Więcej niż bajka

myky

25 sierpnia 2007, 18:47

Brak komentarzy
Geralt z szybkością błyskawicy przedzierał się przez kolejne gąszcze stumilowego lasu. Wiedział, że jego cel jest coraz bliżej. Wiedział to, czuł to całym ciałem, a jego drgający non stop medalion tylko go w tym upewniał. Był już strasznie zmęczony, ale wiedział, że nie może sobie pozwolić na ociąganie. Po tym jak Barcelona przegrała ostatnie wybory trzeba było jak najszybciej zapewnić sobie zwycięstwo w kolejnej ich edycji. To właśnie on - wiedźmin, lek na całe zło panoszące się po tym świecie miał wyciągnąć FC Barcelonę z kryzysu i sprawić, że GRAAL znowu zagości na Camp Nou. Cel zbliżał się z każdą sekundą. Po chwili na horyzoncie zobaczył wieże Camp Nou, przebijające się przez gęste korony drzew. Jeszcze tylko kilka chwil i już będzie na miejscu. Dwieście metrów, sto pięćdziesiąt, sto, pięćdziesiąt, dwadzieścia, dziesięć...

Nagle trzask! W jednej chwili Geraltowi usunęła się ziemia spod stóp. Stracił przytomność...

Obudził się w ciemnym pomieszczeniu. Wokół panowała straszna duchota. Geralt powiedział niecenzuralne zaklęcie, które zna każde dziecko oglądające film o dziwacznej nazwie "Psy". Zaklęcie uwolniło z niego całą złość jaką poczuł kiedy zorientował się, że jest więźniem w lochu.

- No no! Widzę, że w końcu się obudziłeś Geralt! - odezwał się gruby głos dobiegający z drugiego końca celi. Rozszerzając swe źrenice Geralt mógł dokładnie spojrzeć na swego rozmówcę. Jego twarz była biała niczym kreda, jednak na sobie miał już tylko czarną, oddychającą pelerynę z logiem Adidasa na piersi. "Szwabska firma, pewnie z Realu" - pomyślał natychmiast Geralt.
- Pozwól, że się przedstawię. Jam jest Lord Schusti! Ale mów mi Voldemort. Lord Voldemort - dla ścisłości. - Geralt nadal siedział nieruchomo z trudem starając się zapamiętać to trudne niemieckie imię. - Widzę, że nie jesteś zbyt rozmowny w stosunku do mnie. Może mi chociaż powiesz dlaczego?
- Nie chce mi się z tobą gadać. - odpowiedział Geralt głosem, który chyba już gdzieś słyszałem.
- W sumie to nawet i lepiej. I tak wszystko wiem! Myślisz, że jak ktoś wydaje 24 mln ojro na jednego człowieka, w dodatku wiedźmina, to nikt się o tym nie dowie?! Doskonale wiem o tym, że ty razem z tą przeklętą Barceloną chcecie odebrać Realowi GRAAL! Myślisz, że jesteś taki Indianin Jones, co? Ale nie bój się. Zostałem wybrany do reprezentowania Realu w tym sezonie i nie pozwolę na to abyśmy za rok stracili swą władzę. - Geralt powoli zaczynał rozumieć dlaczego Barça zdecydowała się sprowadzić właśnie jego. Facet, który przed nim stał to prawdziwy świr, a wiadomo, że każdy świr zdolny jest do wszystkiego. - Ja również potrafię wydawać ojro. Myślisz, że jesteś taki cenny? Ja na jednego człowieka wydałem 30 mln ojro, nie to co te twoje marne 24 mln. - Voldemort dalej ciągnął swą bezsensowną paplaninę. Tymczasem Geralt za pomocą Znaku Solidarności uwolnił się od łańcuchów do których był przykuty. Teraz czekał tylko na odpowiednią chwilę, aby uciec z lochów znajdujących się - jak przypuszczał w Santiago Bernapueblo.

- To ja wkrótce zapanuje nad całym Zasiedmigórogrodem. I to na zaw...! - W tej chwili Geralt w jednej chwili wyważył kraty lochu za pomocą Znaku Pozdrowienia oraz popędził przed siebie uciekając z tego niesamowicie dusznego miejsca. Ku jego zdziwieniu - poza nim i Voldemortem w lochach nikogo nie było, co znacznie ułatwiło ucieczkę Geraltowi. Wkrótce wiedźmin wkroczył na płytę boiska głównego... I w tej chwili wszystko się skończyło. Potężne, aczkolwiek druciane kraty zablokowały wszelkie możliwe drogi ucieczki. Geralt zrozumiał. Będzie musiał dać popis swoich umiejętności.

Wkrótce na płycie zjawił się Voldemort.

- Muszę przyznać, że jesteś niezły. Jednak czy pokonasz w pojedynkę najlepszych zawodników Białej Armii Blancos? Chyba wątpię - na twarzy Voldemorta pojawił się złośliwy uśmieszek. W tej samej chwili na murawie pojawiło się kilka Muminków. Na ich widok tym razem to na twarzy Geralta pojawił się ten sam złośliwy uśmiech. "Biała Armia Blancos?" - z drwiną pomyślał Geralt.

- Nie myślałeś może o zatrudnieniu Gumisiów? - grzecznie zapytał się Geralt
- Naturalnie, myślałem o tym, jednak badania marketingowe OBOPU jednoznacznie wykazały, że Muminki są popularniejsze. Poza tym Prezes Protektor nakazał mi chronić barw klubowych więc chronię. Lecz teraz walcz barani łbie kozła!

"Nie chcem mi siem, ale muszem" - zdopingował się Geralt, po czym wydobył swój srebrny miecz z za pleców. Widząc to, również i muminki wyjęły swe miecze, po czym natychmiast zaatakowały. Najbardziej zawzięty z nich - El Muminkos Pibitos, kilkumetrowym skokiem dopadł wiedźmina, który właśnie zataczał półokrąg nad swoimi przeciwnikami. Muminek niczym minister Ziobro swymi zarzutami, próbował dosięgnąć swym mieczem Geralta, jednak wiedźmin bez problemu sparował wszystkie ciosy rywala udowadniając tym samym swoją wyższość nad jednym z Muminków. Sytuacja uległa jednak diametralnej zmianie kiedy to wszystkie muminki, w tym między innymi Mumińkinio Menino El Robinho, czy też Guti Mumin, zaczęły jednocześnie atakować Geralta.

Mimo wielu starań wiedźmin nie potrafił zablokować wszystkich ciosów idących w jego stronę. Z każdą chwilą stawał się coraz słabszy, niczym Lew Rywin pod naciskiem komisji śledczej. Jednak w końcu zebrał w sobie wszystkie siły i za pomocą Znaku Ziobry wsadził swych przeciwników do klatki stworzonej przez zaklęcie.

Geralt opadał z sił, doskonale wiedział, że zaklęcie wkrótce przestanie działać, a więc musiał się śpieszyć. Niestety, na drodze do ucieczki po raz kolejny stanął mu Volverine, tzn. Voldemort.

- Pamiętasz może jak opowiadałem ci o moich tegorocznych wydatkach? Przedstawiam ci mą tajną broń. Oto mój muminek nad muminkami! Pepe!

Przed oczami Geralta pojawiła się niepozorna postać, którą Voldemierd nazwał Popą, czy jakoś tak. Geralt doskonale wiedział, że nie da mu rady ponieważ był już zbyt słaby. Popa zbliżał się nieuchronnie. Geralt postawił wszystko na jedną kartę. Wykonał niemal czterometrowy skok i uderzeniem z pół obrotu ogłuszył Popę. Chyba nawet sam Bóg musiał się zdziwić widząc, jak muminek nad muminkami Voldemierdy z Niemiec pada na skutek dosyć słabego ataku Geralta.

- Voldemordo!
- Hę?
- Inwestowanie w tak niepewną spółkę 30 mln jest trochę ryzykowne.
- Jak może być ryzykowne? Przecież trwa hossa na giełdzie! Teraz wszystko przynosi zyski.
- Masz rację, trwa, ale w Chinach. Tutaj jest Zasiedmiogórogród. Tylko spójrz na mnie a przekonasz się, że Polakiem nie jestem i nie zaspokoję potrzeby taniej siły roboczej.

Mimo wesołej atmosfery jaka zapanowała na płycie boiska, zaklęcie Ziobry przestało już działać. Tym razem Geralt nie mógł już liczyć na jakiekolwiek niespodzianki. Śmierć nadejdzie teraz.

Obezwładnione jeszcze przed chwilą Muminki w jednej chwili rzuciły się na Geralta, który stwierdził, że jak na włochate stworzenie z mieczem w ręku są one całkiem czyste i pachnące. "Już nigdy nie zobaczę tych śnieżnobiałych skarpetek od Hajzera w TV" - skojarzył Wiedźmin. Kiedy już pogrążał się w swej otchłani zapomnienia, nagle wszechobecna biel futra i zapach świeżego prania ustąpiła kolorowi zielonemu i - niestety, zapachowi spoconego ciała. Geralt szybko zorientował się, że to pomoc w postaci wielkiego Ryjka Yody oraz jego bordowo-granatowej ekipy do której miał przecież wkrótce dołączyć. Rozpoznał wszystkich, m.in. Messirixa - słynnego Argentyńczyka z Galii, Eto`natora z lini produkcyjnej Skynetu oraz samego El Cracklika Bugsa z jego słynnymi zębami.

"A więc jeszcze nie umieram" - pomyślał Geralt i zasnął regenerując swe stracone siły. Tymczasem zwycięska ekipa Ryjka Yody powróciła razem ze swym śpiącym nabytkiem na Camp Nou.

- Sezon czas zacząć! Przedsmak walki o tytuł już mieliście! - powiedział zielony Ryjek do swych podopiecznych.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze