Perła na dnie

Adrian Nowak

26 marca 2007, 14:58

Brak komentarzy
Biorąc pod uwagę słabe wyniki, a co gorsza również fatalny styl gry Barcelony, dziwić nikogo nie może,że fani z niecierpliwością czekali na powroty dwóch, z trzech najlepszych graczy ich ukochanego klubu. Mowa tu oczywiście o Samuelu Eto'o, oraz Leo Messim. Zważywszy, że forma Gudjohnsena i Savioli, mówiąc delikatnie, pozostawiała wiele do życzenia, zwłaszcza powrót tego pierwszego po ciężkiej kontuzji był niebywale oczekiwany. Jakież było zatem zdziwienie wszystkich zainteresowanych, gdy na konferencji prasowej po meczu Barçy z Racingiem Santander usłyszeli od Franka Rijkaarda, że Eto'o odmówił wejścia na boisko!

No i stało się... Kryzys Barcelony stał się faktem.. A ten, w którym kibice upatrywali wybawiciela stał się katem. Wydarzenie to nie mogło się,rzecz jasna,rozejść bez echa. I zaczęło się... Masa konferencji prasowych, wypowiedź goniąca wypowiedź... Głos zabierał każdy mniej lub bardziej związany z Barçą. Wtedy Eto'o namieszał po raz drugi, mówiąc o konflikcie pomiędzy dwiema stronami, na którym najbardziej cierpią tacy jak on, czyli nieznajdujący się po żadnej ze stron. Przy okazji "Sammy" nazwał kogoś złym człowiekiem, jasno dając do zrozumienia, iż ma na myśli Ronaldinho. Później jednak zarzekał się, że nie chodziło mu o kolegę z zespołu. Piłkarz tej klasy powinien mieć w sobie tyle odwagi, aby przyznać się do błędu, a także przeprosić

Dziwne jest zachowanie władz klubu, które nie wyciągnęły w stosunku do piłkarza żadnych konsekwencji. Na zawodnika nie nałożono ani kary pieniężnej, ani też dyscyplinarnego wykluczenia z kadry na najbliższy mecz, udzielając mu w ten sposób niemego poparcia w konflikcie z Rijkaardem. Tym samym podważony został autorytet Holendra. Ten jednak zachował głowę na karku.. Zaryzykował konflikt z Joanem Laportą i nie powołał Kameruńczyka do kadry na mecz z Valencią. Eto'o nie zagrał również z Liverpoolem, ale po nim, na szczęście dla wszystkich, którzy F.C. Barcelonie dobrze życzą, sprawa skończyła się. Na mecz z Athletic Bilbao drużyna wybiegła już w sielankowych nastrojach, a Samuel skandalista zakończył ten mecz z golem i asystą.


W całym tym zamieszaniu jakby w cieniu pozostała przyczyna afery. Fakt, że Eto'o odmówił gry powinien niepokoić nie tylko zwolenników Barcelony, ale wszystkich sympatyków piłki nożnej. Dlaczego Kameruńczyk odmówił wejścia na boisko? Nieważne. Nie ma dla niego żadnego usprawiedliwienia. Piłkarz powinien słuchać trenera, bez względu na wszystko. To trener jest bezpośrednio odpowiedzialny za wyniki drużyny, to trener ma za zadanie ustalić taktykę oraz skład personalny i w końcu to trener jest bezpośrednim przełożonym zawodników! Jeśli więc Samuel nie wykonuje poleceń przełożonego, powinien się liczyć z konsekwencjami. Bo piłkarz niesłuchający swego trenera jest tak samo potrzebny jak kucharz, niesłuchający poleceń szefa kuchni: niezależnie od tego jak dobrze by gotował, i tak straci pracę. Podobnie futbolista, który nie stosuje się do poleceń trenera w końcu straci miejsce w zespole, choćby był w nim najlepszy.

Poza tym, swoim zachowaniem Kameruńczyk sprzeniewierza się podstawowej zasadzie wszystkich sportów drużynowych - w zespole każdy jest tak samo ważny. Nie ma podziału na równych i równiejszych. Każdy, zatem niezależnie, czy się nazywa Eto'o, Oleguer, czy Majtkowski, powinien na polecenie trenera wejść na boisko. Nieważne, czy na 30 minut, czy na 30 sekund. A Samuel swym zachowaniem nie tylko rozsiewa ferment w drużynie, ale także daje zły przykład młodym piłkarzom, pokazując iście gwiazdorskie zachowanie.

Ale najważniejsze, że gwiazdor Barcelony, dał wszystkim powód, aby poddać w wątpliwość jego rzekomą(?) miłość do klubu. Eto'o od zawsze słynął z ogromnych ambicji i mniej pochlebnego już niestety - taniego gwiazdorstwa.. Ale jako członek zespołu, potrafić powinien przedkładać dobro drużyny nad osobiste aspiracje. Wielokrotnie powtarzał, że uważa się za najlepszego piłkarza na świecie. Ale aby być najlepszym na świecie należy pokazywać klasę nie tylko na boisku, ale także, a może przede wszystkim, poza nim. Tym sposobem "czarna perła" pogrążył sam siebie. Spadł na dno, czyli tam, gdzie perły się znajduje.

Konflikt, co prawda, został już zażegnany, a Eto'o zdążył się już, z Ronaldinho i Rijkardaem uściskać i pogodzić, ale w moich oczach stracił. W meczu z Athletic zagrał świetnie i drużynowo, a nawet strzelił gola. Podniósł się więc tym samym z dna, na jakim się znalazł, ale dla mnie jednak ten spadek na dno, choć tylko chwilowy, nie pozostanie zapomniany. Pozostawił bowiem skazę na wizerunku piłkarza... Zostawił na niej rysę i nawet kiedy "czarna perła" znów rozbłyśnie na Camp Nou pełnym blaskiem, ta rysa na niej będzie widoczna...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze