Laporta pogratulował Rosellowi

Lucas

14 czerwca 2010, 19:18

13 komentarzy
Wbrew wszelkim animozjom, które od kilku lat dzielą Laportę i Rosella, obaj rywale wczoraj zrobili coś, co nakazywała im zwykła, ludzka przyzwoitość: na oczach kibiców, dziennikarzy i fotoreporterów, odchodzący prezydent uściskał nowo wybranego i pogratulował mu zwycięstwa. Rosell z lekkim zaskoczeniem podziękował i krótko rzucił do Laporty - "Jutro pogadamy". Bo czy chcą tego, czy nie, przez najbliższe 16 dni będą wspólnie pracowali nad tym, by nowy zarząd mógł bez problemów rozpocząć pracę 1 lipca.

Dla całego Barcelonismo wczorajszy dzień wyborów był niezwykle intensywny i emocjonujący. Dziennikarze obserwujący przebieg wydarzenia zastanawiali się jednak nad inną kwestią, równie ważną, co wynik głosowania: czy Joan Laporta, tak często wchodzący w medialną polemikę z Sandro Rosellem, pogratuluje mu zwycięstwa?

O godzinie 21.00, kiedy ogłaszano pierwsze wyniki, w których Rosell bezapelacyjnie zwyciężał, wątpliwości były jeszcze większe. Konsternacja nastała, gdy obecny prezydent pojawił się na Camp Nou i na oczach kamer dziękował przewodniczącym komisji i gratulował wszystkim kandydatom, z wyjątkiem Rosella.

Laporta pozostał w klubowych obiektach do samego końca. Lecz, gdy media sukcesywnie podawały kolejne wyniki głosowania, fotoreporterzy na próżno czekali na pojawienie się prezydenta. Tymczasem Sandro Rosell zniknął z Camp Nou i udał się do hotelu Princesa Sofia, by wziąć prysznic i zmienić garnitur.

Po kilku godzinach, Rosell wrócił na Camp Nou, oczekując na ostateczne, oficjalne wyniki. Mimo wielkiego entuzjazmu całego sztabu, sam wolał nie świętować aż do czasu, gdy w stu procentach będzie pewny zwycięstwa. Kiedy stało się to faktem, Rosell udał się do Sali Paryskiej, by wygłosić oświadczenie do kibiców i dziennikarzy. Nie chciał jednak, by zadawano mu pytania - na konferencję prasową zaprosił na dzisiaj.

W tym samym momencie Laporta czekał w sali konferencyjnej. Stał, schowany za dziennikarzami. Ostatecznie jednak udał się ku wyjściu i spotkał Rosella. Ku zaskoczeniu wszystkich, uściskał swojego największego rywala i pocałował go w policzek (!). Był to moment, w którym wyglądali jak starzy przyjaciele - jeden pogratulował, drugi podziękował. Sandro jeszcze wezwał Laportę - "Jutro pogadamy".

"Szczęśliwy" Laporta

Obecny prezydent FC Barcelona, który wraz z dniem 30 czerwca ukończy mandat, oficjalnie pogratulował zwycięzcy wyborów - "Ten, kto wygrał, niech przyjmie moje szczere gratulacje. Niech kontynuuje tą wielką pracę z radością, podążając w kierunku zwycięstw".

"Jestem bardzo szczęśliwy. Byliśmy świadkami wielkiego święta całego Barcelonismo, ponieważ frekwencja wyniosła prawie 50 procent. To dobrze, gdy prezydent cieszy się tak dużym wsparciem ze strony socios".

Mimo porażki modelu prezentowanego przez Jaume Ferrera, wspieranego przez Joana Laportę, prezydent zaakceptował wybór kibiców. "Jaume popierał projekt kontynuowania tego, co wypracowaliśmy w ostatnich latach. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy", stwierdził.

"Jestem usatysfakcjonowany. Zostawiam ten klub lepszym, niż wtedy, gdy się w nim znalazłem. Socios tak zadecydowali i nie ma odwrotu. Należy zaakceptować ich decyzję", zakończył.

[źródło: La Vanguardia]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (13)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze