Okiem socio: Bez remisów
Takiego precedensu nie było jeszcze w historii Barçy. Jak do tej pory w rundzie rewanżowej nie zremisowaliśmy jeszcze ani razu. Dwadzieścia dwie kolejki minęły od ostatniego remisu. Od 7 kolejki i spotkania na El Razior. Tamtej nocy, ów niezwykle pasjonujący mecz zakończył się wynikiem 3-3, a kluczowy okazał się wówczas ostatni kwadrans. Od tego momentu ten, kto na kuponie zaznaczał X przy meczu Barçy wyrzucał pieniądze w błoto. W praktyce tylko Celta zremisowała mniej razy niż Barça, która pewnie zmierza po mistrzostwo. Drużyna Rijkaarda zakończyła mecz jako nierozstrzygnięty tylko czterokrotnie, a miało to miejsce w przeciągu pierwszych siedmiu spotkań na początku sezonu. Kluczem do zwycięstwa, w tym roku, jest konsekwencja. Dzień po remisie w La Corunii, który był niczym porażka, piłkarze Rijkaarda poważnie porozmawiali w szatni. Obiecali coś sobie. Po konwersacjach w cztery oczy wróciła harmonia i koncentracja, które towarzyszyły nam w poprzednim roku, złapaliśmy wiatr w żagle, który pozwolił walczyć o tytuł. Trzeba było grać między sobą, pamiętać o tym, że mecz trwa 90 minut i zapomnieć, iż po zakończeniu sezonu odbędą się mistrzostwa świata. Od tego momentu ligowe mecze to pasmo zwycięstw. Co prawda, miały miejsce wypadki przy pracy takie jak w meczach z Atletico, Valencią, Osasuną oraz pucharowa porażka z Zaragozą, która przerwała nas sen o potrójnej koronie.
Radości jest tak wiele, że remis 0-0 w Vitorii, który miał miejsce na początku sezonu jest bardzo odległą sprawą. Słupki, poprzeczki i zemsta Bonano poprzedziły pierwsze zwycięstwo Barçy. Wkrótce potem, mecze rozgrywane u nas nie kończyły się szczęśliwie, bo dwukrotnie wywalczyliśmy w nich po jednym punkcie. W spotkaniu z Valencią zremisowaliśmy dzięki kiksowi Canizaresa, który na bramkę zamienił Deco. W meczu z Zaragozą kolejny gol Eto’o uratował nam punkt. Barça Rijkaarda przyzwyczaiła nas dopisywać po trzy oczka do uprzednio zdobytych trzech. Warto ryzykować, bo w jednym meczu można zdobyć tyle samo punktów, co w trzech zakończonych marnymi remisami. W pierwszych dwóch sezonach za kadencji Rijkaarda zremisowaliśmy po 9 meczy w każdym z nich. Będzie trudno powtórzyć nam ten wynik. Możemy jednak zrobić więcej, uzyskać ten sam rezultat, co Van Gaal w sezonie 97-98, kiedy to ku radości cule zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Hiszpanii głównie dzięki bardzo rzadko zremisowanym meczom. To pozwoliło mu zwyciężyć w lidze, mimo, że jego drużyna przegrała 10 spotkań. Coś wydawałby się mogło niemożliwego, miało wówczas miejsce.
[źródło: Mundo Deportivo]
Radości jest tak wiele, że remis 0-0 w Vitorii, który miał miejsce na początku sezonu jest bardzo odległą sprawą. Słupki, poprzeczki i zemsta Bonano poprzedziły pierwsze zwycięstwo Barçy. Wkrótce potem, mecze rozgrywane u nas nie kończyły się szczęśliwie, bo dwukrotnie wywalczyliśmy w nich po jednym punkcie. W spotkaniu z Valencią zremisowaliśmy dzięki kiksowi Canizaresa, który na bramkę zamienił Deco. W meczu z Zaragozą kolejny gol Eto’o uratował nam punkt. Barça Rijkaarda przyzwyczaiła nas dopisywać po trzy oczka do uprzednio zdobytych trzech. Warto ryzykować, bo w jednym meczu można zdobyć tyle samo punktów, co w trzech zakończonych marnymi remisami. W pierwszych dwóch sezonach za kadencji Rijkaarda zremisowaliśmy po 9 meczy w każdym z nich. Będzie trudno powtórzyć nam ten wynik. Możemy jednak zrobić więcej, uzyskać ten sam rezultat, co Van Gaal w sezonie 97-98, kiedy to ku radości cule zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Hiszpanii głównie dzięki bardzo rzadko zremisowanym meczom. To pozwoliło mu zwyciężyć w lidze, mimo, że jego drużyna przegrała 10 spotkań. Coś wydawałby się mogło niemożliwego, miało wówczas miejsce.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)