Wszyscy są zachwyceni serią kolejnych zwycięstw Barcelony (1:0 z Sevillą, 5:0 z Albacete, 2:1 z Osasuną, 3:1 z Atletico, 1:0 z Valencią, 3:2 z Deportivo, 3:2 z Mallorką, 2:0 z Murcią , 1:0 z Realem Sociedad), ale to jeszcze mało. Kibice dopingują swą drużynę do następnych. Bo do rekordu jeszcze trochę brakuje.
(...) Jeżeli za tydzień wygra jeszcze z Betisem to zrówna się z drużyną z lat 1955/56. Dopiero jeszcze jedno zwycięstwo (a to by było już jedenaste) - z Villarreal 4 kwietnia - da rekord. W takiej formie jak obecnie wszystko jest możliwe.
Nagły zryw Barcelony, która po każdej wygranej mijała w tabeli kolejne drużyny aż wyszła na trzecie miejsce, natchnął nadzieją nie tylko kibiców, ale także piłkarzy. Już w grudniu ludzie skreślili nas nie tylko z wyścigu o mistrzostwo Hiszpanii, ale także odbierali nam szansę na miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów. To był błąd. Wyszliśmy z zakrętu i zobaczyliśmy już plecy Valencii i Realu. Pościg trwa - odgraża się pomocnik zespołu z Katalonii, Gerard. Przełom nastąpił, gdy z Interu (? - dop red.) wypożyczono Edgara Davidsa. Holender porwał do boju nowych kolegów, a w walce na boisku zawsze wychodzi przed szereg. Wykonuje tak tytaniczną pracę, że wreszcie Ronaldinho i Xavi mogą się zająć tym, do czego są stworzeni, czyli stwarzaniem sobie, Javierovi Savioli i Luisowi Garcii okazji do strzelania bramek. Nad parą pomocników Barcelony wszyscy teraz cmokają z zachwytu. Zinedine Zidane i David Beckham z Realu nadal są najbardziej popularni na świecie, ale w Hiszpanii wyraźnie ustępują parze z Barcelony.
[źródło: Przegląd Sportowy]
Barcelona w pogoni
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)