc. Zdecydowanie mniejszy procent podziwia rozgrywki La Liga. Jednak większość kibiców futbolu na pytanie "Jak grają hiszpańskie zespoły?" odpowiada "Grają piłkę finezyjną, przyjemną dla oka, efektywną a przede wszystkim ofensywną".
Właśnie to jest przekleństwem zespołów z Półwyspu Iberyjskiego. Znamiennym przykładem jest wielki rywal F.C.Barcelony zespół Realu Madryt. Obrona 'Królewskich' to najsłabsza formacja. Dlaczego? Przecież gra tam Salgado, Roberto Carlos, Ivan Helguera. Co z tego, skoro łączna suma ich lat to prawie cały wiek? Za to do ataku zostały w tym roku ściągnięte takie nazwiska jak Robinho czy Baptista. Dlaczego ten zespół kupuje napastników, skoro w ogólnym rozrachunku strzela niewiele więcej goli niż traci? Są to tak zwane błędy w transferach. Zaraz padnie pytanie, dlaczego na stronie F.C.Barcelony rozwodzę się nad ruchami transferowymi Realu Madryt? Odpowiedź jest bardzo prosta. Wystarczy posłuchać fanów katalońskiego klubu, żeby wysnuć konkretne wnioski. Na każdym kroku, bowiem powtarzają, iż Barcelona to nie Madryt: "Dzieli nas przepaść; Jesteśmy zupełnie inni; Gramy inaczej; Mamy inną politykę i inne priorytety." (pominąłem różne obelżywe wyzwiska, które są równie często wypowiadane, z przyczyn wiadomych) Otóż nie! Przyjrzyjmy się teraz sytuacji F.C.Barcelony.
Zespół z Katalonii grał w sezonie 2004-05 ustawieniem 4-3-3. W ataku brylował Sami Eto'o (do meczu z Realem na zmianę z Larssonem), mając najczęściej za plecami Ronaldinho, Deco, Giuly'ego, Xaviego, Márqueza, Albertiniego (na samym początku jeszcze Mottę i Edmilsona) etc. Szczerze powiedziawszy, ustawienie Franka Rijkaarda przewiduje tylko jednego nominalnego napastnika wspomaganego przez ofensywnych pomocników. W środku ubiegłego sezonu do Barcelony przybył Maxi, a u schyłku rozgrywek swoją szansę dostał Messi. Barcelona posiadła więc 4 zawodników na jedną pozycję, a pomimo to zakupiła Santiego Ezquerro, zwiększając tą liczbę do 5.
Można się o to spierać, jednak według mnie Barcelona posiada najsilniejszą linię pomocy (wraz z angielską Chelsea) w Europie. Ronnie, Deco, Xavi, Iniesta, Giuly (wg mnie najsłabszy z 4 wymienionych) stanowili w zeszłym sezonie o sile Barcelony. W tym roku do składu powrócili Motta i Edmilson, zajmujący na boisku tę samą pozycję - defensywnego pomocnika. Mimo to Barcelona pozyskała 3 defensywnego pomocnika - Marka rodem z Holandii. Należy zauważyć, że na pozycji DMC może grać 3 zawodników (nie licząc Márqueza, który właśnie tą pozycję zajmował w zeszłym sezonie),a na prawym skrzydle Giuly nie ma praktycznie żadnego rywala (nominalną pozycją Iniesty jest pozycja Xaviego, bądź Deco). Należy się, więc zastanowić, czy w razie absencji Francuza, prawa flanka będzie działała poprawnie. Czyż nie jest to poważny błąd?
Podążając dalej - defensywa. Bolączka Barçy. Na lewej stronie mamy Sylvinho i van Bronckhorsta, którzy mają już ponad 30 lat, a lata świetności za sobą. Po prawej mamy Bellettiego, który w każdym praktycznie meczy biega kilkanaście razy od jednego pola karnego do drugiego, odsłaniając całkowicie prawą stronę boiska. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te rajdy dawały drużynie jakąś korzyść, ale prawda jest taka, że jego dośrodkowania są co najwyżej średnie. Zostaje nam jeszcze Gabri, ale w chwili kiedy powstaje ten felieton, dostałem wiadomość, że jest on wykluczony z gry na prawie 1,5 miesiąca. W środku mamy jednak prawdziwą tragedię. Występować tu może trzech zawodników: Puyol, Márquez i Oleguer (plus Edmilson w ekstremalnej sytuacji). Co daje 1,5 piłkarza na jedno miejsce (przypominam, że na pozycji snajpera Blaugrana posiada aż 5 person). Jeżeli jednak Puyol może mieć słabsze dni, o tyle Oleguerowi bardzo rzadko zdarzają się te dobre. Jest to zawodnik, zupełnie nie przystosowany do gry na swojej pozycji (chyba, że w klubie z Segunda Division). Jest mało zwrotny, wolny, boi się piłki, nie potrafi czytać gry. Przykładem jego negatywnej postawy może być chociażby mecz z Juventusem, kiedy to przysłowiowo mówiąc skosił wyprzedzającego go Vieirę (choć tutaj można podać wiele przykładów - chociażby mecz z Milanem na Camp Nou, kiedy to Andrzej z Ukrainy wyprzedził go na kilku metrach i wpakował piłkę do siatki; Fernando Torres w zeszłym sezonie trzykrotnie wpakował Barcelonie piłkę do siatki, z tego dwukrotnie po błędach Oleguera itd. itd.). Teraz możemy postawić sobie pytanie - dlaczego, jeżeli w zeszłym sezonie klub zarobił 'na czysto' 164 miliony euro nie może sobie sprowadzić nawet jednego klasowego obrońcy? Formacja defensywna jest najsłabsza w F.C.Barcelonie - identycznie jak w klubie ze stolicy.
Pozycja bramkarza to najlepiej obsadzona pozycja w klubie. Victor Valdés jaki by nie był - chamski, ponury etc. jest całkiem niezły między słupkami (chociaż mógłby poprawić wyjścia do dośrodkowań). Jego zmiennikiem jest zupełnie niezły Jorquera, a trzecim golkiperem jest Rubén.
Reasumując - liga hiszpańska to głównie ofensywa. Jednak na Europę to za mało. Co z tego, że na meczach włoskiej ligi się zasypia (szczególnie na meczach Juventusu, kiedy zespół z Turynu prowadzi już 1:0) jeżeli bardzo często w finale Ligi Mistrzów znajdują się zespoły włoskie? Dlaczego przegraliśmy z Chelsea rok temu? Strzeliliśmy za mało? Nie! Straciliśmy za dużo i to w bardzo głupich, możnaby rzec, w dziecinnych sytuacjach. Oczywiście - pamięta się bramki i strzelców, ale zanim zadbamy o zdobywanie goli, musimy zadbać o to, aby ich nie tracić. Nie zawsze napastnicy mają dobre dni (mecz z Alavés), a w takich dniach ważne jest, aby zapobiec utracie bramki.
Jeżeli Barcelona nie zauważy, że ma dziurę w defensywie nie jestem pewien czy osiągnie sukces na arenie europejskiej.
Właśnie to jest przekleństwem zespołów z Półwyspu Iberyjskiego. Znamiennym przykładem jest wielki rywal F.C.Barcelony zespół Realu Madryt. Obrona 'Królewskich' to najsłabsza formacja. Dlaczego? Przecież gra tam Salgado, Roberto Carlos, Ivan Helguera. Co z tego, skoro łączna suma ich lat to prawie cały wiek? Za to do ataku zostały w tym roku ściągnięte takie nazwiska jak Robinho czy Baptista. Dlaczego ten zespół kupuje napastników, skoro w ogólnym rozrachunku strzela niewiele więcej goli niż traci? Są to tak zwane błędy w transferach. Zaraz padnie pytanie, dlaczego na stronie F.C.Barcelony rozwodzę się nad ruchami transferowymi Realu Madryt? Odpowiedź jest bardzo prosta. Wystarczy posłuchać fanów katalońskiego klubu, żeby wysnuć konkretne wnioski. Na każdym kroku, bowiem powtarzają, iż Barcelona to nie Madryt: "Dzieli nas przepaść; Jesteśmy zupełnie inni; Gramy inaczej; Mamy inną politykę i inne priorytety." (pominąłem różne obelżywe wyzwiska, które są równie często wypowiadane, z przyczyn wiadomych) Otóż nie! Przyjrzyjmy się teraz sytuacji F.C.Barcelony.
Zespół z Katalonii grał w sezonie 2004-05 ustawieniem 4-3-3. W ataku brylował Sami Eto'o (do meczu z Realem na zmianę z Larssonem), mając najczęściej za plecami Ronaldinho, Deco, Giuly'ego, Xaviego, Márqueza, Albertiniego (na samym początku jeszcze Mottę i Edmilsona) etc. Szczerze powiedziawszy, ustawienie Franka Rijkaarda przewiduje tylko jednego nominalnego napastnika wspomaganego przez ofensywnych pomocników. W środku ubiegłego sezonu do Barcelony przybył Maxi, a u schyłku rozgrywek swoją szansę dostał Messi. Barcelona posiadła więc 4 zawodników na jedną pozycję, a pomimo to zakupiła Santiego Ezquerro, zwiększając tą liczbę do 5.
Można się o to spierać, jednak według mnie Barcelona posiada najsilniejszą linię pomocy (wraz z angielską Chelsea) w Europie. Ronnie, Deco, Xavi, Iniesta, Giuly (wg mnie najsłabszy z 4 wymienionych) stanowili w zeszłym sezonie o sile Barcelony. W tym roku do składu powrócili Motta i Edmilson, zajmujący na boisku tę samą pozycję - defensywnego pomocnika. Mimo to Barcelona pozyskała 3 defensywnego pomocnika - Marka rodem z Holandii. Należy zauważyć, że na pozycji DMC może grać 3 zawodników (nie licząc Márqueza, który właśnie tą pozycję zajmował w zeszłym sezonie),a na prawym skrzydle Giuly nie ma praktycznie żadnego rywala (nominalną pozycją Iniesty jest pozycja Xaviego, bądź Deco). Należy się, więc zastanowić, czy w razie absencji Francuza, prawa flanka będzie działała poprawnie. Czyż nie jest to poważny błąd?
Podążając dalej - defensywa. Bolączka Barçy. Na lewej stronie mamy Sylvinho i van Bronckhorsta, którzy mają już ponad 30 lat, a lata świetności za sobą. Po prawej mamy Bellettiego, który w każdym praktycznie meczy biega kilkanaście razy od jednego pola karnego do drugiego, odsłaniając całkowicie prawą stronę boiska. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te rajdy dawały drużynie jakąś korzyść, ale prawda jest taka, że jego dośrodkowania są co najwyżej średnie. Zostaje nam jeszcze Gabri, ale w chwili kiedy powstaje ten felieton, dostałem wiadomość, że jest on wykluczony z gry na prawie 1,5 miesiąca. W środku mamy jednak prawdziwą tragedię. Występować tu może trzech zawodników: Puyol, Márquez i Oleguer (plus Edmilson w ekstremalnej sytuacji). Co daje 1,5 piłkarza na jedno miejsce (przypominam, że na pozycji snajpera Blaugrana posiada aż 5 person). Jeżeli jednak Puyol może mieć słabsze dni, o tyle Oleguerowi bardzo rzadko zdarzają się te dobre. Jest to zawodnik, zupełnie nie przystosowany do gry na swojej pozycji (chyba, że w klubie z Segunda Division). Jest mało zwrotny, wolny, boi się piłki, nie potrafi czytać gry. Przykładem jego negatywnej postawy może być chociażby mecz z Juventusem, kiedy to przysłowiowo mówiąc skosił wyprzedzającego go Vieirę (choć tutaj można podać wiele przykładów - chociażby mecz z Milanem na Camp Nou, kiedy to Andrzej z Ukrainy wyprzedził go na kilku metrach i wpakował piłkę do siatki; Fernando Torres w zeszłym sezonie trzykrotnie wpakował Barcelonie piłkę do siatki, z tego dwukrotnie po błędach Oleguera itd. itd.). Teraz możemy postawić sobie pytanie - dlaczego, jeżeli w zeszłym sezonie klub zarobił 'na czysto' 164 miliony euro nie może sobie sprowadzić nawet jednego klasowego obrońcy? Formacja defensywna jest najsłabsza w F.C.Barcelonie - identycznie jak w klubie ze stolicy.
Pozycja bramkarza to najlepiej obsadzona pozycja w klubie. Victor Valdés jaki by nie był - chamski, ponury etc. jest całkiem niezły między słupkami (chociaż mógłby poprawić wyjścia do dośrodkowań). Jego zmiennikiem jest zupełnie niezły Jorquera, a trzecim golkiperem jest Rubén.
Reasumując - liga hiszpańska to głównie ofensywa. Jednak na Europę to za mało. Co z tego, że na meczach włoskiej ligi się zasypia (szczególnie na meczach Juventusu, kiedy zespół z Turynu prowadzi już 1:0) jeżeli bardzo często w finale Ligi Mistrzów znajdują się zespoły włoskie? Dlaczego przegraliśmy z Chelsea rok temu? Strzeliliśmy za mało? Nie! Straciliśmy za dużo i to w bardzo głupich, możnaby rzec, w dziecinnych sytuacjach. Oczywiście - pamięta się bramki i strzelców, ale zanim zadbamy o zdobywanie goli, musimy zadbać o to, aby ich nie tracić. Nie zawsze napastnicy mają dobre dni (mecz z Alavés), a w takich dniach ważne jest, aby zapobiec utracie bramki.
Jeżeli Barcelona nie zauważy, że ma dziurę w defensywie nie jestem pewien czy osiągnie sukces na arenie europejskiej.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)