Trzeciak stawia na Barçę
Jeśli ktoś z polskich piłkarzy jest w stanie się przebić w Hiszpanii, to tylko Ebi Smolarek. Tym, którzy mówią, że Dudek nie ma ambicji, zadam pytanie: "Czy inny polski piłkarz mógł dostać ofertę z Realu?"
Dariusz Wołowski: Real? Barcelona? Ktoś może zagrozić tej dwójce?
Mirosław Trzeciak (były gracz Osasuny): Dwójce? Nie ma dwójki. Jest Barcelona. Jeśli będzie grała tak, jak powinna, nie ma na nią siły. Real i wszyscy pozostali powinni się modlić, by Katalończycy ugrzęźli w wewnętrznych problemach tak jak w ubiegłym sezonie. Inaczej Barça mistrzem być musi. Dokonała fenomenalnych transferów: inteligentnych, wystudiowanych. Taki Gabriel Milito to nie tylko doskonały stoper, ale urodzony przywódca, jakim nie jest na przykład Carles Puyol. Milito ciągnął Saragossę za uszy w najcięższych chwilach. Taki gracz to skarb. Oczywiście nie kupiono Milito, by Barça wygrała z Levante czy Getafe, ale po to, by pokonać Real, Valencię lub wygrać półfinał Ligi Mistrzów. Toure da drużynie siłę fizyczną, której brakowało. Abidal to bardziej kompletny obrońca niż Gio van Bronckhorst. Holender był znakomity w ataku, ale słabiutki w obronie, Francuz ma wszystkie atuty. O Henrym nawet mówić nie wypada. Barcelona to dziś najsilniejsza drużyna na świecie. Jeśli na ławce rezerwowych siadają tam Deco, Henry czy Eto'o, to wystarczające świadectwo, jaki ten klub ma potencjał.
Real wydał na wzmocnienia najwięcej.
- W erze galaktycznej bił transferowe rekordy, płacąc krocie za najwybitniejszych piłkarzy świata. Figo, Zidane, Ronaldo, Beckham uciekali do Madrytu, bo każdy marzył, by tam grać. Dziś Real wciąż płaci dziesiątki milionów tylko już za graczy przeciętnych. Tacy jak Kaka lub Fabregas zwyczajnie nie chcą przyjeżdżać do Madrytu. Zmiana koncepcji prowadzenia klubu była więc konieczna. Najpierw prezes Calderon postawił na Fabio Capello, a gdy Włoch zdobył tytuł, wypędzono go, zburzono wszystko i teraz Bernd Schuster buduje wszystko od nowa na spalonej ziemi. Ale Sneider to nie Zidane, Drenthe to nie Roberto Carlos, a Robben nie Figo. Nawet jeśli Holender ma talent i jest błyskotliwy, to nie ma cech przywódczych Portugalczyka. Figo to był gracz kompletny, genialny, a chimeryczny Robben ma talent, ale charakteru nie ma. W okresie przygotowawczym drużyna była w rozsypce. Oczywiście to wciąż wielki klub, ale w trudnym momencie. Do Barcelony mu daleko, potencjałem piłkarskim może się raczej równać z Valencią.
Czy Jerzy Dudek zrobił dobrze, godząc się być zmiennikiem Casillasa, który ma mocniejszą pozycję w składzie niż Raul albo Van Nistelrooy?
- Hiszpanie pytają w takich przypadkach: "wolisz być głową myszy czy ogonem lwa?". Dudek ma rację, że woli być drugi w Realu niż pierwszy w Levante. Real to legendarny klub, tam Polaka nie było i długo chyba nie będzie. Dudek o to wszystko się otrze, a gdy będzie miał trochę szczęścia, to może zagra kilka wielkich meczów. Dużo zależy od tego, czy Real będzie grał dobrze. Jeśli tak, to Schuster będzie skłonny do ryzyka i chętniej wstawi Jurka do bramki. Ale jeśli wszystko będzie szło jak po grudzie, to Niemiec nie odważy się tknąć Casillasa, którego kochają w Madrycie do obłędu. Cuda się jednak zdarzają. Pamiętam finał LM z 2002 roku, gdy Casillas zmienił Cesara i został bohaterem. Może coś takiego zdarzy się Jurkowi? A tym, którzy mówią, że Dudek nie ma ambicji, bo godzi się na rolę rezerwowego, zadam pytanie: "Czy inny polski piłkarz mógł dostać ofertę z Realu?".
Ebi Smolarek dostał z Racingu. I gra w Santander.
- Wspaniale, że mamy znów Polaka w Hiszpanii. I to napastnika, a nikt z naszych nie zdobył bramki w Primera Divison od dziesięciu lat. To rynek dla naszych bardzo trudny: potrzebny jest talent, szybkość i technika, wymagania, którym polscy piłkarze najczęściej nie są w stanie sprostać. Jeśli ktoś z naszych ma sobie poradzić w Primera Division, to Ebi przede wszystkim. Życzę mu, żeby jak najszybciej zdobył pierwszego gola, zanim spadnie na niego presja.
Trener Smolarka mówi, że nie będzie wymagał od niego goli przede wszystkim i że chce raczej, by Polak pociągnął drużynę do walki.
- Nie widzę u Ebiego cech przywódczych. Ale ma wszystko, by w Hiszpanii dać sobie radę. Życzę mu goli, bo Hiszpanie są bardzo histeryczni. Kiedy napastnik nie strzela w dwóch, trzech meczach, zaczyna się lament. Na Ebiego wydano 4,8 mln euro, co jak na Racing jest bardzo dużą sumą. Ebi lubi walkę, lubi biegać po całym boisku, to się kibice przyczepią do niego, że zamiast biegać, powinien jak Zigić stać pod bramką i myśleć o golach. I ocenią transfer jako nieudany.
Osasuna nie kupiła Matusiaka.
- Jeździliśmy razem do Hiszpanii. Szkoda, że do transferu nie doszło. W Osasunie byli na niego napaleni. Tylko niestety chcieli go najpierw wypożyczyć. Menedżerowie, którzy otaczają Matusiaka, naciskali jednak na transfer definitywny. I znalazł się w Heerenven. Zobaczymy, jak sobie poradzi w Holandii. Z Włoch, z ligi najcięższej dla napastników, trafia do ligi dla napastników najlepszej. Uważam, że w pierwszym sezonie w Serie A napastnik z ligi polskiej nie ma prawa sobie poradzić, bo musiałby nagle grać na 140 procent.
Jaką rolę odegra w tym roku Sevilla?
- Jak wspaniała to drużyna, widzieliśmy w Superpucharze, gdzie wygrała z Realem dwa razy, strzelając mu sześć goli. Aż trudno uwierzyć, że w ostatnich latach sprzedali graczy za 80 mln euro. Przed tym sezonem kupowali więc oczekiwania są ogromne. Mają jednak jeden problem. Dani Alves to najlepszy boczny obrońca na świecie. Brazylijskie umiejętności, argentyński charakter, najlepsza mieszanka. Jak trzeba, to rywala ośmieszy, jak trzeba, to powalczy do upadłego nawet na kopniaki i łokcie. Tyle że jest wściekły, iż klub go do Chelsea nie puścił. W Londynie miał zarabiać 6 mln euro za sezon, ze trzy-cztery razy więcej niż w Sevilli. Ale cena - 42 mln euro - odstraszyła nawet klub Abramowicza. Jestem pewien, że prezes Sevilli Del Nido naobiecywał coś Alvesowi i teraz Brazylijczyk jest sfrustrowany. Trzeba go szybko sprzedać, bo z zatrzymywania go na siłę nic dobrego nie będzie.
Atlético Madryt sprzedało Fernando Torresa, ale na transfery wydało więcej niż Barcelona.
- Dobrze, że pozwolili odejść Torresowi. On był tam idolem, wszystkie oczy były skierowane na niego, grał pod presją, która hamowała jego rozwój. A transferów za pieniądze za Torresa Atlético dokonało znakomitych: Forlan, Sabrosa to piłkarze świetni. Ale w Atlético nie ma atmosfery pracy i warunków do sukcesu, to klub od dawna pogrążony w konfliktach i chaosie.
Dariusz Wołowski: Real? Barcelona? Ktoś może zagrozić tej dwójce?
Mirosław Trzeciak (były gracz Osasuny): Dwójce? Nie ma dwójki. Jest Barcelona. Jeśli będzie grała tak, jak powinna, nie ma na nią siły. Real i wszyscy pozostali powinni się modlić, by Katalończycy ugrzęźli w wewnętrznych problemach tak jak w ubiegłym sezonie. Inaczej Barça mistrzem być musi. Dokonała fenomenalnych transferów: inteligentnych, wystudiowanych. Taki Gabriel Milito to nie tylko doskonały stoper, ale urodzony przywódca, jakim nie jest na przykład Carles Puyol. Milito ciągnął Saragossę za uszy w najcięższych chwilach. Taki gracz to skarb. Oczywiście nie kupiono Milito, by Barça wygrała z Levante czy Getafe, ale po to, by pokonać Real, Valencię lub wygrać półfinał Ligi Mistrzów. Toure da drużynie siłę fizyczną, której brakowało. Abidal to bardziej kompletny obrońca niż Gio van Bronckhorst. Holender był znakomity w ataku, ale słabiutki w obronie, Francuz ma wszystkie atuty. O Henrym nawet mówić nie wypada. Barcelona to dziś najsilniejsza drużyna na świecie. Jeśli na ławce rezerwowych siadają tam Deco, Henry czy Eto'o, to wystarczające świadectwo, jaki ten klub ma potencjał.
Real wydał na wzmocnienia najwięcej.
- W erze galaktycznej bił transferowe rekordy, płacąc krocie za najwybitniejszych piłkarzy świata. Figo, Zidane, Ronaldo, Beckham uciekali do Madrytu, bo każdy marzył, by tam grać. Dziś Real wciąż płaci dziesiątki milionów tylko już za graczy przeciętnych. Tacy jak Kaka lub Fabregas zwyczajnie nie chcą przyjeżdżać do Madrytu. Zmiana koncepcji prowadzenia klubu była więc konieczna. Najpierw prezes Calderon postawił na Fabio Capello, a gdy Włoch zdobył tytuł, wypędzono go, zburzono wszystko i teraz Bernd Schuster buduje wszystko od nowa na spalonej ziemi. Ale Sneider to nie Zidane, Drenthe to nie Roberto Carlos, a Robben nie Figo. Nawet jeśli Holender ma talent i jest błyskotliwy, to nie ma cech przywódczych Portugalczyka. Figo to był gracz kompletny, genialny, a chimeryczny Robben ma talent, ale charakteru nie ma. W okresie przygotowawczym drużyna była w rozsypce. Oczywiście to wciąż wielki klub, ale w trudnym momencie. Do Barcelony mu daleko, potencjałem piłkarskim może się raczej równać z Valencią.
Czy Jerzy Dudek zrobił dobrze, godząc się być zmiennikiem Casillasa, który ma mocniejszą pozycję w składzie niż Raul albo Van Nistelrooy?
- Hiszpanie pytają w takich przypadkach: "wolisz być głową myszy czy ogonem lwa?". Dudek ma rację, że woli być drugi w Realu niż pierwszy w Levante. Real to legendarny klub, tam Polaka nie było i długo chyba nie będzie. Dudek o to wszystko się otrze, a gdy będzie miał trochę szczęścia, to może zagra kilka wielkich meczów. Dużo zależy od tego, czy Real będzie grał dobrze. Jeśli tak, to Schuster będzie skłonny do ryzyka i chętniej wstawi Jurka do bramki. Ale jeśli wszystko będzie szło jak po grudzie, to Niemiec nie odważy się tknąć Casillasa, którego kochają w Madrycie do obłędu. Cuda się jednak zdarzają. Pamiętam finał LM z 2002 roku, gdy Casillas zmienił Cesara i został bohaterem. Może coś takiego zdarzy się Jurkowi? A tym, którzy mówią, że Dudek nie ma ambicji, bo godzi się na rolę rezerwowego, zadam pytanie: "Czy inny polski piłkarz mógł dostać ofertę z Realu?".
Ebi Smolarek dostał z Racingu. I gra w Santander.
- Wspaniale, że mamy znów Polaka w Hiszpanii. I to napastnika, a nikt z naszych nie zdobył bramki w Primera Divison od dziesięciu lat. To rynek dla naszych bardzo trudny: potrzebny jest talent, szybkość i technika, wymagania, którym polscy piłkarze najczęściej nie są w stanie sprostać. Jeśli ktoś z naszych ma sobie poradzić w Primera Division, to Ebi przede wszystkim. Życzę mu, żeby jak najszybciej zdobył pierwszego gola, zanim spadnie na niego presja.
Trener Smolarka mówi, że nie będzie wymagał od niego goli przede wszystkim i że chce raczej, by Polak pociągnął drużynę do walki.
- Nie widzę u Ebiego cech przywódczych. Ale ma wszystko, by w Hiszpanii dać sobie radę. Życzę mu goli, bo Hiszpanie są bardzo histeryczni. Kiedy napastnik nie strzela w dwóch, trzech meczach, zaczyna się lament. Na Ebiego wydano 4,8 mln euro, co jak na Racing jest bardzo dużą sumą. Ebi lubi walkę, lubi biegać po całym boisku, to się kibice przyczepią do niego, że zamiast biegać, powinien jak Zigić stać pod bramką i myśleć o golach. I ocenią transfer jako nieudany.
Osasuna nie kupiła Matusiaka.
- Jeździliśmy razem do Hiszpanii. Szkoda, że do transferu nie doszło. W Osasunie byli na niego napaleni. Tylko niestety chcieli go najpierw wypożyczyć. Menedżerowie, którzy otaczają Matusiaka, naciskali jednak na transfer definitywny. I znalazł się w Heerenven. Zobaczymy, jak sobie poradzi w Holandii. Z Włoch, z ligi najcięższej dla napastników, trafia do ligi dla napastników najlepszej. Uważam, że w pierwszym sezonie w Serie A napastnik z ligi polskiej nie ma prawa sobie poradzić, bo musiałby nagle grać na 140 procent.
Jaką rolę odegra w tym roku Sevilla?
- Jak wspaniała to drużyna, widzieliśmy w Superpucharze, gdzie wygrała z Realem dwa razy, strzelając mu sześć goli. Aż trudno uwierzyć, że w ostatnich latach sprzedali graczy za 80 mln euro. Przed tym sezonem kupowali więc oczekiwania są ogromne. Mają jednak jeden problem. Dani Alves to najlepszy boczny obrońca na świecie. Brazylijskie umiejętności, argentyński charakter, najlepsza mieszanka. Jak trzeba, to rywala ośmieszy, jak trzeba, to powalczy do upadłego nawet na kopniaki i łokcie. Tyle że jest wściekły, iż klub go do Chelsea nie puścił. W Londynie miał zarabiać 6 mln euro za sezon, ze trzy-cztery razy więcej niż w Sevilli. Ale cena - 42 mln euro - odstraszyła nawet klub Abramowicza. Jestem pewien, że prezes Sevilli Del Nido naobiecywał coś Alvesowi i teraz Brazylijczyk jest sfrustrowany. Trzeba go szybko sprzedać, bo z zatrzymywania go na siłę nic dobrego nie będzie.
Atlético Madryt sprzedało Fernando Torresa, ale na transfery wydało więcej niż Barcelona.
- Dobrze, że pozwolili odejść Torresowi. On był tam idolem, wszystkie oczy były skierowane na niego, grał pod presją, która hamowała jego rozwój. A transferów za pieniądze za Torresa Atlético dokonało znakomitych: Forlan, Sabrosa to piłkarze świetni. Ale w Atlético nie ma atmosfery pracy i warunków do sukcesu, to klub od dawna pogrążony w konfliktach i chaosie.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)