Hleb: Chodzi o moją karierę
Gdy w lecie przechodził do VfB Stuttgart, niemiecki klub wiązał z nim duże nadzieje. Coś jednak poszło nie tak. Po pierwszej rundzie Stuttgart zajmował daleką pozycję w ligowej tabeli, a Aleksander Hleb grał znacznie poniżej swoich możliwości. Na Białorusina spadła fala krytyki.
W rundzie rewanżowej wypożyczony z Barcelony Hleb ma pokazać, na co go naprawdę stać. Piłkarz odbył już poważną rozmowę z nowym trenerem Christianem Grossem. Obaj chcą, by Stuttgart prezentował się znacznie lepiej niż w pierwszej części sezonu. "W tym półroczu chodzi o utrzymanie VfB w lidze i o moją karierę", zapewnia Hleb, który chciałby znów zagrać w wielkim klubie. "Z tego powodu muszę odnaleźć w rundzie rewanżowej starą formę. Muszę znów się wykazać. Zaczynam wszystko od nowa".
Sport Bild: Panie Hleb, wygląda pan na zmęczonego. Źle pan spał?
Aleksander Hleb: Proszę mi wierzyć, przebudziłem się trzy razy, ponieważ zawsze marzyłem o ciężkim treningu. Nie wiem, kiedy po raz ostatni śniłem o treningu. Pewnie kilka lat temu. Ostatni taki okres przygotowawczy miałem pięć lat temu z trenerem Felixem Magathem.
Trapią pana koszmary związane z walką o utrzymanie w lidze?
Nie, ale musimy piekielnie uważać, żeby nie przespać początku (rundy - przyp. red.). Sytuacja jest niebezpieczna!
Czy treningi Christiana Grossa są faktycznie tak ciężkie jak te za czasów Magatha?
Tak, zdecydowanie. Do tego dochodzą mi jeszcze problemy osobiste. W Arsenalu przez trzy lata nie miałem tak ciężkich treningów. Podczas roku w Barcelonie też nie. Tam wszystko robiliśmy z piłką. W lecie byłem kontuzjowany, więc jest to pierwszy od pięciu lat okres przygotowawczy, podczas którego muszę naprawdę tyrać.
Czy brak dobrego przygotowania fizycznego był powodem tego, że w pierwszej rundzie prezentował się pan znacznie poniżej swoich możliwości?
To była dla mnie bardzo rozczarowująca seria. Przybyłem do klubu jako była gwiazda VfB z Barcelony, drużyny, która wygrała Ligę Mistrzów. Presja była olbrzymia, oczekiwania ogromne. Następnie nie jestem w formie, gram nierówno. To nie było dla mnie łatwe. Jestem teraz w dołku i muszę znów walczyć o dobre imię. Muszę stać się starym Aleksandrem Hlebem. W przeciwnym razie moja kariera może się załamać.
Jak chce pan tego dokonać?
Po pierwsze, poprzez ciężką pracę na treningach. Po drugie, przez to, że dostosuję się do sytuacji i nie będę chciał nic więcej wiedzieć o zainteresowaniu ze strony innych klubów. Ponieważ wypożyczono mnie z Barcelony tylko na rok, pojawiały się czasem myśli: co wydarzy się w lecie? Powiedziałem wszystkim, że nie chcę już więcej o tym słyszeć. Teraz liczy się tylko VfB.
Trener Gross był niezadowolony z pańskiego sposobu trenowania. To prawda, że odbył pan z nim rozmowę?
Tak, spotkaliśmy się i porozmawialiśmy. Był ze mnie niezadowolony. Trener powiedział mi, czego ode mnie oczekuje. To jasne: przy nim nie można spocząć na laurach.
Na jakiej pozycji będzie pan grał w systemie Grossa?
Dla mnie to obojętne.
[źródło: Sport Bild/Zdjęcie: Sport]
W rundzie rewanżowej wypożyczony z Barcelony Hleb ma pokazać, na co go naprawdę stać. Piłkarz odbył już poważną rozmowę z nowym trenerem Christianem Grossem. Obaj chcą, by Stuttgart prezentował się znacznie lepiej niż w pierwszej części sezonu. "W tym półroczu chodzi o utrzymanie VfB w lidze i o moją karierę", zapewnia Hleb, który chciałby znów zagrać w wielkim klubie. "Z tego powodu muszę odnaleźć w rundzie rewanżowej starą formę. Muszę znów się wykazać. Zaczynam wszystko od nowa".
Sport Bild: Panie Hleb, wygląda pan na zmęczonego. Źle pan spał?
Aleksander Hleb: Proszę mi wierzyć, przebudziłem się trzy razy, ponieważ zawsze marzyłem o ciężkim treningu. Nie wiem, kiedy po raz ostatni śniłem o treningu. Pewnie kilka lat temu. Ostatni taki okres przygotowawczy miałem pięć lat temu z trenerem Felixem Magathem.
Trapią pana koszmary związane z walką o utrzymanie w lidze?
Nie, ale musimy piekielnie uważać, żeby nie przespać początku (rundy - przyp. red.). Sytuacja jest niebezpieczna!
Czy treningi Christiana Grossa są faktycznie tak ciężkie jak te za czasów Magatha?
Tak, zdecydowanie. Do tego dochodzą mi jeszcze problemy osobiste. W Arsenalu przez trzy lata nie miałem tak ciężkich treningów. Podczas roku w Barcelonie też nie. Tam wszystko robiliśmy z piłką. W lecie byłem kontuzjowany, więc jest to pierwszy od pięciu lat okres przygotowawczy, podczas którego muszę naprawdę tyrać.
Czy brak dobrego przygotowania fizycznego był powodem tego, że w pierwszej rundzie prezentował się pan znacznie poniżej swoich możliwości?
To była dla mnie bardzo rozczarowująca seria. Przybyłem do klubu jako była gwiazda VfB z Barcelony, drużyny, która wygrała Ligę Mistrzów. Presja była olbrzymia, oczekiwania ogromne. Następnie nie jestem w formie, gram nierówno. To nie było dla mnie łatwe. Jestem teraz w dołku i muszę znów walczyć o dobre imię. Muszę stać się starym Aleksandrem Hlebem. W przeciwnym razie moja kariera może się załamać.
Jak chce pan tego dokonać?
Po pierwsze, poprzez ciężką pracę na treningach. Po drugie, przez to, że dostosuję się do sytuacji i nie będę chciał nic więcej wiedzieć o zainteresowaniu ze strony innych klubów. Ponieważ wypożyczono mnie z Barcelony tylko na rok, pojawiały się czasem myśli: co wydarzy się w lecie? Powiedziałem wszystkim, że nie chcę już więcej o tym słyszeć. Teraz liczy się tylko VfB.
Trener Gross był niezadowolony z pańskiego sposobu trenowania. To prawda, że odbył pan z nim rozmowę?
Tak, spotkaliśmy się i porozmawialiśmy. Był ze mnie niezadowolony. Trener powiedział mi, czego ode mnie oczekuje. To jasne: przy nim nie można spocząć na laurach.
Na jakiej pozycji będzie pan grał w systemie Grossa?
Dla mnie to obojętne.
[źródło: Sport Bild/Zdjęcie: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (11)