Milan ma jeden procent przewagi
Strata Messiego, Deco i Larssona jest dla Katalończyków nieporównywalnie większa niż brak Inzaghiego dla Milanu
Dariusz Wołowski: Czy dwumecz Barcelony z Milanem ma faworyta?
Mirosław Trzeciak: Nie ma. Siły są wyrównane. Gdyby wziąć pod uwagę cały sezon, to Barca grała bardziej regularnie niż Milan. Ale w takich meczach jak ten, gdy w 90 minut decyduje się wysiłek całego roku, Włosi są w swoim żywiole. Ich kultura gry jest stworzona do rywalizacji. Barca jest może drużyną potencjalnie silniejszą, ale przystępuje do rywalizacji z Milanem w najgorszym momencie sezonu. Strata Messiego jest kolosalna. To właśnie Argentyńczyk był jedynym, który nie wystraszył się presji w meczu z Chelsea na Stamford Bridge i dźwigał na 18-letnich barkach ciężar gry zespołu. Eto'o i Ronaldinho pojawili się dopiero w końcówce, by rozstrzygnąć spotkanie. Deco decyduje o grze pomocy, a Larsson to także bardzo ważny gracz dla Barcy, nie tylko dlatego, że strzela, ale też dlatego, że konstruuje. Tymczasem strata Inzaghiego dla Milanu nie będzie aż tak dokuczliwa, bo to piłkarz, który właściwie nie bierze udziału w grze, a tylko, gdy trzeba, przykłada nogę do piłki turlającej się przed pustą bramką.
Do składu Barcy po kontuzjach wrócą być może Marquez i Motta.
- W ligowym spotkaniu z Villarrealem wrócił Edmilson i grał słabiutko. Od piłkarza, który długi czas się leczy, trudno oczekiwać szczytu formy. A na Milan szczyt formy jest konieczny.
Obie drużyny zależą od par gwiazdorów. Barcelona od Ronaldinho i Eto'o, Milan od Kaki i Szewczenki.
- Gdybym miał wytypować z tej czwórki gracza, który sam może rozstrzygnąć spotkanie, postawiłbym na Ronaldinho. Jego geniusz jest dla Barcy decydujący. Ale nie ma też innej takiej pary na świecie jak Kaka i Szewczenko, która potrafiłaby skuteczniej wyjść z kontrą. Oni są w tej dziedzinie absolutnymi mistrzami, a partnerzy grają tak, by jak najczęściej mieli do tego okazję. Rywal łatwo wpada w pułapki zastawiane przez Milan, który pozornie jest w odwrocie, a tak naprawdę tylko szykuje miejsce dla akcji Kaki z Szewczenką. Myślę jednak, że Milan łatwiej poradziłby sobie bez swojej firmowej pary niż Barca bez swojej. Jeśli Milan wyłączy z gry Ronaldinho i Eto'o, to dla Katalończyków może oznaczać jedno - katastrofę.
W ataku Barcelona powinna sobie poradzić, a w obronie?
- Nie musi być aż tak źle jak z pozoru wygląda. W ubiegłym sezonie Barcelona dostała nauczkę, że z zespołami takimi jak Chelsea albo Milan nie da się grać z obroną ustawioną na połowie boiska. W tym roku w starciu z Chelsea Rijkaard ustawił defensywę na wysokości pola karnego, pomocnicy byli blisko i wytrącili mistrzowi Anglii atut gry z kontry. Z Milanem powinno być podobnie, na dodatek Puyol to w pojedynkach jeden na jednego najlepszy obrońca w Europie. Jeśli ktoś jest w stanie zatrzymać Szewczenkę, to tylko on.
Nie wydaje się Panu, że wszechstronniejszą drużyną jest jednak Milan?
- Barcelona dobrze się czuje w ataku, ale gdy ją odciąć od piłki na dłuższy czas, traci koncept i cierpliwość. Hiszpanie w ogóle mają obsesję utrzymywania się przy piłce, tymczasem Włosi potrafią dominować, gdy piłki nie mają. Milan przystosuje się do każdego stylu: do gry w powietrzu i na ziemi, do gry technicznej i kopaniny. A Barca ma swój styl i gdy nie pozwoli się jej grać tak jak kocha, to nie za bardzo umie się odnaleźć. Może więc jednak ten jeden procent przewagi ma Milan.
Dariusz Wołowski: Czy dwumecz Barcelony z Milanem ma faworyta?
Mirosław Trzeciak: Nie ma. Siły są wyrównane. Gdyby wziąć pod uwagę cały sezon, to Barca grała bardziej regularnie niż Milan. Ale w takich meczach jak ten, gdy w 90 minut decyduje się wysiłek całego roku, Włosi są w swoim żywiole. Ich kultura gry jest stworzona do rywalizacji. Barca jest może drużyną potencjalnie silniejszą, ale przystępuje do rywalizacji z Milanem w najgorszym momencie sezonu. Strata Messiego jest kolosalna. To właśnie Argentyńczyk był jedynym, który nie wystraszył się presji w meczu z Chelsea na Stamford Bridge i dźwigał na 18-letnich barkach ciężar gry zespołu. Eto'o i Ronaldinho pojawili się dopiero w końcówce, by rozstrzygnąć spotkanie. Deco decyduje o grze pomocy, a Larsson to także bardzo ważny gracz dla Barcy, nie tylko dlatego, że strzela, ale też dlatego, że konstruuje. Tymczasem strata Inzaghiego dla Milanu nie będzie aż tak dokuczliwa, bo to piłkarz, który właściwie nie bierze udziału w grze, a tylko, gdy trzeba, przykłada nogę do piłki turlającej się przed pustą bramką.
Do składu Barcy po kontuzjach wrócą być może Marquez i Motta.
- W ligowym spotkaniu z Villarrealem wrócił Edmilson i grał słabiutko. Od piłkarza, który długi czas się leczy, trudno oczekiwać szczytu formy. A na Milan szczyt formy jest konieczny.
Obie drużyny zależą od par gwiazdorów. Barcelona od Ronaldinho i Eto'o, Milan od Kaki i Szewczenki.
- Gdybym miał wytypować z tej czwórki gracza, który sam może rozstrzygnąć spotkanie, postawiłbym na Ronaldinho. Jego geniusz jest dla Barcy decydujący. Ale nie ma też innej takiej pary na świecie jak Kaka i Szewczenko, która potrafiłaby skuteczniej wyjść z kontrą. Oni są w tej dziedzinie absolutnymi mistrzami, a partnerzy grają tak, by jak najczęściej mieli do tego okazję. Rywal łatwo wpada w pułapki zastawiane przez Milan, który pozornie jest w odwrocie, a tak naprawdę tylko szykuje miejsce dla akcji Kaki z Szewczenką. Myślę jednak, że Milan łatwiej poradziłby sobie bez swojej firmowej pary niż Barca bez swojej. Jeśli Milan wyłączy z gry Ronaldinho i Eto'o, to dla Katalończyków może oznaczać jedno - katastrofę.
W ataku Barcelona powinna sobie poradzić, a w obronie?
- Nie musi być aż tak źle jak z pozoru wygląda. W ubiegłym sezonie Barcelona dostała nauczkę, że z zespołami takimi jak Chelsea albo Milan nie da się grać z obroną ustawioną na połowie boiska. W tym roku w starciu z Chelsea Rijkaard ustawił defensywę na wysokości pola karnego, pomocnicy byli blisko i wytrącili mistrzowi Anglii atut gry z kontry. Z Milanem powinno być podobnie, na dodatek Puyol to w pojedynkach jeden na jednego najlepszy obrońca w Europie. Jeśli ktoś jest w stanie zatrzymać Szewczenkę, to tylko on.
Nie wydaje się Panu, że wszechstronniejszą drużyną jest jednak Milan?
- Barcelona dobrze się czuje w ataku, ale gdy ją odciąć od piłki na dłuższy czas, traci koncept i cierpliwość. Hiszpanie w ogóle mają obsesję utrzymywania się przy piłce, tymczasem Włosi potrafią dominować, gdy piłki nie mają. Milan przystosuje się do każdego stylu: do gry w powietrzu i na ziemi, do gry technicznej i kopaniny. A Barca ma swój styl i gdy nie pozwoli się jej grać tak jak kocha, to nie za bardzo umie się odnaleźć. Może więc jednak ten jeden procent przewagi ma Milan.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)