Flaki z olejem podano do stołu

pagani

20 kwietnia 2006, 17:35

Brak komentarzy
To miał być pojedynek geniuszu zaklętego w nogach. Zagrać miał "nie Arsenal z Villarreal, lecz Henry z Riquelme"- jak obwieszczała prasa w całej europie. Thierry Henry przed meczem mówił "podoba mi się, że w półfinałach grają drużyny kochające piękny futbol. Nie Juventus czy Chelsea. Villarreal udowodniła, że w piłkę grać potrafi i jeśli ma ku temu okazję potrafi dotkliwie swego przeciwnika skrzywdzić". "Są najtrudniejszym przeciwnikiem, z jakim przyszło nam zagrać w tym sezonie" powtarzał argentyński gwiazdor Juan Roman Riquelme. I wiedział co mówi. Podwajane, a często także potrajane krycie, jakie na jego drodze do bramki Arsenalu stosowali obrońcy Kanonierów okazało się dla ponadprzeciętnie utalentowanego rozgrywającego zaporą nie do pokonania. Na podobne problemy napotykał się także Henry, jednak on, umiał sobie z nimi radzić. Sposób gry Francuza znają wszyscy fani futbolu na całym globie. Jego styl, boiskowe nawyki- podobnie jak w przypadku Boskiego Ronaldinho- w telewizyjnych programach analizowane są klatka po klatce, sekunda po sekundzie. Sztuczki największej gwiazdy 'The Gunners' zna każdy obrońca świata- i każdy niezmiennie od lat się na nie nabiera. Nie inaczej było wczoraj, gdy ten notorycznie schodził z piłką do linii końcowej boiska. Riquelme był przygaszony. Wściekły na siebie i nieporadnych kolegów z zespołu. Po piłkę musiał się często sam wracać. A gdy miał futbolówkę przy nodze- nie miał jej komu zagrać. Zwalniał akcje, podawał do tyłu. "Kiedy nie wiedzieliśmy co zrobić, podawaliśmy do Zidane'a. On zawsze coś wymyślił" mówił po mistrzostwach Europy w 2000 roku jeden z piłkarzy reprezentacji Francji. Podobną taktykę przyjęło wczorajszego wieczora Villarreal. "Z piłką robi co chce. Potrafi ją zagrać, w każde miejsce, które sobie tylko upatrzy" scharakteryzował Argentyńczyka Henry. Jednak wczoraj- to nie był wieczór Riquelme. Nawet w swoim koronnym fragmencie gry- rzutach wolnych, zawiódł na całej linii. Arsenal natomiast grał tak, jak lubi. Narzucił swoje tempo gry. Pomimo innej niż zwykle- przygotowanej specjalnie pod Ligę Mistrzów- taktyki zagrał w typowym dla Premiership stylu. Akcje przeprowadzał w szaleńczym tempie. Kanonierzy grali technicznie, agresywnie, z pierwszej piłki. W ofensywie wykorzystywali bocznych obrońców jako skrzydłowych. I tylko Bogu oraz nieudolności sędziego Villarreal mógł zawdzięczać długo utrzymujący się bezbramkowy remis. Nie chcę mówić o samym spotkaniu. Je i tak każdy na żywo- sprzed telewizora sam obejrzał. Jeśli ktoś tego nie uczynił, odsyłam do pomeczówki, którą wczoraj przygotował mój redakcyjny kolega Gilu. Przeniosę się w sferę odczuć. Odczucia...niesmaku jakie pozostawił po sobie ten mecz. Zapowiadany na wykwintną ucztę dla fanów, okazał się szybkim daniem z baru mlecznego. O ile Arsenal zaserwował nam porcję frytek z kurczakiem, o tyle Villarreal podało nam na talerzu wymiociny. Dla Londyńczyków była to "życiowa szansa" jak powiedział Arsene Wenger. Szansa, której nie wykorzystali. Mogli wygrać 3-0. Skończyło się na ledwie 1-0, dla rozgrywających swe ostatnie spotkanie w europejskich pucharach na stadionie Highbury Kanonierów. "Villarreal w drodze do półfinału pokonało Everthon i Manchester United. Na mnie, większe wrażenie wywarło jednak ich zwycięstwo nad Interem Mediolan"- 2 dni temu mówił trener Wenger. W pierwszym spotkaniu z Interem, Villarreal- podobnie jak wczoraj- przegrało na wyjeździe, by w rewanżu na El Madrigal odnieść zwycięstwo dające "żółtej łodzi podwodnej" awans do półfinału Ligi Mistrzów. Hiszpanie, a właściwie 'Latynosi', jak określa ich Hiszpańska prasa to zespół nieobliczalny. Jeśli trafi z formą- może pokonać absolutnie każdą drużynę na świecie. Arsenal musi o tym pamiętać- jeśli przegra walkę o finał puchary mistrzów, łez nie otrze im nawet nowy, luksusowy Emirates Stadium, na którym od przyszłego sezonu będzie rozgrywać swoje mecze. Dla obu drużyn półfinał Ligi Mistrzów to największe osiągnięcie w europejskiej piłce. Rewanż zapowiada się więc interesująco.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze