Stało się. Punkty straciła Barca. Punktów nie stracił Real. Ostatnie minuty sobotniego starcia na Santiago Bernabéu nie wyglądały jak gra w piłkę nożną. Przypominały skazaną z góry na niepowodzenie walkę sevillistów z przeznaczeniem. Widząc te poprzeczki, słupek, marnowane stuprocentowe okazje - nie czułem ani przez chwilę ulgi. Czułem za to, że znam zakończenie. Bramka wydawała się kwestią czasu, bo niemoc Sevilli musiała okazać się samobójcza. I ta bramka padła.
Oddana pozycja lidera
Niemniej, trafienie van der Vaarta to cud przeca i fart. Palop-ciamajda wypluł piłkę jakby specjalnie. Nawet Pellegriniemu zmiany udały się po raz pierwszy w sezonie. Realowi pomogły ZNOWU ściany, mgnienie szczęścia, niefrasobliwość (by nie rzec: pierdołowatość) przeciwnika, seria fortunnych zdarzeń i czuwający święci. Można te żale efektownie spuentować pięścią w ścianie, wszak tak kuriozalne wygrane od dawna są specjalnością Madrytu (sezon 2006/2007, wiosna 2009). Zaiste, męczy to, nudzi i irytuje. Ale wystarczyłoby pokonać Almeríę i nie byłoby o czym rozmawiać... No właśnie. I po tym weekendzie nic nie boli culés bardziej.
Po nie tak dawnej okazałej wygranej nad Racingiem, w swoim cotygodniowym felietonie Johan Cruyff ostrzegał, że ten malowniczy pejzaż ma rysy. Na Estadio de los Juegos Mediterráneos przestały być one bohaterami ósmego planu, lecz bezpośrednio wykreowały wynik.
Almería: przegrana na życzenie
Jak wszystkie bramki po rzutach rożnych, pierwszy gol dla Andaluzyjczyków padł był z niczego. Przypominając boleśnie Puyolowi, że przy jego wzroście o górne piłki należy walczyć na wszystkie sposoby. Wszystkie, tj. dozwolone i niedozwolone. Każdy "korner" to potencjalna bramka i tym razem ta bramka padła. Barceloński obrońca zwyczajnie dał się "przeskoczyć".
Drugi gol to brak komunikacji z Valdésem. Jeżeli piłkę wybija/przejmuje obrońca, bramkarz na wszelki wypadek winien czekać na linii. Gdy portero pewny jest chwytu - obrońca pod żadnym pozorem nie dotyka piłki! Na powtórce widać ponadto, że żaden z nich nie patrzył, co zrobi drugi. Puyol wybił, Valdés wyszedł. Brawo. Czy oni grają ze sobą od wczoraj?! Takie błędy nie mają prawa się przytrafiać nawet na treningach. A skoro zdarzają się w meczu, to czy można się dziwić, że uciekają punkty?
Messi, samotny mściciel
Wbrew pozorom, ten śródtytuł nie ma tonu pejoratywnego. Zachowanie Argentyńczyka nie przynosi przecież bramek samobójczych. Nawet nie oznacza większej ilości strat niż przeciętna na jego pozycji. Messi nie jest bowiem typem egoisty-dominatora, który sabotuje grę swojego zespołu. Zakwalifikowałbym go raczej jako egoistę-kreatora, który samotnie rusza w tan z piłką i przeciwnikami głównie z bezsilności, gdy brakuje mu wsparcia partnerów lub grę ofensywną drużyny pragnie urozmaicić. Wybijające się od kilku spotkań tendencje egoistyczne jawią mi się zatem bezpośrednią reakcją argentyńskiego zawodnika na rosnącą niemoc jego zespołu w ofensywie. Wyłączając wygraną z Racingiem, Barça nie potrafi od siedmiu meczów zaaplikować rywalom większej ilości goli niż dwa. Zbiega się to w czasie ze zniżkującą formą Ibrahimovicia, nieobecnością Henry'ego i brakiem zaufania do Bojana. Mówiąc krótko - im bliżej pola karnego rywali, tym bardziej Messi nie ma z kim grać. No to gra sam.
Ibra, mamy problem
Zdaniem Grega House'a "wszyscy kłamią". W tym przypadku statystyki też. Zdobyte do tej pory 12 bramek i 6 asyst klasyfikują Ibrahimovicia jako jedną z najbardziej kreatywnych postaci całej ligi (4. miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej). Ale euforyczna postawa Szweda z początku sezonu zmatowiała. To, co na papierze nadal wygląda kolorowo, na boisku od kilku tygodni prezentuje się blado. W ciągu ostatnich kolejek widzieliśmy Ibrę wolnego, Ibrę statystującego, Ibrę zdekoncentrowanego, Ibrę stroniącego od podań i wreszcie Ibrę zaangażowanego w boiskowe didaskalia bardziej niż w grę. Szwedzki wieżowiec ma wyraźną zniżkę formy. Trudno. Na pewno nie pokazał jeszcze wszystkiego, co ma tej drużynie do zaoferowania, należy dać mu trochę czasu; ten czas może też spędzać na ławce.
Pep widzi nieskuteczność swojego napastnika, ale nie korzysta z innych opcji: z Henrym na środku lub Bojanem w wyjściowym składzie. Wolał czekać. I niestety się doczekał. Frustracja, bezsilność i ambicja znalazły ujście w faulu na czerwoną kartkę... W wytykaniu mankamentów aktualnej gry Szweda nie chodzi mi nawet o oszczędne częstowanie kibiców bramkami. Sedno sprawy stanowi to, że Ibra jednoosobowo gra innym tempem niż cała drużyna. Trochę lepiej wyglądało to z Málagą, ale nie może przesłaniać kilku minionych tygodni, podczas których Szwed przeważnie odstawał od dynamiki poczynań ofensywnych reszty zespołu. W pierwszej fazie sezonu szło mu lepiej, więc przyczyna może tkwić w braku świeżości. Wobec tego mecz lub dwa przerwy na pewno mu nie zaszkodzą.
Pepa decyzje, co w subtelny wprawiają frasunek
Po mozolnym okresie poszukiwania formy, Henry lekko się przebudził (Racing). I zamiast dać Francuzowi pójść w odzyskiwaniu formy za ciosem, Guardiola nie wystawił go w pierwszym składzie na Stuttgart. Mecze z Málagą i Almeríą Titi przesiedział na ławce. Skoro Pep nie wpuszcza go na boisko nawet przy takim rozwoju boiskowych wydarzeń, jak w Almeríi - to coś jest nie tak. Niestety, rzutuje to na szanse drużyny. Negatywnie. Dlatego mam nadzieję, że absencja Ibry skłoni trenera do ponownego zaufania Henry'emu.
Kolejna kwestia to para Busquets/Touré. Iworyjczyk udowodnił w zeszłym sezonie, że potrafi być prawdziwą skałą linii pomocy. Na obecnym etapie sezonu 09/10 co drugim swoim zagraniem udowadnia, że brakuje mu regularnych występów. Od początku sezonu Guardiola seryjnie stawia na Busquetsa. Systemu rotacji nie ma, reprezentant Hiszpanii gra, bo zdaniem Pepa jest lepszy; lecz czy nie jest po części tak, że jest lepszy, bo gra? Rzadsze występy Touré nie zawsze wychodzą drużynie in plus. Biorąc pod uwagę przyszłość Afrykańczyka w klubie - niska częstotliwość gier i brak zaufania ze strony trenera skłonić mogą go w końcu skłonić do wyprowadzki z Camp Nou.
Poza tym, ufam, że ustawienie ze Stuttgartem (z dwójką defensywnych pomocników - tak, dwójką, bo Busquets nawet ustawiony w ataku dalej prezentowałby styl i maniery DM'a) pozostanie pojedynczym eksperymentem. A na lewej stronie przestanę oglądać Iniestę! Jego dom jest w pomocy. Pod nieobecność Andrésa na środku traci na efektywności i cała drużyna, i Xavi. Ponadto, Pedro nie zawsze potwierdza, że zasługuje na tyle minut, ile daje mu Guardiola. Czy można się zatem dziwić, że Bojan przy każdym dojściu do piłki spętany jest stresem i unikaniem błędów? Wreszcie, gdy już Pepa podkusi dać odpocząć Titiemu, niech wpuści czasem Jeffrena. KMŚ pokazały, że z tremą sobie poradzi. A możliwości ma ogromne. Czemu nie korzysta z nich trener?
Barcelona, nie mamy problemu!
Real rączo wskoczył na pozycję lidera, ale na szczycie łatwiej traci się czujność. Zakładając, że obie drużyny do końca sezonu nie potracą punktów (a na pewno potracą), na Santiago Bernabéu wystarczy Katalończykom remis, by to na PdC świętowano na koniec sezonu. Mówiąc krótko - wszystko wciąż zależy od samych barcelonistów.
W żadnym razie nie należy negować potencjału "Blancos". Ale to Real ma dziś większy problem; porażka z Lyonem oznacza, że kowadło z napisem "finał na SB" przygniotło Pellegriniego, Péreza, piłkarzy i całe madridismo. Kiedy się podniosą? Zupełnie obok tego, Real nadal jest drużyną niezgra(b)ną, rodzącą się w bólach, a mecz z Sevillą ratuje zawodnik przed sezonem niechciany w szatni. Wielu komentatorów przewiduje, że przechodzący dziś metamorfozę totalną "Królewscy" zdominują całą Europę za sezon lub dwa. To pewnik, bukmacherzy szacują już zakłady. Szkoda, że nikt nie zadaje sobie pytania: a co, gdy kolos się potknie? Na razie się zachwiał - nowożytnej tradycji LM stało się zadość; tylko co dalej? Ot, gdyby poległ w czwartych GD z rzędu? Pozwolił Blaugranie obronić tytuł? Czy istnieje jakakolwiek gwarancja, że natenczas nie dojdzie do kolejnej rewolucji w klubie (zaczynając od zmiany trenera, która nabiera w Madrycie znamion banału), a era galacticos² nie skończy się tak, jak jej poprzedniczka? Miliony wydane przez Péreza przed tym sezonem są niczym bomba tykająca pod Bernabéu. W takich sytuacjach często dochodzi do nerwowych ruchów.
Barça ma zaś cięższy okres, ale mimo ewidentnych kłopotów w ataku jest bardzo daleka od hurtowego tracenia ligowych punktów. Szczyt formy ma przyjść na późny marzec, kwiecień i maj. Wystarczy, że Ibra zacznie wracać do dyspozycji z początku sezonu jeszcze wróci, Pep odzyska intuicję, Messi wsparcie partnerów, a defensywa pozostanie najlepszą w lidze.
Ostatnie zwycięstwa, remis w Stuttgarcie i wpadkę z Atlético Barça wyczłapała. Czas by znów zaczęła grać w piłkę. A wtedy lider wróci na Camp Nou.
W ciszy stadionu. Dogonieni
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (62)