Kultowi bohaterowie

KeyNew

6 lipca 2011, 13:12

62 komentarze
Każdy wielki zespół ma swoich wielkich piłkarzy; nie inaczej jest z obecną Barçą. Od ataku do obrony - w zespole Pepa Guardioli - są znakomite nazwiska, niezmiennie rozpoznawalne, podziwiane przez świat - nie tylko na boisku, ale i poza nim. Jeśli profil współczesnej gwiazdy jest budowany przez kampanie reklamowe, dla wielkich korporacji, bądź kolejną fotografię z kolejną pięknością, to dzisiejszy zespół Barcelony może zostać uznany za markę sam w sobie. Coś łączy klub i kibiców, coś co dodaje zespołowi siły, a nam kibicom dostarcza niekończącego się emocjonalnego napięcia; przez cały sezon.

Ale co z piłkarzami, którzy nie przyciągają takiej uwagi, jak największe gwiazdy? Z tymi, którzy pomimo posiadania niezwykłego talentu i umiejętności dowiedzenia swej wartości na boisku, nie mają statusu gwiazdy w świecie zewnętrznym, ich publiczny wizerunek nie pasuje do ich bardziej "wartościowych marketingowo" kolegów?

Osobiście, zawsze życzliwym okiem spoglądałem na tego typu piłkarzy. Zawodników, którzy odwalają niewdzięczną pracę, znajdują się w drugim szeregu, aby ich koledzy mogli świecić i znajdować się w blasku i glorii chwały. Tak, Leo jest gigantem pośród piłkarskiej elity, a Xavi może być facetem z plakatu, za chłód i spokój jaki prezentuje w środku pola, ale za każdym razem gdy widzę nasze gwiazdy odbierające nagrody, udzielające wywiadów, będące adorowanymi przez media, odczuwam sympatię - i nic na to nie poradzę - do Seydou Keity, Víctora Valdésa czy Pedro. Piłkarzy, których talent i umiejętności są często niedostrzegane na tle innych, tych którzy są na czołówkach gazet - nie wspominając o Złotej Piłce.

Ale być może nie jestem odosobniony w moim poglądzie, o niedocenianych przez klub i kibiców. Wystarczy przyjrzeć się jak często, pewnie, z jaką estymą Pep wypowiada się, choćby o tych trzech wspomnianych. Ich koszulki nie sprzedają się tak dobrze, nie ściągają na Camp Nou kibiców tydzień w tydzień, nie rozbudzają wyobraźni fanów, ale gdy przychodzi do oceny zespołowych sukcesów i osiągnięć, jakość tych nazwisk jest tym, co spaja zespół, powoduje że statek utrzymuje się na falach podczas niesprzyjających warunków.

Z tą, przyświecającą mi myślą, chciałbym złożyć jasną deklarację. Nie chcę na mojej koszulce nazwiska Messi, trzymajcie sobie przy łóżkach, w ramkach, zdjęcia Ronaldinho, w stylu sepia. Nie potrzebuję ich. Ponieważ, nieważne jak wielu największych piłkarzy świata przybędzie do naszego, ukochanego klubu, ja zawszę będę wyznawał kult bohatera. Nie wstydzę się tego (no może trochę!).

Mając w głowie listę zawodników, którzy zostaną zapamiętani jako "prawie-bohaterowie" lub "ci-co-powinni-być-gwiazami", chciałbym zwrócić uwagę na kilka postaci z przeszłości, które w moim mniemaniu zasługują na miano bohaterów Barçy. Nie dlatego, że dopadła mnie nostalgia przeszłości, a dlatego, że jest lato, sezon ogórkowy i jakoś muszę wypełnić dni wolne od piłki nożnej.

Aby ułatwić sprawę, podzieliłem moich bohaterów na dwie grupy. Pierwsza zawiera nazwiska zawodników, którzy, w jakiś - niezrozumiały dla mnie sposób - zaginęli w książkach historii, przyćmieni przez ilość cudownych talentów, jakie grały w naszym klubie, w tym samym czasie. Druga, to nazwiska piłkarzy, również utalentowanych, których nazwiska pamiętam ze względu na niezwykłą osobowość lub intrygujący wizerunek.

Zacznijmy od tych...zapomnianych...możemy?

Barça posiadając tak wielu fantastycznych zawodników, w swej historii, sprawia że staje się prawie niemożliwe wskazania nazwisk piłkarzy, których umiejętności w równym stopniu byłby oklaskiwane i niedoceniane. Próbując sobie przypomnieć każdego zawodnika, który zasłużył na życzliwe wspomnienie, postanowiłem skupić się na nazwiskach, które są niczym wspomnienie ostatniej wiosny. Nazwiska, które w moim sercu zajmują szczególne miejsce. Piłkarze jak Frank de Boer, Javier Saviola czy Steve Archibald, o których większość kibiców już zapomniała, a ich miejsce w panteonie sław Dumy Katalonii jest dalekie od pewnego.

Wszystkim trzem, wspomnianym piłkarzom nieobce były kontrowersje podczas ich pobytu na Camp Nou, co być może wpływa na ich odbiór gdy zaczynamy mówić o ich talencie i wpływie na grę. Co w gruncie rzeczy jest przykre, gdy uzmysłowimy sobie, że dzielili się z nami złymi stronami swego charakteru. Frank de Boer, o ile wzbudzał ambiwalentne uczucia poza boiskiem, to na nim obdarzony był zarówno talentem, jak i zdolnością do zaadaptowania się do stylu Barcelony. Saviola i Archibald znaleźliby się w obecnej Dumie Katalonii gdyby nie fakt, że jeden z nich skończył 54 lata, a drugi odszedł do Realu Madryt. Myślę, że nie muszę objaśniać, który jest który.

Inne talenty, które wspominam z rozrzewnieniem to Albert Ferrer, Guillermo Amor i, z bardziej współczesnych, Yaya Touré - piłkarz, co do którego podjęta przez Pepa decyzja spowodowała, że miałem wątpliwości czy aby się nie myli. Chciałbym również przypomnieć takie osoby jak: Ivan de la Peña, Edmílson czy Juliano Belletti, które darzę sympatią - a ostatni z nich nauczył Paryż jak należy atakować. Nic więc dziwnego, że pozostanie w mojej pamięci.

Są również piłkarze, którzy będąc w rzeczywistości wielkimi, nigdy tak naprawdę nie pokazali swej wartości na Camp Nou. Tacy zawodnicy jak Jari Litmanen, Gary Lineker czy Mark Hughes - obaj Brytyjczycy znaleźli pocieszenie raczej w ich przyjaźni niż trudnym i specyficznym, dla nich, życiu w Katalonii. Żałuję, że ci trzej nie dali więcej klubowi niż potencjalnie mogli - szczególnie Mark Hughes, który dowiódł swej wartości, siły uderzenia w Manchesterze United - ale pomimo tego, że coś zaprzepaścili to ciągle na mojej twarzy pojawia się uśmiech, gdy patrzę na te stare zdjęcia Barçy, na których stoją dumnie, mając świadomość do jakiego świata wkroczyli.

Co do drugiej grupy kultowych piłkarzy Barcelony - troszkę dziwnych, pozostających poza pierwszym planem, których osobowości robiły większe wrażenie niż umiejętności piłkarskie.
Tacy piłkarze jak żywotny Brazylijczyk Sylvinho, człowiek o szalonych nogach Michael Reiziger, i człowiek w wojennych barwach, Reçber Rüştü - bramkarz tak dziwny, że José Pinto wygląda przy nim jak syrena. Oglądałem tych piłkarzy z uśmiechem, ale jednocześnie drżąc o czyhający kiks, dumny z posiadania ich w zespole nawet jeśli troszkę zawiedli.

Ale prawdopodobnie moim ulubionym kultowym bohaterem pozostanie cokolwiek kontrowersyjna postać Oleguera Presasa. Nie wiem co z nim było. Radykalne poglądy polityczne? (sympatyzuje z lewicowymi nacjonalistami katalońskimi - przyp. red.) Broda? Fakt, że obrony uczył go ów Michael Reiziger? Cokolwiek to jest muszę przyznać, że po dziś dzień czuję do niego szacunek. Pewnie nie był boiskowym wirtuozem, ale był zaangażowany, z pasją i co ważniejsze (przynajmniej dla mnie) pokazał inteligencję i wszechstronny umysł, czyli coś czego zdecydowanie brakuje w dzisiejszej piłce nożnej.

Dlatego, choć niektórzy eksperci polityczni i krytycy kulturalni mogą nie doceniać niektórych wartości, którymi kieruje się Oleguer, to ja osobiście zawsze uważałem go za osobę wprowadzającą koloryt (choć nie zawsze przyjemnie) do naszego postrzegania filozofii futbolu. Kto wie, może Pep sięgnie po niego powierzając mu rolę asystenta, który pomoże w pełnym zrozumieniu wartości jakimi kieruje się Duma Katalonii. Byłby swego rodzaju Yin w stosunku do Rosellowskiego Yang; może tak będzie.

Co do przyszłych kultowych bohaterów to mamy duży wybór. W obecnie grającej drużynie mamy choćby Seydou Keitę, ciężko pracującego Pedro i oczywiście kipiącego energią Daniego Alvesa. I myślę, że zostaną oni zapamiętani gdy ta piękna era się skończy. W kategorii wielkich osobowości, mam przeczucie, że José Pinto, Sergio Busquets czy Adriano, mogą zostać zapamiętani zarówno za nierozważne zachowanie jak i za piłkarskie umiejętności.

A może kultowy bohater przyszłości jeszcze się nie pojawił? Może dołączy do nas latem lub później?

Jedno jest pewne, kiedy się to wydarzy, będziemy wszyscy o tym wiedzieli - bo jeśli jest jedna rzecz, co do której możemy się zgodzić na temat naszych kultowych bohaterów to ta, że nie zgadzamy się czy ich kochać czy nie. Na przykład pewien szwedzki napastnik był naszym bohaterem, a myśmy się do dzisiaj nie zorientowali?!

Z drugiej strony Barça obiecuje nam wspaniałości, delicje których być może już nigdy więcej nie zobaczymy. Więc cieszmy się nimi teraz i upewnijmy się, że plakat z Jeffrenem jest dobrze schowany, bo może nabrać w przyszłości wartości.

Teraz kiedy przeczytaliście moją opinię na ten temat, chciałbym zaprosić Was do dyskusji. Ciekaw jestem Waszej opinii. Pamiętajcie, to nie muszą być fantastyczni piłkarze. Nie muszą nawet być w klubie przez lata. Muszą jedynie przywdziewać koszulkę Barçy i mieć dla Was szczególne znaczenie - jaiekolwiek. Więc dzielcie się swoimi listami kultowych bohaterów.

[źródło: TotalBarca]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (62)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze