Palop bohaterem Sevilli
Podczas spotkania z Sevillą, podopieczni Guardioli zaprezentowali upór w dążeniu do celu, jak w wielu innych przypadkach, kiedy w ostatnich minutach rozstrzygali spotkania na swoją korzyść. Jednak tym razem nikt nie popisał się bohaterskim czynem; Nie było koszulki wędrującej w górę. Kiedy sędzia zagwizdał po raz ostatnie, wzrok wszystkich związanych z Barçą powędrował w "podłogę". Sevilla swój awans zawdzięcza bramkarzowi, Andrésowi Palopowi, który zatrzymał rozpędzoną w drugiej połowie Barcelonę.
Podopieczni Pepa Guardioli walczyli do końca. Od momentu zdobycia bramki na 0-1 przez Xaviego, FC Barcelona uwierzyła, że kolejna magiczna noc jest możliwa i rozpoczęła szukanie drugiej bramki, która dałaby jej awans do ćwierćfinału. Niestety nikt nie powtórzył wyczynu Andrésa Iniesty ze Stamford Bridge czy Pedro z finałowego meczu w Klubowych Mistrzostwach Świata. Ciężar gry wziął na siebie Lionel Messi, który raz po raz nękając defensywę Sevilli był najbliżej pokonania Andrésa Palopa.
Bramkarz andaluzyjskiej drużyny nie został pokonany przez Messiego, chociaż Argentyńczyk miał na to dwie doskonałe okazje. Jednokrotnie gospodarzy po strzale filigranowego napastnika uratował słupek. Nie bez znaczenie pozostało także szczęście, które nie opuszczało wczoraj jakby "zaczarowanej" bramki Palopa (piłkarze Barcelony oddali siedemnaście strzałów, dziewięć celnych).
Wbrew przedmeczowym oczekiwaniom, bohaterem meczu nie został żaden piłkarz biegający po murawie w granatowo-bordowej koszulce, tylko bramkarz Sevilli, a Barça została wyeliminowana przez podwójną wartość bramek zdobytych na wyjeździe. Kto wie, gdyby nie kontrowersyjne decyzje Péreza Burrulla to może Barcelona świętowałaby teraz awans do ćwierćfinału. Co jednak najważniejsze, Barça odpadła pozostająć wierna swojemu stylowi.
[źródło: Sport]
Podopieczni Pepa Guardioli walczyli do końca. Od momentu zdobycia bramki na 0-1 przez Xaviego, FC Barcelona uwierzyła, że kolejna magiczna noc jest możliwa i rozpoczęła szukanie drugiej bramki, która dałaby jej awans do ćwierćfinału. Niestety nikt nie powtórzył wyczynu Andrésa Iniesty ze Stamford Bridge czy Pedro z finałowego meczu w Klubowych Mistrzostwach Świata. Ciężar gry wziął na siebie Lionel Messi, który raz po raz nękając defensywę Sevilli był najbliżej pokonania Andrésa Palopa.
Bramkarz andaluzyjskiej drużyny nie został pokonany przez Messiego, chociaż Argentyńczyk miał na to dwie doskonałe okazje. Jednokrotnie gospodarzy po strzale filigranowego napastnika uratował słupek. Nie bez znaczenie pozostało także szczęście, które nie opuszczało wczoraj jakby "zaczarowanej" bramki Palopa (piłkarze Barcelony oddali siedemnaście strzałów, dziewięć celnych).
Wbrew przedmeczowym oczekiwaniom, bohaterem meczu nie został żaden piłkarz biegający po murawie w granatowo-bordowej koszulce, tylko bramkarz Sevilli, a Barça została wyeliminowana przez podwójną wartość bramek zdobytych na wyjeździe. Kto wie, gdyby nie kontrowersyjne decyzje Péreza Burrulla to może Barcelona świętowałaby teraz awans do ćwierćfinału. Co jednak najważniejsze, Barça odpadła pozostająć wierna swojemu stylowi.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (50)