Urodzony, by zostać liderem

Mystique

6 maja 2010, 15:35

40 komentarzy
Jeśli Barcelona zakończy sezon jako mistrz Hiszpanii (co okaże się 16 maja), trofeum wzniesie el Capitán, Carles Puyol, który odbierze je po raz kolejny na Camp Nou. Może nie czaruje wyglądem, nie wyróżnia się eleganckimi strojami, ale jest urodzonym liderem, kwintesencją prawdziwego przywódcy. Przez ostatnie dwa sezony jest w formie, dzięki której wymieniany będzie wśród takich tuzów formacji defensywnych, jak: Paolo Maldini, Laurent Blanc czy Lilian Thuram. Jest jednym z tych graczy, dla których zostało stworzone słowo "legenda".

Od pierwszych dni w pierwszej kadrze Barcelony, Carles pokazuje inteligencję i siłę, która stanie się potem jego znakiem firmowym. Tymi cechami umocnił więź z uwielbiającymi go fanami Blaugrana. Młody chłopak z burzą włosów, dający z siebie wszystko w każdym zagraniu, w każdej interwencji. Wydaje się być gotowym walczyć na śmierć o klub, który kocha. Tak, bywał nieco niezdarny i przesadnie reagujący - np. niebezpiecznie atakując wślizgiem piłki, których odzyskanie było niemożliwe i groziło przez to upomnieniem ze strony arbitra. Oprócz tego jednak, było coś jeszcze. Coś, w co można wierzyć. Coś, co mogło nas doprowadzić do wielkich, wielkich rzeczy.

Przejmując opaskę kapitańską od popularnego Luisa Enrique w 2004, Puyol doczekał się spełnienia swojego marzenia. Nie poprzestał jednak na tym, era sukcesów dopiero nadchodziła. Przez sześć lat, ze słynną katalońską braçalet de capità na ramieniu, Puyol podniósł do góry tyle cennych kruszców, że pozazdrościłby mu ich niejeden kolekcjoner. Wśród tych trofeów trzeba wymienić 2 Puchary Europy, 3 mistrzostwa ligi, a także mistrzostwo Europy zdobyte z reprezentacją Hiszpanii.
Rzadko kiedy ludzka twarz (w tym wypadku również włosy) niesie ze sobą taki ładunek oczekiwań, ambicji. Kiedy jednak widzimy choćby zarys sylwetki Carlesa na boisku - niezależnie, czy w barwach Hiszpanii, czy Barcelony - wiemy, czego się spodziewać. Burza kręconych włosów, twardy zarys brody, głębokie spojrzenie... to wszystko składa się na cichy szept, który mówi nam "jesteśmy bezpieczni, on nas obroni". Fani piłki nożnej wiedzą, że zobaczą ducha walki, pasję, twarde wślizgi na pograniczu faulu i przywództwo. Te jego wieczne cechy sprawiają, że nawet neutralny fan piłki wstaje, a dłonie same składają się do oklasków.

Jest wiele przyczyn tego, że tak dużo ludzi szanuje naszego kapitana. Lojalność wobec klubu, pokora, niewyobrażalny spokój, opanowanie, ale chyba najważniejszą obecnie jest jego żywotność. Gra na najwyższym poziomie już ponad dekadę, a okres ten urasta do 15 lat, jeśli dodamy do tego czas spędzony w młodzieżowych drużynach Barcelony. Jest również niezbędną częścią reprezentacji Hiszpanii od prawie 10 lat i cały czas wnosi do niej bardzo wysokie standardy.

Podczas jego długiej i barwnej kariery, Puyol zawsze był przykładem tego, że należy upatrywać swojej szansy zawsze, często tam, gdzie inni polegliby albo zrezygnowaliby nawet z walki. A momentów, gdy można było zrezygnować, było w przeszłości kilka...

Podczas końca przygody Franka Rijkaarda jako trenera Barçy, Carles był w dołku zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Mówiło się nawet o tym, że jego dni w Barcelonie dobiegają końca. Było to podczas sezonu 2007/08, kiedy miał problemy z więzadłami w kolanie, potrzebował więcej, niż jednej szansy na udowodnienie swojej wartości, często wypadał ze składu i nie miał szans na szybką rehabilitację. Kibice ze smutkiem patrzyli na możliwość pojawienia się wątpliwości, co do przydatności kapitana w kadrze. Barcelona bez Puyola? Na pewno? Z Gabim Milito, Rafą Márquezem i Lilianem Thuramem gotowymi na jego pozycję, po raz pierwszy stanęliśmy przed sytuacją, w której jego miejsce w pierwszym składzie było wątpliwe.

Oczywiście teraz wiemy, że nie tylko kontuzja zaważyła na kiepskiej formie Puyola w tym czasie. Klub przechodził kryzys, kryzys niezrozumiały, autodestrukcyjny. Jeszcze bardziej różnica wtedy i teraz uwidacznia się w erze sukcesów Barcelony. Nie mógł to być łatwy czas dla nikogo, szczególnie dla dumnego pasjonaty - Carlesa. Może myślami był gdzie indziej? Może odpowiedzi na całe zamieszanie szukał w sobie, nie w klubie?

Cokolwiek to było, odeszło wraz z przyjściem przyjaciela Puyola, Pepa Guardioli, na stanowisko trenera pierwszej drużyny. Przyniósł on dyscyplinę, wyeliminował absurdy, wrócił do korzeni. Zaowocowało to natychmiastowym powrotem defensora do formy. Powrotem tak spektakularnym, że powodującym poczucie winy i wstydu tych, którzy chwilę wcześniej wątpili w jego przydatność do drużyny. Oto stanął przed nami człowiek nowonarodzony, z nową misją, z nowymi celami przed sobą, z nową siłą do ponownego objęcia prawdziwego przywództwa.

Puyol jest jednym z najważniejszych ogniw Guardioli, szybko stworzył również nierozerwalną więź z młodym Gerardem Piqué. Grając w ponad 80 meczach ostatnich dwóch sezonów, ustanawia niesamowity wynik, jeśli weźmiemy pod uwagę jego rolę w tak wielkim klubie i niemiłosiernie biegnący czas.

Całkowita liczba występów i łatwość gry, którą Carles ciągle się odznacza, nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy porównamy go z innymi, dojrzałymi obrońcami z Europy. Myśląc o Rio Ferdinandzie, Johnie Terrym i Jamie Carragherem, wszyscy widzimy status legendy w ich własnych klubach, ale niekoniecznie w piłce nożnej ogólnie. O kim bowiem rozmawiamy w kontekście braku wystarczających umiejętności (w tym szybkości, refleksu etc.).

Spośród wymienionej wyżej trójki, jedynie Carragher jest rówieśnikiem Puyola, Ferdinand ma lat 31, Terry - 29, są więc minimalnie młodsi od gracza, którego zwykliśmy nazywać Tarzanem. Wszyscy ci gracze, uznawani za ostoje formacji defensywnych swoich klubów, zawodzą w decydujących meczach. Uwidacznia się ich brak szybkości i kiepskie ustawienie na boisku. Wynika to z oczywistej przyczyny - nie mają takiego zmysłu, mózgu do gry, jak Puyol. Nie jest on najszybszy, ale jego umiejętnościom czytania gry i gry bez piłki nie dorównuje nikt. Jak często jego jeden krok sprawia, że przeciwnik jest odcięty od kluczowego dla akcji podania? Zastanówmy się, jak często? Takie statystyki wyglądałyby z pewnością interesująco.

Naturalnie, nie tylko tej trójce graczy w podobnym wieku brakuje takiego wdzięku gry, jakim odznacza się El Capitán. Można znaleźć wielu piłkarzy, którzy pojawili się nagle, natychmiast jednak po osiągnięciu granicy 30 lat słuch o nich zaginął. Weźmy na przykład Fabio Cannavaro podczas końca jego przygody w Realu Madryt. Nawet inny nasz ulubieniec - Rafa Márquez. Jest młodszy od Puyola, ale wygląda na to, że zatracił nie tylko nieco szybkości, ale i celności swoich wślizgów. Smutne, ale prawdziwe.

Być może chęci też mają znaczenie. Puyol wygląda na gotowego pobić się z własnym cieniem, jeśli ten źle na niego spojrzy. Skoro zatem wygrał niemal wszystkie możliwe trofea, chce je zdobyć ponownie. Jeśli nie ma w tym żadnego konkretnego celu, robi to chociażby dla radości z tych fantastycznych, decydujących wślizgów. I to jak decydujących! Pomyśl o jakimkolwiek meczu tego sezonu, zobaczysz w nim Puyola walczącego do upadłego, jak przystało na prawdziwego lidera - przejmującego decydujące dla przeciwnika piłki, często we własnym polu karnym, gdzie spóźniony atak na rywala może oznaczać katastrofę.

To jest miara jego wielkości. Nie boi się niczego, jest inteligentny, absolutnie niezawodny. Przypomnijmy sobie o licznych występach zarówno na prawej, jak i lewej stronie obrony. To prawdopodobnie najlepszy obrońca swojego pokolenia. Nie tylko może zagrać na innej pozycji, jako obrońca bowiem, często ma liczne zadania ofensywne. Robi to z taką pasją i oddaniem, że naprawdę nie można przestać go podziwiać. Nie jest tak szybki, jak Alves czy Abidal. Nie jest tak wszechstronny z piłką, jak Maxwell, ale zawsze wykonuje swoją pracę lepiej, niż od niego oczekiwano. Dwie asysty w tym sezonie częściowo to potwierdzają.

Wyobrażacie sobie Johna Terry'ego czy Rio Ferdinanda grającego ciągle tak wysoko? Wychodzącego do tylu dośrodkowań, walczącego z obrońcami przeciwników? Prawdopodobnie, w niektórych meczach, jest to widoczne. Na pewno jednak nie z taką częstotliwością oraz zaangażowaniem i efektywnością, co Carles. Tu coś najważniejszego - przyczyna, dla której TO wszystko robi. Jest kapitanem, kocha ten klub tak, jak my - o ile nie mocniej. Jego domem jest Camp Nou. Jego włosy mogą być okropne, ale możemy mu je wybaczyć, prawda?

Kiedy ludzie myślą o Barcelonie, myślą o Camp Nou, pięknym futbolu i oczywiście o Carlesie. Ci, którzy chcą go zatrudnić, będą musieli poprzestać na chęciach. On nigdzie się nie wybiera. To Carles Puyol i on jest naszym kapitanem. Problemem może być tylko wybudowanie wystarczająco dużego pomieszczenia na trofea, kiedy uda się on na piłkarską emeryturę. Sądząc jednak po ostatnio prezentowanej formie, problem końca kariery kapitana szybko nas nie dotknie.

[źródło: totalbarca.com]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (40)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze