Wywiad z Rafałem Stecem
Gdy Luis Figo powrócił na Camp Nou w trykocie Realu Madryt z trybun na murawę poleciała świńska głowa. Równie ciepło powitano całkiem niedawno Jose Mourinho. Dwa sezony temu Boixos Nois po serii przegranych na domu Laporty napisali - twoja matka jest prostytutką, a podczas spotkania ligowego byli o wiele mniej "przyjacielscy" - wywiesili transparenty: ty sku... W ubiegłym sezonie w derbowym spotkaniu z Espanyolem na trybunach miała miejsce bitwa między zwolennikami obu ekip. Boixos twierdzą, że to całkowicie niezależne od siebie wybryki, jednak zdaniem Laporty były to dokładnie zorganizowane i zaplanowane akcje. Ponoć prezydent Katalończyków chce przegonić ze stadionu najzagorzalszych kibiców swej drużyny. Czy w dobrą stronę zmierza?
- Przede wszystkim ja nie dzielę kibiców na podgrupy, np. "najzagorzalszych", "bardzo zagorzałych" i "zagorzałych". Kto to niby ma oceniać? Ktoś, kto z natury jest typem spokojnym albo woli zachowywać się jak dżentelmen i nie szaleć na trybunach może kibicować tak samo intensywnie jak tzw. ultras. Zamiarów prezydenta Barçy nie chcę oceniać, bo nie wiem, kogo dokładnie zamierza "przegonić". Wiadomo, że na trybunach większości klubów są kibice, którzy chluby im nie przynoszą, czasem pospolici bandyci szukający byle okazji, by wyładowywać agresję. I zwykle wybierają niewłaściwe okazje.
Mówiąc bardziej ogólniej, w klimacie wokół Barçy przeszkadza mi trochę to, że instrumentalizuje ją regionalny nacjonalizm, że futbol staje się polem walki o "wolność i niepodległość" etc. Za dużo wokół tego złych emocji. Piłka jest piękna, ale to tylko piłka.
Na hiszpańskich i włoskich boiskach od rasizmu aż kipi. Jednak czy nie ma w tym winy samych piłkarzy? Może nie namawiają oni akurat do rasizmu, lecz zachowanie takie jak słynne 'Madrid cabron salude al campeon' wykrzykiwane przez Samuela Eto'o czy też bratanie się Roberto Carlosa z przywódcami nazistowskich grup kibiców Realu Madryt oddziałuje na zachowanie fanów.
- To przedłużenie problemu, o którym piszę wyżej. Problemu istniejącemu wszędzie. Wśród fanów często występuje element niebezpieczny, zbliżający się do patologii, a zarazem tolerowany (czy wręcz wspierany) przez działaczy i piłkarzy.
Co do rasizmu natomiast, to napisałem kiedyś w felietonie, że moim zdaniem to nie zawsze rasizm - nazwijmy go tak - "z przekonania", lecz chamska, prymitywna i niewybaczalna metoda przeszkadzania przeciwnikowi. Kibice robią to, co - jak widzą - skutecznie wyprowadza z równowagi.
Aby grać jak Barcelona trzeba mieć Ronaldinho. Ronaldinho jest jednak tylko jeden, więc nikt tak jak Barça nie gra. Z tego też powodu na wszelkiego rodzaju forach internetowych pojawił się zasyp tzw. 'sezonowych kibiców' Dumy Katalonii. Ludzi, którzy trzymają kciuki za klub, który aktualnie jest na topie. Jakie jest Pańskie podejście do takiego typu zachowania?
- Nie rozumiem pytania. Niech każdy kibicuje, komu chce i jak długo chce. Nad czym tu debatować? Czy Barçy zaszkodzi, że ktoś jej kibicuje? Czy wam, jej fanom, to jakoś przeszkadza? Ja też oprócz tego, że mam swoją ulubioną drużynę, która pozostanie "moją" już zawsze, miewam sezonowe sympatie, bo np. styl jakiegoś zespołu mnie zachwyci albo polubię pojedynczych graczy. Tak było z West Ham, Valencią, Chievo (kto im nie kibicował, jak debiutowali w Serie A?) czy Villarrealem. Co do ostatnich, to się pochwalę - jesienią w tekście "Bolek i Lolek wyruszają w świat" typowałem ich na rewelację LM, sami sprawdźcie!
Cesc Fabregas sprawił, że w Arsenalu już nikt nie płacze za Vieirą. Młody wychowanek Barcelony odszedł z klubu z Camp Nou bo bardzo chciał się piłkarsko rozwijać, zacząć grać. Dla wielu fanów FCB dopuszczenie do tego transferu to niewybaczalny błąd. Właśnie, czy to był błąd? Cesc pozostając w Katalonii i tak miałby nikłe szanse by występować w pierwszej jedenastce...
- Dziś łatwo się wymądrzać, bo wiemy, że Cesc zrobił kosmiczny postęp. Ale kto wie, czy bez Wengera jego losy potoczyłyby się tak samo. Nie ujmując nic z klasy Rijkkardowi trzeba pamiętać, że Francuz ma wyjątkowy dar pracy z młodzieżą (no i trochę pomagają mu kontuzje...), a przecież nawet on był w szoku. Pamiętam, jak podkreślał, że takiego młokosa trzeba bardzo oszczędzać, bo nie wytrzyma nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. A Fabregas znosił wszystko! Mimo że Wenger wystawiał go coraz śmielej i coraz rzadziej dawał mu odpocząć...
Co jakiś czas dochodzą nas wieści na temat rzekomej olbrzymiej roli jaką nieformalnie w Barcelonie odgrywa Johan Cruyff. Czy Pana zdaniem słynny Holender jest "szara eminencją" drużyny znad Costa Brava?
- Na pewno ma. Jego zdanie się bardzo, bardzo liczy. Zresztą w takich krajach jak Hiszpania, Anglia czy Włochy toczy się nieustająca publiczna dyskusja o piłce i pewne autorytety są zawsze traktowane poważnie, nawet jeśli "kibicują" rywalowi. Używam w cudzysłowiu, bo cechą naszej - słabo rozwiniętej - kultury piłkarskiej jest właśnie dyskwalifikowanie pewnych opinii ze względu na sympatie autora. To nie powinno mieć znaczenia - albo ktoś mówi z sensem, albo nie. Niestety, niektórym kibicowski punkt widzenia przesłania zdrowy rozsądek...
"Szara eminencja" to jest dobre określenie dla Cruyffa, bo on nawet jeśli nie pełni oficjalnej funkcji, to pewnie na wielu działaczy ma spory wpływ. Mocą tego, co osiągnął. W końcu to był ten jedyny Puchar Europy. Poza tym to wyjątkowa osobistość, choć - co wiem od ludzi, którzy z nim rozmawiali, m.in. Michała Pola - bywa bardzo antypatyczny.
Nie wiem, jaka jest Pańska ulubiona drużyna. I chyba mało kto wie - co dobrze świadczy o Panu, jako o obiektywnym dziennikarzu sportowym. Jednak przyjmijmy, że jest Pan Cule Barçy. Czekał Pan 14 lat na ponowny triumf swej drużyny w Lidze Mistrzów i w końcu się udało. Co Rafał Stec robi w minutę po zakończeniu zwycięskiego finału? Uśmiecha się i idzie spać, czy też 'odwala' na biurku Redaktora Naczelnego 'Gazety Wyborczej' taniec radości po czym biegnie wykąpać się w miejskiej fontannie?
- A myślałem, że wszyscy wiedzą, komu kibicuję. W listach, które dostaję, czytam, że jestem fanem Realu, Barcelony, Milanu, Wisly, Legii, Manchesteru, Chelsea etc.
Niestety, nie umiem sobie wyobrazić siebie samego na biurku redaktora naczelnego 17 maja, ponieważ mam nadzieję być na stadionie w Paryżu. Minutę po zakończeniu finału będę prawdopodobnie utrzymywać maksymalną koncentrację, by dopisywać ostatnie zdania relacji, wysyłać korespondencję i dobiec na konferencję prasową, nie gubiąc po drodze laptopa. A wracając ze stadionu nie zauważę żadnej fontanny, bo będę się zastanawiał, co napisać dnia następnego.
Henry przejdzie do Barcelony?
- Nie. Tak mi się wydaje, bo akurat jemu wierzę, że będzie mu trudno opuścić kibiców (np. Ronaldinho w ogóle nie wierzę). Gdyby odszedł za te marne kilka milionów, co umożliwiają nowe przepisy (wygaśnięcie tzw. okresu chronionego kontraktu), klub by tego nie wybaczył. Ale wykluczyć oczywiście tego transferu nie można. Wyobraźmy sobie, że Arsenal przegrywa z Villarrealem, a ligę angielską kończy na piątym miejscu, tracąc szanse na udział w Champions League jesienią - Henry stanąłby przed ogromnie trudną decyzją.
Ostatnio w Polsce zapanowała moda na wyszukiwanie zagranicznym sportowcom polskich korzeni. Jeden urodził się ponoć w Polsce, drugi ma matkę Polkę... Niedługo dowiemy się, że Ronaldinho jest Polakiem- tylko zmienił kolor skóry. Po co np. Miroslava Klose nazywamy Polakiem, skoro on sam się nim nie czuje?
- To wcale nie jest nowa moda, tylko kolejny wariant legendarnego doszukiwania się wszędzie "polskiego akcentu". Jak jest ze sportem kiepsko, to się rodzą kompleksy. Nie zaradzimy temu.
Reprezentacja Polski wyjdzie z grupy podczas Mistrzostw Świata? Ale proszę odpowiedzieć: tak czy nie.
- Nigdy nie dam się namówić na kategoryczne odpowiedzi, jeśli nie mam do nich przekonania. Ale odpowiem precyzyjnie: moim zdaniem od reprezentacji Polski powinniśmy wymagać, by awansowała do II rundy, bo grupę ma naprawdę słabą. Nawet Niemcy tkwią w kryzysie i żadne opowieści o naszym rzekomym kompleksie mnie nie przekonują. Nie sądzę, że Polacy należą do "16" czołowych drużyn świata, ale na mundialu wcale nie grają wszyscy najsilniejsi.
Nie odpowiem jednak "tak", bo pewnych rzeczy nie sposób przewidzieć: np. mamy zbyt płytkie rezerwy, by być pewnym, że każda liczba kontuzji nie zaszkodzi. Nie mam pojęcia, w jakiej formie fizycznej przyjadą na zgrupowanie zawodnicy (nie)grający zagranicą, co będzie z Jackiem Bąkiem, jaką decyzję Janas podejmie co do obsady bramki etc. Niewiadomych jest wiele. Zbyt wiele.
Rozmawiał Darek 'pagani' Gałandziej.
- Przede wszystkim ja nie dzielę kibiców na podgrupy, np. "najzagorzalszych", "bardzo zagorzałych" i "zagorzałych". Kto to niby ma oceniać? Ktoś, kto z natury jest typem spokojnym albo woli zachowywać się jak dżentelmen i nie szaleć na trybunach może kibicować tak samo intensywnie jak tzw. ultras. Zamiarów prezydenta Barçy nie chcę oceniać, bo nie wiem, kogo dokładnie zamierza "przegonić". Wiadomo, że na trybunach większości klubów są kibice, którzy chluby im nie przynoszą, czasem pospolici bandyci szukający byle okazji, by wyładowywać agresję. I zwykle wybierają niewłaściwe okazje.
Mówiąc bardziej ogólniej, w klimacie wokół Barçy przeszkadza mi trochę to, że instrumentalizuje ją regionalny nacjonalizm, że futbol staje się polem walki o "wolność i niepodległość" etc. Za dużo wokół tego złych emocji. Piłka jest piękna, ale to tylko piłka.
Na hiszpańskich i włoskich boiskach od rasizmu aż kipi. Jednak czy nie ma w tym winy samych piłkarzy? Może nie namawiają oni akurat do rasizmu, lecz zachowanie takie jak słynne 'Madrid cabron salude al campeon' wykrzykiwane przez Samuela Eto'o czy też bratanie się Roberto Carlosa z przywódcami nazistowskich grup kibiców Realu Madryt oddziałuje na zachowanie fanów.
- To przedłużenie problemu, o którym piszę wyżej. Problemu istniejącemu wszędzie. Wśród fanów często występuje element niebezpieczny, zbliżający się do patologii, a zarazem tolerowany (czy wręcz wspierany) przez działaczy i piłkarzy.
Co do rasizmu natomiast, to napisałem kiedyś w felietonie, że moim zdaniem to nie zawsze rasizm - nazwijmy go tak - "z przekonania", lecz chamska, prymitywna i niewybaczalna metoda przeszkadzania przeciwnikowi. Kibice robią to, co - jak widzą - skutecznie wyprowadza z równowagi.
Aby grać jak Barcelona trzeba mieć Ronaldinho. Ronaldinho jest jednak tylko jeden, więc nikt tak jak Barça nie gra. Z tego też powodu na wszelkiego rodzaju forach internetowych pojawił się zasyp tzw. 'sezonowych kibiców' Dumy Katalonii. Ludzi, którzy trzymają kciuki za klub, który aktualnie jest na topie. Jakie jest Pańskie podejście do takiego typu zachowania?
- Nie rozumiem pytania. Niech każdy kibicuje, komu chce i jak długo chce. Nad czym tu debatować? Czy Barçy zaszkodzi, że ktoś jej kibicuje? Czy wam, jej fanom, to jakoś przeszkadza? Ja też oprócz tego, że mam swoją ulubioną drużynę, która pozostanie "moją" już zawsze, miewam sezonowe sympatie, bo np. styl jakiegoś zespołu mnie zachwyci albo polubię pojedynczych graczy. Tak było z West Ham, Valencią, Chievo (kto im nie kibicował, jak debiutowali w Serie A?) czy Villarrealem. Co do ostatnich, to się pochwalę - jesienią w tekście "Bolek i Lolek wyruszają w świat" typowałem ich na rewelację LM, sami sprawdźcie!
Cesc Fabregas sprawił, że w Arsenalu już nikt nie płacze za Vieirą. Młody wychowanek Barcelony odszedł z klubu z Camp Nou bo bardzo chciał się piłkarsko rozwijać, zacząć grać. Dla wielu fanów FCB dopuszczenie do tego transferu to niewybaczalny błąd. Właśnie, czy to był błąd? Cesc pozostając w Katalonii i tak miałby nikłe szanse by występować w pierwszej jedenastce...
- Dziś łatwo się wymądrzać, bo wiemy, że Cesc zrobił kosmiczny postęp. Ale kto wie, czy bez Wengera jego losy potoczyłyby się tak samo. Nie ujmując nic z klasy Rijkkardowi trzeba pamiętać, że Francuz ma wyjątkowy dar pracy z młodzieżą (no i trochę pomagają mu kontuzje...), a przecież nawet on był w szoku. Pamiętam, jak podkreślał, że takiego młokosa trzeba bardzo oszczędzać, bo nie wytrzyma nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. A Fabregas znosił wszystko! Mimo że Wenger wystawiał go coraz śmielej i coraz rzadziej dawał mu odpocząć...
Co jakiś czas dochodzą nas wieści na temat rzekomej olbrzymiej roli jaką nieformalnie w Barcelonie odgrywa Johan Cruyff. Czy Pana zdaniem słynny Holender jest "szara eminencją" drużyny znad Costa Brava?
- Na pewno ma. Jego zdanie się bardzo, bardzo liczy. Zresztą w takich krajach jak Hiszpania, Anglia czy Włochy toczy się nieustająca publiczna dyskusja o piłce i pewne autorytety są zawsze traktowane poważnie, nawet jeśli "kibicują" rywalowi. Używam w cudzysłowiu, bo cechą naszej - słabo rozwiniętej - kultury piłkarskiej jest właśnie dyskwalifikowanie pewnych opinii ze względu na sympatie autora. To nie powinno mieć znaczenia - albo ktoś mówi z sensem, albo nie. Niestety, niektórym kibicowski punkt widzenia przesłania zdrowy rozsądek...
"Szara eminencja" to jest dobre określenie dla Cruyffa, bo on nawet jeśli nie pełni oficjalnej funkcji, to pewnie na wielu działaczy ma spory wpływ. Mocą tego, co osiągnął. W końcu to był ten jedyny Puchar Europy. Poza tym to wyjątkowa osobistość, choć - co wiem od ludzi, którzy z nim rozmawiali, m.in. Michała Pola - bywa bardzo antypatyczny.
Nie wiem, jaka jest Pańska ulubiona drużyna. I chyba mało kto wie - co dobrze świadczy o Panu, jako o obiektywnym dziennikarzu sportowym. Jednak przyjmijmy, że jest Pan Cule Barçy. Czekał Pan 14 lat na ponowny triumf swej drużyny w Lidze Mistrzów i w końcu się udało. Co Rafał Stec robi w minutę po zakończeniu zwycięskiego finału? Uśmiecha się i idzie spać, czy też 'odwala' na biurku Redaktora Naczelnego 'Gazety Wyborczej' taniec radości po czym biegnie wykąpać się w miejskiej fontannie?
- A myślałem, że wszyscy wiedzą, komu kibicuję. W listach, które dostaję, czytam, że jestem fanem Realu, Barcelony, Milanu, Wisly, Legii, Manchesteru, Chelsea etc.
Niestety, nie umiem sobie wyobrazić siebie samego na biurku redaktora naczelnego 17 maja, ponieważ mam nadzieję być na stadionie w Paryżu. Minutę po zakończeniu finału będę prawdopodobnie utrzymywać maksymalną koncentrację, by dopisywać ostatnie zdania relacji, wysyłać korespondencję i dobiec na konferencję prasową, nie gubiąc po drodze laptopa. A wracając ze stadionu nie zauważę żadnej fontanny, bo będę się zastanawiał, co napisać dnia następnego.
Henry przejdzie do Barcelony?
- Nie. Tak mi się wydaje, bo akurat jemu wierzę, że będzie mu trudno opuścić kibiców (np. Ronaldinho w ogóle nie wierzę). Gdyby odszedł za te marne kilka milionów, co umożliwiają nowe przepisy (wygaśnięcie tzw. okresu chronionego kontraktu), klub by tego nie wybaczył. Ale wykluczyć oczywiście tego transferu nie można. Wyobraźmy sobie, że Arsenal przegrywa z Villarrealem, a ligę angielską kończy na piątym miejscu, tracąc szanse na udział w Champions League jesienią - Henry stanąłby przed ogromnie trudną decyzją.
Ostatnio w Polsce zapanowała moda na wyszukiwanie zagranicznym sportowcom polskich korzeni. Jeden urodził się ponoć w Polsce, drugi ma matkę Polkę... Niedługo dowiemy się, że Ronaldinho jest Polakiem- tylko zmienił kolor skóry. Po co np. Miroslava Klose nazywamy Polakiem, skoro on sam się nim nie czuje?
- To wcale nie jest nowa moda, tylko kolejny wariant legendarnego doszukiwania się wszędzie "polskiego akcentu". Jak jest ze sportem kiepsko, to się rodzą kompleksy. Nie zaradzimy temu.
Reprezentacja Polski wyjdzie z grupy podczas Mistrzostw Świata? Ale proszę odpowiedzieć: tak czy nie.
- Nigdy nie dam się namówić na kategoryczne odpowiedzi, jeśli nie mam do nich przekonania. Ale odpowiem precyzyjnie: moim zdaniem od reprezentacji Polski powinniśmy wymagać, by awansowała do II rundy, bo grupę ma naprawdę słabą. Nawet Niemcy tkwią w kryzysie i żadne opowieści o naszym rzekomym kompleksie mnie nie przekonują. Nie sądzę, że Polacy należą do "16" czołowych drużyn świata, ale na mundialu wcale nie grają wszyscy najsilniejsi.
Nie odpowiem jednak "tak", bo pewnych rzeczy nie sposób przewidzieć: np. mamy zbyt płytkie rezerwy, by być pewnym, że każda liczba kontuzji nie zaszkodzi. Nie mam pojęcia, w jakiej formie fizycznej przyjadą na zgrupowanie zawodnicy (nie)grający zagranicą, co będzie z Jackiem Bąkiem, jaką decyzję Janas podejmie co do obsady bramki etc. Niewiadomych jest wiele. Zbyt wiele.
Rozmawiał Darek 'pagani' Gałandziej.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)