Okiem Johana Cruyffa. Czy oferta City jest prawdziwa? To do widzenia, Dani. Dziękujemy
Tym razem Cruyff zabiera głos nt. Daniego i Bojana. Oryginał pojawił się 24.01 na łamach El Periódico.
Klub ma strukturę płac, której nie można naruszyć. Czy to dopuszczalne, by zawodnik żądał wyższej pensji, niż ta, którą Zarząd może mu dać?
Barça to wspaniała drużyna. Z Danim Alvesem albo bez. Lepiej mieć go na pokładzie? Pewnie. Czy oferta, o której mówi się, że złożył ją Manchester City - jest prawdziwa? Jeśli tak, nie wahaj się z nim rozstać. Lepiej szybciej niż za półtora roku, gdy skończy mu się kontrakt i będzie mógł odejść za darmo.
Sprzedaj go. Kropka. Nikt nie wątpi w jego wartość. Nikt nie kwestionuje jego jakości. Mało tego, to dzięki nim oferuje się za Brazylijczyka tyle, ile mówią, że się oferuje. Zarządowi Barçy jest to na rękę. Kilka milionów euro na sezon [3] więcej niż najwyższa oferta Barcelony? Jeśli tak - wystarczy trochę ponegocjować z Anglikami i wszystko będzie jasne. Dziękujemy ci, żegnaj i powodzenia we wszystkim. Tak, jak było to ze sprzedażą pewnego pomocnika, konkretnie: Yaya Touré.
Guardiola chciałby, by Alves został. Podobnie było w przypadku Touré. Ale będzie, co ma być. Afrykański pomocnik został sprzedany za 29 mln euro i cieszy się dziś statusem najlepiej opłacanego piłkarza Premier League. To kwota porównywalna tylko z tą, którą na Camp Nou zarabia Messi. W kwestii piłkarskiej jakości, zasadniczo mają ją obaj. Lecz w kwestii wartości dla drużyny, Barça nigdy nie zgodziłaby się płacić Touré tyle, co Messiemu. Po pierwsze, ewaluacja ich dokonań nie byłaby taka sama. Po drugie, zasady płacowe City nie mają w Barcelonie racji bytu. Przecież Barça to klub mogący wydawać tylko to, co sam wygeneruje. Nie jest własnością prywatną.
Gra, w której nie ma zasad
Gdy klub taki, jak City, puka do Twych drzwi, by zniszczyć Ci piramidę płac jak domek z kart, jest niemożliwością, by się temu przeciwstawić. Nie możesz z tym konkurować. Liczysz, zastanawiasz się i znowu liczysz. A druga strona leciutko odkręca kurek z ropą i jest po wszystkim. Fair czy nie, regulowane czy nie, to przecież takie proste.
Nie możemy uznać piłkarza czarnym charakterem tej historii za samo przyjęcie takiej oferty (jeśli jest ona prawdziwa). Muszę podkreślić, że nie można też winić Klubu za niemożność sprostania jej. Fakty są przecież banalne. Poprzedni Zarząd Barçy przesłał ofertę kontraktu, którą piłkarz odrzucił. Obecny Zarząd, mający swoje zasady, uczynił to samo. Piłkarz odmówił ponownie. Obie propozycje, w mojej opinii, opierały się na tych samych podstawach.
Struktura płac w Barcelonie przewiduje, że niekwestionowanym przez nikogo numerem 1 jest Messi. Poziom 2: Xavi, Iniesta i Villa. Poziom 3: Piqué, Puyol, Valdés i prawdopodobnie Busquets. Alves powinien być na poziomie 3. Tu widzę właściwe dla niego miejsce. Uważam, że tak byłoby właściwie. Ale aspirować na poziom 2? Domagać się go? On ma do tego pełne prawo, ale sądzę, że chce tego dlatego, że ktoś inny zaoferował mu podobną kwotę, a nie ze względu na swoją rolę w zespole Guardioli. Choć, oczywiście, jest ona istotna. Co zresztą powinno pomóc Barcelonie w określeniu jego wartości rynkowej.
To, czego nie widzi wzrok
Przydatność Alvesa w drużynie jest oczywista i nie kwestionuję jej. Ale podobnie myślę w przypadku Bojana. On też daje drużynie określoną wartość. Jego wkład, jako napastnika, zawsze mierzy się ilością zdobytych bramek lub ich brakiem. Jednakże w tym sezonie, przy tak grającej drużynie, to, czy strzela mniej czy więcej, ma mniejsze znaczenie. On wciąż się rozwija, a skoro Guardiola trzyma go w kadrze - która nie jest liczna - to znaczy, że ponad bramkami dostrzega inne walory. A ja wierzę w jego intuicję.
Bezzasadne jest sądzić, że Bojan nie zasługuje na miejsce w pierwszej drużynie. On ma dopiero 20 lat. I gra w najlepszym klubie świata, gdzie za konkurentów do miejsca w składzie ma Pedro, Messiego i Villę. Poza swych niewątpliwych walorów, mają oni komfort ogromnej stabilizacji. Bojan radzi sobie nieźle pomimo okazjonalnego wchodzenia na parkiet, co nie ułatwia mu złapania równej formy.
Uniwersalność
To, że nie trafił do siatki w meczu z Betisem, nie do końca jest jego winą, lecz całego ciągu złych decyzji podejmowanych przez jego kolegów w ofensywie. Dobrze ruszał się na boisku, ale piłka do niego nie docierała. Futbol to dyscyplina drużynowa - szczególnie w tym klubie - a Bojan pokazał już przy wielu okazjach, że w ataku tej drużyny może pełnić bardzo różne role.
Precedens
Kilka miesięcy temu, gdy Bojan miał ciągłość gry, a Pep wystawiał go zamiast Ibrahimovicia, ten chłopak pokazał się z dobrej strony. Nie należy być wobec niego bardziej wymagającym. Jego wkład oceniano dobrze tylko dlatego, że strzelał bramki. Ale pomijano inne aspekty tego, jak przyczyniał się do gry drużyny w końcówce tamtego sezonu. Grał regularnie i był pomocny drużynie, nie tylko z powodu goli.
W półfinale Ligi Mistrzów wyszedł w podstawowym składzie obok wszystkich najlepszych piłkarzy Barçy i zdobył bramkę, której sędzia postanowił nie uznać. Ta bramka zabrałaby Barçę do finału na Santiago Bernabeu.
[źródło: El Periódico; zdjęcie: Getty Images]
Klub ma strukturę płac, której nie można naruszyć. Czy to dopuszczalne, by zawodnik żądał wyższej pensji, niż ta, którą Zarząd może mu dać?
Barça to wspaniała drużyna. Z Danim Alvesem albo bez. Lepiej mieć go na pokładzie? Pewnie. Czy oferta, o której mówi się, że złożył ją Manchester City - jest prawdziwa? Jeśli tak, nie wahaj się z nim rozstać. Lepiej szybciej niż za półtora roku, gdy skończy mu się kontrakt i będzie mógł odejść za darmo.
Sprzedaj go. Kropka. Nikt nie wątpi w jego wartość. Nikt nie kwestionuje jego jakości. Mało tego, to dzięki nim oferuje się za Brazylijczyka tyle, ile mówią, że się oferuje. Zarządowi Barçy jest to na rękę. Kilka milionów euro na sezon [3] więcej niż najwyższa oferta Barcelony? Jeśli tak - wystarczy trochę ponegocjować z Anglikami i wszystko będzie jasne. Dziękujemy ci, żegnaj i powodzenia we wszystkim. Tak, jak było to ze sprzedażą pewnego pomocnika, konkretnie: Yaya Touré.
Guardiola chciałby, by Alves został. Podobnie było w przypadku Touré. Ale będzie, co ma być. Afrykański pomocnik został sprzedany za 29 mln euro i cieszy się dziś statusem najlepiej opłacanego piłkarza Premier League. To kwota porównywalna tylko z tą, którą na Camp Nou zarabia Messi. W kwestii piłkarskiej jakości, zasadniczo mają ją obaj. Lecz w kwestii wartości dla drużyny, Barça nigdy nie zgodziłaby się płacić Touré tyle, co Messiemu. Po pierwsze, ewaluacja ich dokonań nie byłaby taka sama. Po drugie, zasady płacowe City nie mają w Barcelonie racji bytu. Przecież Barça to klub mogący wydawać tylko to, co sam wygeneruje. Nie jest własnością prywatną.
Gra, w której nie ma zasad
Gdy klub taki, jak City, puka do Twych drzwi, by zniszczyć Ci piramidę płac jak domek z kart, jest niemożliwością, by się temu przeciwstawić. Nie możesz z tym konkurować. Liczysz, zastanawiasz się i znowu liczysz. A druga strona leciutko odkręca kurek z ropą i jest po wszystkim. Fair czy nie, regulowane czy nie, to przecież takie proste.
Nie możemy uznać piłkarza czarnym charakterem tej historii za samo przyjęcie takiej oferty (jeśli jest ona prawdziwa). Muszę podkreślić, że nie można też winić Klubu za niemożność sprostania jej. Fakty są przecież banalne. Poprzedni Zarząd Barçy przesłał ofertę kontraktu, którą piłkarz odrzucił. Obecny Zarząd, mający swoje zasady, uczynił to samo. Piłkarz odmówił ponownie. Obie propozycje, w mojej opinii, opierały się na tych samych podstawach.
Struktura płac w Barcelonie przewiduje, że niekwestionowanym przez nikogo numerem 1 jest Messi. Poziom 2: Xavi, Iniesta i Villa. Poziom 3: Piqué, Puyol, Valdés i prawdopodobnie Busquets. Alves powinien być na poziomie 3. Tu widzę właściwe dla niego miejsce. Uważam, że tak byłoby właściwie. Ale aspirować na poziom 2? Domagać się go? On ma do tego pełne prawo, ale sądzę, że chce tego dlatego, że ktoś inny zaoferował mu podobną kwotę, a nie ze względu na swoją rolę w zespole Guardioli. Choć, oczywiście, jest ona istotna. Co zresztą powinno pomóc Barcelonie w określeniu jego wartości rynkowej.
To, czego nie widzi wzrok
Przydatność Alvesa w drużynie jest oczywista i nie kwestionuję jej. Ale podobnie myślę w przypadku Bojana. On też daje drużynie określoną wartość. Jego wkład, jako napastnika, zawsze mierzy się ilością zdobytych bramek lub ich brakiem. Jednakże w tym sezonie, przy tak grającej drużynie, to, czy strzela mniej czy więcej, ma mniejsze znaczenie. On wciąż się rozwija, a skoro Guardiola trzyma go w kadrze - która nie jest liczna - to znaczy, że ponad bramkami dostrzega inne walory. A ja wierzę w jego intuicję.
Bezzasadne jest sądzić, że Bojan nie zasługuje na miejsce w pierwszej drużynie. On ma dopiero 20 lat. I gra w najlepszym klubie świata, gdzie za konkurentów do miejsca w składzie ma Pedro, Messiego i Villę. Poza swych niewątpliwych walorów, mają oni komfort ogromnej stabilizacji. Bojan radzi sobie nieźle pomimo okazjonalnego wchodzenia na parkiet, co nie ułatwia mu złapania równej formy.
Uniwersalność
To, że nie trafił do siatki w meczu z Betisem, nie do końca jest jego winą, lecz całego ciągu złych decyzji podejmowanych przez jego kolegów w ofensywie. Dobrze ruszał się na boisku, ale piłka do niego nie docierała. Futbol to dyscyplina drużynowa - szczególnie w tym klubie - a Bojan pokazał już przy wielu okazjach, że w ataku tej drużyny może pełnić bardzo różne role.
Precedens
Kilka miesięcy temu, gdy Bojan miał ciągłość gry, a Pep wystawiał go zamiast Ibrahimovicia, ten chłopak pokazał się z dobrej strony. Nie należy być wobec niego bardziej wymagającym. Jego wkład oceniano dobrze tylko dlatego, że strzelał bramki. Ale pomijano inne aspekty tego, jak przyczyniał się do gry drużyny w końcówce tamtego sezonu. Grał regularnie i był pomocny drużynie, nie tylko z powodu goli.
W półfinale Ligi Mistrzów wyszedł w podstawowym składzie obok wszystkich najlepszych piłkarzy Barçy i zdobył bramkę, której sędzia postanowił nie uznać. Ta bramka zabrałaby Barçę do finału na Santiago Bernabeu.
[źródło: El Periódico; zdjęcie: Getty Images]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)