O klątwie reputacji

sciah

22 października 2009, 12:49

193 komentarze
"Jak cię widzą, tak cię piszą". Przysłowie to idealnie odnosi się do postrzegania i oceniania piłkarzy podczas meczów. Nie ma w tym nic zdrożnego i niesprawiedliwego. Zawodnik zasługuje na taką ocenę, jaką sobie "wybiega". Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy na gracza patrzymy przez pryzmat jego wcześniejszych występów. Czuć wtedy zdecydowany swąd reputacji-dobrej lub złej. Czasem jest to błogosławieństwo, a czasem klątwa. W szczególności dotyczy to bramkarzy i tą kwestią postanowiłem się zająć.

Przyznaje się, że ten tekst miał być prezentacją ogólnej teorii na temat golkiperów ze szczególnym naciskiem na naszego portero, ale ostatnie sytuacje zmieniły moje nastawienie. Co mam na myśli? Mianowicie chodzi mi o notoryczne pomijanie Victora Valdésa we wszelkiego rodzaju rankingach, statystykach i plebiscytach, w których liczy się subiektywna ocena "ekspertów". Dlaczego tylko subiektywna? Po prostu w statystykach liczbowych bramkarz Barçy znajduje się w absolutnej czołówce światowej, a odzwierciedleniem tego stanu rzeczy są wygrane Trofea Zamory i sukcesy klubowe.

Nasuwa się jedno pytanie. Jakim cudem piłkarz takiej klasy jak Valdés cierpi na brak docenienia ze strony świata futbolowego? Odpowiedź jest prosta. Winna jest reputacja, która ciągnie się za naszym bramkarzem niczym nieznośna, brudna reklamówka przyklejona do buta. Ja sam przyznam się, że jeszcze parę lat temu dostawałem szczęko, oczo i kciukościsku, kiedy piłka wędrowała w stronę pola karnego Barcelony. Złapie czy nie złapie? Wykopie pod nogi napastnika czy nie? Wszyscy pamiętamy bramki Villi, Lamparda czy Bellamy'ego pokazujące ówczesny brak doświadczenia i umiejętności Victora. Jednak od tamtych czasów minęło wiele spotkań, wiele godzin przepracowanych przez Valdésa na treningach.

Efekty widać jak na dłoni. Nie obserwujemy już głupio traconych bramek, mamy w naszym bramkarzu prawdziwą ostoję, która nawet jest w stanie zapewnić nam punkty, kiedy nie idzie kolegom z pola (ostatni mecz z Valencią). Tym bardziej zastanawiają powtarzane z uporem chorego człowieka stwierdzenia popularne w niektórych kręgach: "Valdés gra w Barcelonie, ponieważ jest wychowankiem" oraz "Valdés dlatego traci tak mało bramek, ponieważ ma dobrą obronę". Przyznaję, że słuchając takich mądrości człowieka ogarnia pusty śmiech zwłaszcza, że kiedy drużynie nie idzie to wina w pierwszej kolejności jest po stronie Victora. Jest dobrze -zasługa drużyny. Jest źle - "fuera portero". Nie istnieje logiczny argument usprawiedliwiający takie rozumowanie.

Żeby nie być gołosłownym w głoszeniu swoich teorii przytoczę przykład drażliwy, ale i dający do myślenia. Iker Casillas. Nie chcę polemizować jak dobrym bramkarzem jest "Santo Iker". Jednym z najlepszych na świecie, a niedawny mecz z Sevillą tylko potwierdza te słowa. Chciałbym jednak cofnąć się w czasie do zeszłego sezonu, kiedy golkiperowi Realu zdarzało się wykopywać piłkę pod nogi napastnika drużyny rywali, mijać się z futbolówką przy dośrodkowaniach, tracić bramki z dystansu, których klasowych bramkarz nie powinien tracić. Nikt wtedy nie wyśmiewał Ikera ani nie deprecjonował jego umiejętności. Mówiono o słabszym meczu albo pomijano jego "wyczyny". Oczywiście kto był winny takiego przedstawiania rzeczywistości? Tak krytykowana przeze mnie reputacja.

Wnioski na podsumowanie? Po prostu głośmy prawdę. O tym, że Valdés jest jednym z najlepszych bramkarzy na świecie. Tyle możemy zrobić. Mam nadzieję, iż do takiego wniosku dojdą nie tylko wybrani kibice Barcelony, ale także większość sympatyków futbolu z całego świata..

Tekst ten pisany był kilka dni temu, jeszcze przed meczem Realu z Milanem...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (193)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze