Przełamać kompleks Milanu

Dariusz Wołowsk

18 kwietnia 2006, 12:16

Brak komentarzy
Nie zagrają Messi, Deco, Xavi, Larsson. Czy te wielkie straty zrekompensuje genialna para Ronaldinho - Eto'o?
Ronaldinho - w Mediolanie nie mają wątpliwości, kogo bać się najbardziej. Trener Milanu Carlo Ancelotti porozwieszał plakaty z jego podobizną w ośrodku Milanello. - Jeśli ktoś sądzi, że w ten sposób zmobilizuje piłkarzy, to... jego sprawa - skomentował z ironią Frank Rijkaard. - Gdybym wierzył w tę metodę, powyklejałbym na Camp Nou zdjęcia mojej drużyny. Barcelona musi myśleć o sobie, jeśli będziemy grali dobrze, nikt nie będzie w stanie nas powstrzymać.

Tyle trener Barcelony w emocjach. Ale gdy te opadają, przyznaje, że dla jego drużyny będącej od trzech lat wschodzącą gwiazdą futbolu właśnie Milan będzie egzaminem najcięższym i ostatecznym. - Przekonamy się, czy miejsce na szczycie jest dla nas - mówi.

Sześciokrotny zdobywca trofeum to według Katalończyków ostatnia przeszkoda na drodze do raju (finał z Arsenalem czy Villarrealem powinien być łatwiejszy). Rajem jest tytuł najlepszej drużyny Europy. Tylko raz, w 1992 roku, zdobył go dream team Johanna Cruyffa. Drużyna Rijkaarda jest na razie tylko do dream teamu porównywana. Holender wierzy jednak, iż triumf nad Milanem, a potem w paryskim finale przyniesie nieśmiertelność generacji obecnych gwiazd z Ronaldinho, Eto'o i Messim. 18-letni Argentyńczyk tak bardzo chciał wystąpić na San Siro, że za wcześnie wrócił do treningów i odnowiła mu się kontuzja mięśnia. Zastąpi go Giuly. Generał środka pola Deco jest ukarany za kartki, a napastnik Larsson doznał urazu w Wielki Piątek w meczu z Villarrealem. Najbardziej kreatywny z pomocników Barcy Xavi leczy kontuzję kolana od wielu miesięcy i ma być zdrowy dopiero na finał 17 maja. Dziś więc parę Xavi - Deco w środku pola będzie musiała zastąpić znacznie mniej błyskotliwa dwójka van Bommel - Motta.

Aby przejść Milan, trzeba pokonać największy kompleks Barcelony tkwiący w Katalończykach od 12 lat i przegranego 0:4 finału Champions League w Atenach. Zespół z Mediolanu starł wtedy dream team z powierzchni ziemi, choć wielu uważało, że faworytem była drużyna Cruyffa.

Barca musi się więc dziś rozliczyć z przeszłością i przyćmić fenomenalny duet z Mediolanu: Szewczenko (dziewięć goli w tej edycji LM) - Kaka (pięć). Ma to sprawić para Eto'o (pięć bramek w LM) i Ronaldinho (siedem).

Wszyscy czterej są najjaśniejszymi gwiazdami Champions League. Szewczenko, Kaka i Eto'o to gracze wybitni, ale patrząc na ich gole, można mieć wrażenie, że kiedyś już padły podobne. Oni grają przecież według najlepszych piłkarskich wzorców, Ronaldinho różni to, że on wzorce łamie. Ktoś, kto na sześć kolejnych kontaktów z piłką sześć razy uderza ją piętą, byłby irytujący, gdyby nie to, że za każdym razem jego wybór okazuje się uzasadniony. A nawet najlepszy z możliwych. Tak było w rewanżowym meczu z Chelsea w jednej ósmej finału i na tym chyba polega fenomen Brazylijczyka: robi w sposób prosty rzeczy niezwykłe, nie zostawiając nawet miejsca na dyskusję, że można było zrobić to lepiej. - Modlę się, by nie miał we wtorek swojego dnia - mówi pomocnik Milanu Seedorf.

Szewczenko i Kaka mogą okazać się skuteczniejsi, może zdobędą więcej, ale ich akcje i bramki przetrwają tyle ile sukces Milanu. O golach Ronaldinho opowiadać się będzie legendy tak jak o bramce Maradony z Anglikami na mistrzostwach świata w Meksyku w 1986 r. Jedną z takich bramek była ta strzelona Milanowi na Camp Nou przed rokiem, gdy w ostatniej minucie Brazylijczyk ograł Nestę i pokonał Didę. Wtedy był to jedynie mecz grupowy. Dziś Katalonia czeka na powtórkę w walce o finał.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze