Dajmy spokój Ronaldinho
Bieżący sezon, nie ma co ukrywać, nie jest dla FC Barcelony nawet w połowie tak efektowny jak poprzedni. Szumne zapowiedzi o jeszcze silniejszej niż zeszłoroczna drużynie, która zdeklasuje rywali na wszystkich frontach, nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Zaczęło się od przegranych finałów Pucharu Katalonii i Superpucharu Europy, potem drużyna Franka Rijkaarda z trudem zakwalifikowała się do kolejnej rundy Ligi Mistrzów, a w grudniu przegrała finał Pucharu Interkontynentalnego. Czarę goryczy przelało odpadnięcie z elitarnej i dochodowej Champions League. Dziennikarze na całym świecie ochoczo rozpisywali się o kryzysie obrońcy tytułu, poświęcając najwięcej uwagi osobie brazylijskiego czarodzieja futbolu Ronaldinho. Wystarczy przypomnieć sobie tytuły artykułów prasowych, które w większości były pochodnymi utartej frazy "Kryzys Ronaldinho". Wystarczyła porażka w prestiżowym meczu derbowym z Espanyolem i prasa z pasją wzięła się za opisywanie słabej postawy Brazylijczyka. Następnie po świetnym spotkaniu przeciwko Racingowi Santander (dwa gole), ci sami żurnaliści wskrzesili geniusza z Porto Alegre i ponownie oddali mu miejsce na tronie. Słabsze mecze z Liverpoolem w Lidze Mistrzów przyniosły jednak kolejny gorący temat - oto okazało się, że Brazylijczyk ma nadwagę i opuszcza treningi! Nawet Gran Derby Europy nie ocaliły Ronaldinho w oczach wielu dziennikarzy i 'fachowców' - tym razem znalazł się on "w cieniu Messiego" i "nie potrafi odnaleźć formy", jak napisał dziennikarz katalońskiego 'Sportu'. Prawdziwy 'rollercoaster'! Ciekawe jest dlaczego ów dziennikarz zapomniał kto miał udział przy wszystkich trzech trafieniach Leo Messiego. Kto? Oczywiście Ronaldinho! Przy odrobinie szczęścia 'el crack total' mógł trafić do siatki po pięknej indywidualnej akcji, a jego strzał skutecznie dobił Messi.
Należy oddać królowi co królewskie - Ronaldinho mimo braku odpoczynku po Mundialu, kontuzji dwóch partnerów z linii ataku oraz kiepskiej dyspozycji całej drużyny, jest najlepszym strzelcem i asystentem w ekipie Rijkaarda. W wielu meczach to właśnie 'Ronni' inspirował swoją postawą kolegów i dawał nadzieję na pozytywny wynik. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że Brazylijczyk do tej pory ratował Barcelonie sezon.
Wciąż, mimo przemęczenia i gorszej dyspozycji, pokazuje swoje ogromne umiejętności w najważniejszych spotkaniach np. z Werderem Brema lub w niedawnym Gran Derby. Niemal w pojedynkę zapewniał Barcelonie punkty w ligowych meczach z Realem Saragossa, Recreativo Huelva, Realem Sociedad czy Racingiem Santander. Swoimi bramkami dawał nadzieję na zwycięstwo w meczach zremisowanych i przegranych. Nasuwają się zatem pytania retoryczne: dlaczego to osoba pogodnego Brazylijczyka ilustruje kryzys całej drużyny? Czy drużyna nie składa się z jedenastu piłkarzy?
Jako kibicom Barcelony, wypada nam cieszyć się z powrotu do gry Samuela Eto'o i Leo Messiego, którzy powinni odciążyć dotychczasowego lidera zespołu. Obaj właśnie tego dokonali w ostatnich dwóch spotkaniach i cieszy, iż wreszcie cały ciężar strzelania bramek i rozgrywania nie spoczywa wyłącznie na barkach Ronaldinho. Krytykujący Brazylijczyka dziennikarze i kibice, powinni zauważyć, że wykonał on kawał świetnej roboty w trudnym momencie sezonu i dzięki temu drużyna wciąż zachowuje szanse na podwójną koronę. Z całym szacunkiem dla Eto'o i Messiego, trudno jest wyobrazić sobie co stałoby się gdyby któryś z nich był na miejscu Brazylijczyka i przez niemal pięć miesięcy musiał radzić sobie bez dwóch pozostałych podstawowych napastników. Na nudny już frazes "kryzys Ronaldinho" odpowiem również sloganem: Dajmy spokój Ronaldinho, jak każdy inny piłkarz ma prawo mieć obniżkę formy i zagrać słabszy mecz.
Zaczęło się od przegranych finałów Pucharu Katalonii i Superpucharu Europy, potem drużyna Franka Rijkaarda z trudem zakwalifikowała się do kolejnej rundy Ligi Mistrzów, a w grudniu przegrała finał Pucharu Interkontynentalnego. Czarę goryczy przelało odpadnięcie z elitarnej i dochodowej Champions League. Dziennikarze na całym świecie ochoczo rozpisywali się o kryzysie obrońcy tytułu, poświęcając najwięcej uwagi osobie brazylijskiego czarodzieja futbolu Ronaldinho. Wystarczy przypomnieć sobie tytuły artykułów prasowych, które w większości były pochodnymi utartej frazy "Kryzys Ronaldinho". Wystarczyła porażka w prestiżowym meczu derbowym z Espanyolem i prasa z pasją wzięła się za opisywanie słabej postawy Brazylijczyka. Następnie po świetnym spotkaniu przeciwko Racingowi Santander (dwa gole), ci sami żurnaliści wskrzesili geniusza z Porto Alegre i ponownie oddali mu miejsce na tronie. Słabsze mecze z Liverpoolem w Lidze Mistrzów przyniosły jednak kolejny gorący temat - oto okazało się, że Brazylijczyk ma nadwagę i opuszcza treningi! Nawet Gran Derby Europy nie ocaliły Ronaldinho w oczach wielu dziennikarzy i 'fachowców' - tym razem znalazł się on "w cieniu Messiego" i "nie potrafi odnaleźć formy", jak napisał dziennikarz katalońskiego 'Sportu'. Prawdziwy 'rollercoaster'! Ciekawe jest dlaczego ów dziennikarz zapomniał kto miał udział przy wszystkich trzech trafieniach Leo Messiego. Kto? Oczywiście Ronaldinho! Przy odrobinie szczęścia 'el crack total' mógł trafić do siatki po pięknej indywidualnej akcji, a jego strzał skutecznie dobił Messi.
Należy oddać królowi co królewskie - Ronaldinho mimo braku odpoczynku po Mundialu, kontuzji dwóch partnerów z linii ataku oraz kiepskiej dyspozycji całej drużyny, jest najlepszym strzelcem i asystentem w ekipie Rijkaarda. W wielu meczach to właśnie 'Ronni' inspirował swoją postawą kolegów i dawał nadzieję na pozytywny wynik. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że Brazylijczyk do tej pory ratował Barcelonie sezon.
Wciąż, mimo przemęczenia i gorszej dyspozycji, pokazuje swoje ogromne umiejętności w najważniejszych spotkaniach np. z Werderem Brema lub w niedawnym Gran Derby. Niemal w pojedynkę zapewniał Barcelonie punkty w ligowych meczach z Realem Saragossa, Recreativo Huelva, Realem Sociedad czy Racingiem Santander. Swoimi bramkami dawał nadzieję na zwycięstwo w meczach zremisowanych i przegranych. Nasuwają się zatem pytania retoryczne: dlaczego to osoba pogodnego Brazylijczyka ilustruje kryzys całej drużyny? Czy drużyna nie składa się z jedenastu piłkarzy?
Jako kibicom Barcelony, wypada nam cieszyć się z powrotu do gry Samuela Eto'o i Leo Messiego, którzy powinni odciążyć dotychczasowego lidera zespołu. Obaj właśnie tego dokonali w ostatnich dwóch spotkaniach i cieszy, iż wreszcie cały ciężar strzelania bramek i rozgrywania nie spoczywa wyłącznie na barkach Ronaldinho. Krytykujący Brazylijczyka dziennikarze i kibice, powinni zauważyć, że wykonał on kawał świetnej roboty w trudnym momencie sezonu i dzięki temu drużyna wciąż zachowuje szanse na podwójną koronę. Z całym szacunkiem dla Eto'o i Messiego, trudno jest wyobrazić sobie co stałoby się gdyby któryś z nich był na miejscu Brazylijczyka i przez niemal pięć miesięcy musiał radzić sobie bez dwóch pozostałych podstawowych napastników. Na nudny już frazes "kryzys Ronaldinho" odpowiem również sloganem: Dajmy spokój Ronaldinho, jak każdy inny piłkarz ma prawo mieć obniżkę formy i zagrać słabszy mecz.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)