Fenomen świętej wojny

Katalończyk

18 listopada 2005, 16:03

Brak komentarzy
Czy dla kibica Barcelony i Realu Madryt może być coś bardziej ekscytującego niż pojedynek odwiecznych rywali? Nie sądzę ... to wydarzenie spycha na dalszy plan niemal wszystko, ciężko sobie wyobrazić by ktokolwiek opuścił taki mecz. Oczekiwanie zbliża się jednak ku końcowi, już w sobotę o godzinie 20:00 na Santiago Bernabeu w Madrycie rozpocznie się to niezwykłe spotkanie .

Określeń dla pojedynku Barcelony z Realem Madryt jest mnóstwo ... mówi się, że ten mecz to święta wojna, wielu nazywa to spotkanie Derbami Europy jeszcze inni nazywają konfrontacją Katalonii z Kastylią. Wiele się mówi o Derbach Glasgow, Mediolanu, Rzymu, Londynu czy też o połódniowo amerykańskim klasyku Boca Juniors -River Plate ... jednak absolutnie żadne spotkanie nie wzbudza tylu emocji, takiego zainteresowania jak mecz pomiędzy Realem Madryt, a FC Barceloną. W czym tkwi fenomen tego spotkania?

Niewątpliwie ogromny wpływ na taką sytuacje ma najzwyczajniej mówiąc aspekt sportowy. Zarówno FC Barcelona jak i Real Madryt to jedne z najsilniejszych drużyn w Europie, w szeregach których występują najlepsi piłkarze świata. Ciężko znaleźć drugie spotkanie, w którym występuje tak wielu wspaniałych piłkarzy ... z jednej strony Cassilias, Roberto Carlos, Beckham, Zidane, Baptista, Robinho, Ronaldo, Raul ... a tuż naprzeciwko nich takie znakomitości jak Puyol, Marquez, Xavi, Deco, Giuly, Ronaldinho, Larsson, Messi czy Eto’o. Już sama myśl o tym, że w jednym spotkaniu można ujrzeć tyle gwiazd daje nam jedno znaczną odpowiedz, że mamy do czynienia z niezwykłym meczem. Jednak jak mawia pewne znane porzekadło piłkarskie: „nazwiska nie grają”. Najlepszym tego przykładem jest właśnie ekipa z Madrytu. Nie ma wątpliwości, że właśnie Real Madryt jest najbardziej znanym i rozpoznawalnym klubem na świecie, a jego piłkarzy zna niemal cały świat. Niestety nijak się to przekłada na grę i wyniki drużyny ze stolicy Hiszpanii. Ostatnich dwóch sezonów nie sposób nazwać innym określeniem niż „wielkie rozczarowanie”. Drużyna z Madrytu nie zdobyła żadnych trofeów, a sama gra także pozastawiała wiele do życzenia, głównie ze względu na spore wahania formy. Były okresy, że forma Realu pozwalała im na grę efektywną i niezwykle efektowną, by kilka tygodni później ten sam zespół zaskakiwał swoich kibiców dotkliwymi porażkami ze znacznie niżej notowanymi ekipami. Jak można ocenić obecną formę piłkarzy z Madrytu? Myślę , że dobrym stwierdzeniem będzie „nie jest źle, ale mogło by być znacznie lepiej” ... 3 miejsce w Primera Division z minimalną stratą do lidera z Pampeluny, zapewniony awans do następnej rundy w Champions League ... Wydaje się więc, że forma Realu jest dobra, ale czy jest to zespół, który może zatrzymać ekipę ze stolicy Katalonii? Wielu mawia, że tego typu spotkania rządzą się własnymi prawami i niewątpliwie mają po części racje. Drudzy zaś mówią, że formy się jednak nie oszuka. Ja jednak bardziej skłaniał bym się do drugiej opinii. Dzięki odpowiedniej mobilizacji można nadrobić wiele braków związanych z niedostatkami technicznymi czy zaległościami fizycznymi, ale w meczu na takim poziomie ciężko będzie to ukryć. Jak już wspomniałem Real jest w dobrej formie, ale mając na uwadze to, że ekipa z Madrytu będzie musiała stawić czoła „rozpędzonej” Barcelonie, można chyba zaryzykować stwierdzenie, że to „tylko” dobra forma. Co prawda mecz odbędzie się w Madrycie, gdzie na trybunach Santiago Bernabeu usłyszymy zapewne ponad 80 000 gardeł, które za wszelką cenę będą się starały ułatwić grę Realowi, tym samym utrudnić ją ekipie z miasta Gaudiego ale ... no właśnie „ale” ... „Duma Katalonii” po dość mało obiecującym początku sezonu wyraźnie złapała „wiatr w żagle”. Nie ma sensu rozpisywać się nad poszczególnymi spotkaniami i wynikami ... Rozmiary kolejnych klęsk jakie ponosiły drużyny grające przeciwko Barcelonie, a także łatwość z jaką „Barca” te klęski wymierzała, dobitnie świadczą o tym, że formą naszej drużyny jest bardzo wysoka. Należy także wspomnieć o równej grze wszystkich formacji w Barcelonie. Do wspaniałej gry pomocy i ataku już od dawna możemy być przyzwyczajeni, natomiast z grą obronną bywa w różnie w naszym klubie, jednak nie tym razem ... nie tylko strzelamy mnóstwo bramek, ale też tracimy ich bardzo mało, czy wręcz ostatnimi czasy prawie wcale. Nie zapominajmy także o ponad 20 osobowej, wyrównanej kadrze jaką ma do dyspozycji Frank Rijkaard. Czy ekipa ze stolicy Hiszpanii, może także się pochwalić równą grą wszystkich formacji i szeroką ławką rezerwowych? Odpowiadać chyba nie muszę ...

Czy jednak tylko aspekt sportowy świadczy o wyjątkowości tego spotkania? Czy ten mecz to tylko pojedynki Eto’o-Ronaldo, Zidane-Ronaldinho, Cassilias-Valdes, Messi-Robinho ... czy tylko to przemawia za tym by nie opuścić tego meczu i zrobić wszystko co w naszej mocy by go obejrzeć? Czy właśnie to jest „magnezem”, który elektryzuje cały piłkarski świat ? ...

Niewątpliwie aspekt sportowy ma wielki udział w wyjątkowości „świętej wojny” , jednak ... „diabeł tkwi w szczegółach” ...

Jako kibice Barcelony będziemy na pewno szczególnie trzymać kciuki za Samuela Eto’o .Sprowadzony w wieku 16 lat do Madrytu nigdy nie dostał większej szansy by w pełni zaprezentować swoje walory piłkarskie w Realu i mimo, że podczas wypożyczeń do Espanyolu czy Mallorci potwierdził swoją wielką wartość (pamiętne zwycięstwo Mallorci w Madrycie 5-1 kiedy nasza „czarna perła” miała zdecydowanie największy udział w pogromie) nie zdecydowano się jednak na jego powrót do ekipy „Galacticos”. Jak się jednak okazało najlepiej na tym zamieszaniu wyszła ... FC Barcelona, która nie wahała się wydać ponad 25 mln euro na gracza z Kamerunu. Dziś mamy jednego z najlepszych napastników świata, który ma wiele do udowodnienia włodarzom Realu Madryt, w szczególności wobec Florentino Pereza, który go „skreślił”. Nie bez powodu wielu nazywa Eto’o „koszmarem Pereza” ... Dodatkowym smaczkiem występu Samiego jest niewątpliwie wypowiedz jaka padła z jego ust pod koniec poprzedniego sezonu, podczas świętowania Mistrzostwa na Camp Nou , mianowicie : „ madryckie łajdaki, ukłońcie się przed mistrzem” ...

Wielkim nieobecnym natomiast będzie zapewne Portugalczyk Luis Figo, bohater najgłośniejszego transferu w historii ... Dla kibiców w Barcelonie Portugalczyk od dawna jest już „persona non granda” czy też Judasem ... Czy brak w Grand Derby człowieka, który na kilka dni przed podpisaniem kontraktu z Realem Madryt, oświadczał całemu światu swoją miłość i przywiązanie do FC Barcelony ... będzie widoczny? Myślę, że tak. Portugalczyk niewątpliwie mocno „przyprawiał” pikantną otoczkę tego meczu ...

Następnie chciałbym przytoczyć pewien dość mało śmieszny, aczkolwiek wiele mówiący dowcip ... na łożu śmierci staruszek, który od dziecka kibicował Barcelonie postanowił powiadomić rodzinę, że przez te ostatnie chwile chce być kibicem Realu Madryt. Zapytany o taką decyzje odparł w powagą, że woli by z tego świata odszedł kibic Realu, aniżeli Barcelony ... Do historii także przeszła sonda jaką przeprowadzoną wśród Barcelońskich cules bodajże 5 lat temu, kiedy pytano o to co sprawia im większą radość : czy zwycięstwo Barcelony, czy może jednak porażka Realu Madryt ... wielu mogło by uznać taką sondę za niepotrzebną, stawiającą irracjonalne pytanie ... wyniki jednak potwierdziły słuszność tego „eksperymentu” ... niemal połowa ankietowanych uznała, że porażka klubu ze stolicy Hiszpanii sprawia im większą radość .

Skąd taki stosunek Katalończyków do Madrytu? Zapytacie do czego zmierzam ...

Mecz Real Madryt - FC Barcelona równie dobrze można by nazwać konfrontacją Kastylii z Katalonią. Od zalania dziejów oba regiony ze sobą walczą na różnych płaszczyznach ... Madryt jako stolica Hiszpanii, przeciwko najbogatszemu regionowi w Hiszpanii, a więc Katalonii, a tym samym Katalończykom, którzy od dawna mają zapędy autonomiczne mówiące o Katalonii jako państwie wolnym, które nie musi być nikomu podporządkowane. O takiej postaci rzeczy niech najlepiej świadczy transparent jaki pojawił się podczas zeszłorocznych Grand Derby na Camp Nou „Catalonia is not Spain” ... Jednak historia konfrontacji Madryt - Katalonia nie zawsze sprowadzała się tylko do płaszczyzny sportowej ...

Lata 20-te były początkiem cierpień jakie uświadczyła Katalonia i jej mieszkańcy ... po dojściu do władzy monarchistycznego generała Prima Very, na jego rozkaz kazano zamknąć stadion Barcelony, natomiast ludzie, którzy byli odpowiedzialni za powstanie klubu byli zmuszeni do ucieczki z kraju, z obawy o życie własne jak i swoich bliskich. Jednak historia okazała się dla Katalończyków jeszcze gorsza, kiedy do władzy doszedł faszystowski generał Franco. Człowiek, który nie krył się ze swoim uwielbieniem dla ekipy ze stolicy Hiszpanii, co gorsza miłość względem Realu Madryt była proporcjonalna do nienawiści jaką gen. Franco darzył Katalonie i jej mieszkańców. Właśnie wtedy nastały najgorsze lata dla Katalończyków ... Rozstrzelanie prezydenta FC Barcelony i jego członków, wielokrotne wtargnięcie służb gen. Franco do szatni piłkarzy Barcelony i straszenie śmiercią w wypadku wygranej, podstawianie przez Franco sędziów, których jedynym celem było upokorzenie drużyny Barcelony , czy też straszenie i podkradanie Barcelonie piłkarzy, czego najlepszym przykładem jest choćby transfer genialnego Argentyńczyka Di Stefano, który został sprowadzony przez Barcelonę, jednak pod wpływem pogróżek w jego stronę skierowanych, jakie były autorstwem Franco i jego ludzi, zdecydował się na transfer do drużyny z Madrytu. Czy jednak tylko klub był ofiarą dyktatury gen. Franco? Niestety nie ... dyktatura sięgnęła także Katalonii. Celem władz było „obdarcie” Katalończyków z historii, tożsamości, honoru, języka ... poprzez lekceważenie, dyskryminacje, maltretowanie, a także odebranie jakichkolwiek praw społecznych, co miało na celu pokazanie i udowodnienie Katalończykom, że ich odrębność nigdy nie będzie tolerowana i uznawana przez Franco. Były to bolesne lata dla gnębionych Katalończyków ... było jednak „światełko w tunelu”, które pozwalało zapomnieć o tym „koszmarze” ... światełkiem tym był klub piłkarski FC Barcelona, który mimo licznych trudności egzystował. Stadion był jedynym miejscem gdzie nie sięgały macki dyktatury Franco, gdzie każdy rodowity Katalończyk mógł w ojczystym języku przyznać się do swojej odrębności i głosić autonomiczne hasła związane z ukochaną Katalonią. Właśnie wtedy FC Barcelona stała się reprezentantem na cały świat tych znienawidzonych i dyskryminowanych ludzi, była jedynym zwiastunem tego, że może być w przyszłości lepiej. To ten klub pozwolił przetrwać tym ludziom i udowodnił, że nawet dyktatura Franco nie jest wstanie ich obedrzeć ze swoich Katalońskich korzeni. Właśnie dzięki takim wydarzeniom, FC Barcelona stałą się „więcej niż klubem”. Do dziś uważa się, że Katalonia i FC Barcelona to jedność, która bez siebie egzystować nie może. Brutalna historia połączyła te dwa pojęcia i ciężko się dziwić, że każda konfrontacja Kastylijsko - Katalońska wzbudza tak ogromne emocje ...

Sir Bobby Robson wypowiedział kiedyś wspaniałe słowa ... „Katalonia jest państwem, Barcelona jej armią” ... czy tym razem Katalońska armia przeciwstawi się Kastylijskim oddziałom, tym razem jednak w równej walce, przynosząc kolejny powód do dumy Katalońskiemu państwu ... Sobie jak i Wam tego życzę Drodzy Kibice :)

Visca el Barca !
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze