Człowiek, który zamienił uśmiech na dwa Puchary Europy

Lucas

30 maja 2010, 09:47

9 komentarzy
Pierwszym, który przeczuwał, że to drobne i niespokojne niemowlę kiedyś w życiu zajdzie tak daleko, był wujek Juan, gospodarz mieszkający wraz z cudownym maluchem w rodzinnym domu na wsi. Życie chłopca, dorastającego w baskijskiej prowincji Guipuzkoa u stóp Pirenejów toczyło się i rozwijało tak, jak chciała jego rodzina. "To dzieciak inteligentny, szybko się uczy", powiedział niegdyś jego stryj, który był pod wrażeniem pracowitości podopiecznego. Chwalił go za to, że świetnie sobie radzi przy dojeniu krów i pilnowaniu owiec.

Kto by pomyślał, że właśnie tak wyglądało dzieciństwo Aitora "Txikiego" Begiristaina, który kilka lat później zrobił wielką karierę piłkarską. Grał w Realu Sociedad San Sebastian, w Barcelonie, Deportivo i japońskim zespole Urawa Red Diamonds. Po zawieszeniu butów na kołku wiedział, czym zajmie się w przyszłości. Wykorzystując własne doświadczenia, już od siedmiu lat sprawuje funkcję sekretarza technicznego FC Barcelona.

Prezydent klubu, Joan Laporta w ciągu siedmiu lat sprawowania urzędu, trzykrotnie w zarządzie dokonywał zmian, pozwalając odejść piętnastu jego członkom oraz jednemu dyrektorowi generalnemu i jednemu trenerowi. Częste i gwałtowne przetasowania we władzach być może nie posłużyły wizerunkowi prezydenta - sam jednak starał się z całych sił bronić projektu sportowego. Dlatego nigdy nie zmienił sekretarza technicznego.

"Podpisanie kontraktu z Txikim było najlepszą decyzją, jaką podjąłem podczas prezydentury", powiedział Laporta, dając wyraz temu, że nigdy nie ignorował podpowiedzi Johana Cruyffa, który namówił go do zatrudnienia Begiristaina. "Ten gość jest uczciwy, inteligentny i świetnie zna klub" - rekomendował Holender, gdy Laporta wraz z Lluisem Bassatem startowali w wyborach w 2000 roku. Inna legendarna postać Dumy Katalonii, Charly Rexach także przekonywał sternika klubu do zatrudnienia Baska - "Spójrz, czyż on nie jest tak samo bystry, jak wtedy, gdy grał w San Sebastian? Tam wiecznie lało, ich stadion to było jedno wielkie pastwisko, a Txiki jak gdyby nigdy nic, kończył mecze czyściutki, bez grama błota na spodenkach!"

Laporta dopiął swego. W 2003 roku, kiedy wygrał wybory, zabrał na pokład Txikiego, powierzając mu obowiązki pośredniczenia między trenerem a zarządem, na stanowisku sekretarza technicznego. Zadania, wobec których postawił go prezydent, były o tyle trudniejsze, że klub znajdował się w poważnym kryzysie finansowym i instytucjonalnym. Niektórych pomysłów Baska wówczas wiele osób nie podzielało - od kibiców raczej zbierał cięgi, niż pochwały. Teraz na jego tytaniczną pracę patrzy się inaczej - piłkarze, których pomógł sprowadzić oraz wychowankowie, wygrali cztery tytuły Mistrza Hiszpanii, Puchar Króla, trzy Superpuchary Hiszpanii, Superpuchar Europy, Klubowe Mistrzostwo Świata i dwa Puchary Europy. Dorobek imponujący.

Nie wiadomo, czy Begiristain będzie kontynuował pracę dla Barcelony - wszystko okaże się dopiero po wyborach. Wydaje się jednak, że dużo do powiedzenia w tej kwestii będzie miał sam Pep Guardiola. Syn pokolenia Dream Teamu, który także dzięki wsparciu Txikiego, został trenerem pierwszej drużyny, nie ma wątpliwości - "Jego praca była nadzwyczajna. Dla dobra klubu, chciałbym żeby został".

Txiki Begiristain był na tyle zdeterminowany, że zamienił podupadającą Barcelonę na przykład sportowego sukcesu. Nie odbiło się to jednak bez konsekwencji w odniesieniu do jego charakteru - przyjaciele żartobliwie podkreślają, że zamienił uśmiech na dwa Puchary Europy. "Są takie sytuacje, przez które jest mi mniej do śmiechu" - przyznaje Bask. "To przez odpowiedzialny charakter", uzasadnia Maria Armendaritz, która urodziła mu dwóch synów, i z którą Txiki dzieli swoje życie już od czasu piłkarskiej kariery w Realu Sociedad. Ich przyjaciele przyznają - ta kobieta to najlepsza decyzja, jaką w życiu podjął.

Być może w ostatnim czasie zatracił zdolność do częstego uśmiechania się, by przed kamerami i wścibskimi dziennikarzami eksponować kamienną twarz. Tymczasem podobno wystarczy jeden gad w pobliżu, by spokojny i opanowany Txiki wpadł w panikę. W przeszłości czasem nie potrafił utrzymywać na wodzy własnych emocji. Co więcej, wśród przyjaciół znany jest z wyjątkowej skłonności do... płaczu. I tu przypomina się scena z japońskiego pokoju hotelowego, na dzień przed finałem Pucharu Interkontynentalnego w 1992 roku. Txiki wówczas swoje cztery ściany dzielił z kolegą z Barçy, obrońcą Richardem Witschge. "Oglądaliśmy E.T. Spielberga w wersji oryginalnej, nie znając angielskiego... Seans skończył się tak, że obaj płakaliśmy jak dzieciaki", wspomina.

Chyba w całej karierze Begiristaina związanej ze sportem nie było tak wzruszającego dnia, jak 2 maja 2009 roku. Szalejący z radości culés na lotnisku Barajas mogli na własne oczy zobaczyć, jak Txiki i Laporta wpadają sobie w ramiona po tym, co pokazali piłkarze na Bernabéu. Bask wówczas nie siedział w palco obok prezydenta - mecz oglądał w jednym z madryckich hoteli, gdzie z najbliższymi świętował urodziny syna. Swoim emocjom dał prawdziwy upust kilkanaście dni później, w Rzymie. "Naprawdę mógł czuć, że ten Puchar Europy jest także jego. Miał do tego powody", stwierdził wiceprezydent Barcelony, Albert Perrín. I chyba największą dumą Txikiego były nie tyle zdobyte puchary, lecz gratulacje, które posypały się w jego stronę właśnie tamtego wieczoru, po zwycięstwie nad Manchesterem.

Begiristain potrafi zaskakiwać. Kiedyś ze spokojem mógł oglądać niemal każde spotkanie, lecz odkąd wziął na siebie obowiązki sekretarza technicznego, jego zachowanie podczas meczów bywało wręcz nieznośne. "Wstaje, siada, wychodzi, wchodzi... i tak bez przerwy", wyjaśniają koledzy. "Mówcie, co chcecie, to bardzo odpowiedzialna robota", ripostuje Txiki, pokazując biura, w których na co dzień urzęduje, i w których - jak mawiają - bardzo trudno jest go zastać wkurzonego. "Ma charakter lekko roztrzepany. Jak siedzi sam w gabinecie, to niemal zawsze możesz go zastać przy jedzeniu", opowiada inny kolega z klubowych biur, Luis Lainz. Odkąd ‘Don Luis' pracuje w Barcelonie jako skaut (zatrudniony jeszcze za czasów prezydentury Núñeza, od 1996 roku) podkreśla, że nie miał do tej pory tak znakomitego przełożonego. "Txiki to superszef, dla którego słowo jest synonimem rozwiązania każdego problemu", podkreśla Lainz.

"Szanuje ludzi, konsultuje działania, darzy zaufaniem, ale podejmuje również decyzje z poczuciem wyjątkowej odpowiedzialności. W biurze potrafi być tak samo bystry, jak kiedyś na boisku", wyjawia Pepe Costa, członek sztabu szkoleniowego. "Trzeba mieć nosa do takiej pracy. Co prawda nos Txikiego nie jest zbyt ładny, ale ważne, że go ma", żartuje Raúl Sanllehí, dyrektor ds. futbolu w Barcelonie, który ściśle współpracował z Baskiem w ciągu ostatnich trzech lat. "Ze względu na posiadaną wiedzę o piłce i zdolności, jest stworzony do pracy biurowej", podkreśla Sanllehí, chwaląc go również za intuicję i cierpliwość - "Wie, czego może się spodziewać. Kiedyś będzie znakomitym pokerzystą, bo nigdy się nie spieszy". Ale Joan Patsy, reprezentant Johana Cuyffa, nie zgadza się z taką opinią - "On działa mi na nerwy. Był największym piratem ze wszystkich piratów w szatni. Ale w biurach jest czasami nazbyt szlachetny. W świecie pełnym oszustów momentami okazywał przesadną dobroć".

Txiki prawdopodobnie znajduje się w swoim przełomowym momencie - to już siódmy rok pracy w klubie i nie wiadomo, czy pewien rozdział w jego historii nie dobiega końca. Trudno bowiem przewidzieć, co stanie się po wyborach 13 czerwca, choć niektórzy kandydaci zapowiedzieli chęć podjęcia dalszej współpracy. Niezależnie od wszystkich spekulacji - zostawi po sobie obraz wyjątkowego i sumiennego pracownika, zawsze trzymającego w swoim portfelu dwa amulety - stary banknot peso i zachowaną jeszcze z czasów gry w Urawa Red Diamonds, kartkę z przyklejoną czterolistną koniczyną. Na jej odwrocie można przeczytać - "Uwierz w swoją drużynę, a ona uwierzy w ciebie. Razem możemy, jesteśmy reds". Montse Vilardell, jego sekretarka bardzo się przejmuje, gdy myśli o 30 czerwca. Obawia się, że już od tego dnia nigdy nie usłyszy "Hop!", ani okrzyku "Bon día, Catalunya" ["Dzień dobry, Katalonio"], bo Txiki nie będzie już jej szefem. Będzie za nim tęsknić. Nie tylko ona.

Oto jak Txiki reaguje na złośliwe pytanie dziennikarki z Madrytu w przerwie rewanżowego meczu Sevilla - Barcelona (1/8 finału Pucharu Króla, 13.01.2010 r.):



Tłumaczenie:

Dziennikarka: Txiki, jeśli dziś zostaniecie wyeliminowani z Pucharu, jesteście przygotowani na to, co was czeka?

Txiki: ...

Dziennikarka: Muszę o to zapytać, Guardiola już przecież mówił, że przyszłość Barcelony widzi w czarnych barwach. To będzie trudne powtórzyć sześć pucharów.

Txiki: Nie wiem... rzucimy ręcznik, pójdziemy do domu?

Dziennikarka: Txiki wiesz, co mam na myśli. Tytuły jutrzejszych gazet nie pozostawią na was suchej nitki.

Txiki: Niektórzy czekają już 18 miesięcy na jakikolwiek puchar. To chyba oni sobie z tym nie radzą. My w tym czasie wygraliśmy sześć pucharów, więc to raczej my mamy przewagę.

Na deser: Txiki prawie jak Bruce Springsteen



[źródło: El País]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (9)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze