Valencia - Barcelona 0:0
Mecz z Valencią miał być pierwszym trudnym sprawdzianem dla podopiecznych Pepa Guardioli. Oba zespoły przystąpiły do spotkania bez środkowych napastników. Zarówno Emery, jak i Guardiola zdecydowali się postawić w przypadku ataku bardziej na zwrotność niż na siłę fizyczną i na plac gry wybiegły formacje ofensywne ubogie w centymetry.
Oczekiwania wobec pojedynku Valencii z Barceloną zawsze są ogromne. Oba zespoły przyzwyczaiły kibiców do widowisk obfitujących w bramki i efektowne akcje. Tym razem, pomimo osłabień formacji ofensywnych miało być podobnie.
Ofensywa Valencii
Już od początku spotkania dało się zauważyć, że gospodarze chcą dokonać czegoś, co nie często przeciwnikom Barcelony w ogóle przychodzi do głowy, czyli zabrać Katalończykom piłkę. O ile w większości przypadków takie pomysły kończą się szybkim 3:0, to tym razem efekty były cokolwiek zaskakujące. Valencia grała piłką, a jedenastka delegowana do gry przez Guardiolę jedynie przyglądała się szybko wymieniającym futbolówkę przeciwnikom.
Licznie zgromadzeni na Mestalla kibice na efekty takiej gry nie musieli długo czekać i jedyne na co mogli narzekać to brak skuteczności ich ulubieńców. Już w 2. minucie świetne podanie otrzymał Pablo Hernández, ale będąc sam na sam z bramkarzem zdołał tylko dokładnie, acz silnie trafić piłką w Valdésa. Minutę później to Barcelona znalazła się w polu karnym przeciwnika, a konkretnie nieporadnie interweniujących obrońców Valencii starał się oszukać Keita. Bramka jednak nie padła, a Barcelona zdołała jeszcze za sprawą Iniesty postraszyć trochę gospodarzy, nim piłka wróciła w posiadanie drużyny zdecydowanie lepszej w pierwszej części spotkania. Wciąż bardzo aktywny na prawym skrzydle był Pablo, który postanowił sprawdzić, czy obrońcy Barcelony z Abidalem na czele nie mają przypadkiem problemów ze zwrotnością. Młody skrzydłowy w 5. minucie wszedł tanecznym krokiem w pole karne i dokładnie dośrodkował na głowę Maty, któremu, co trudno uznać za niespodziankę, zabrakło kilku centymetrów by groźnie uderzyć. Później, tak dla równowagi, na lewym skrzydle z obrońcami Barcelony zatańczył Silva, ale i tym razem skończyło się jedynie na strachu. Następnie między 20. a 30. minutą spotkania mieliśmy przyjemność oglądać kolejne akcje trójki napastników Valencii. Najpierw na drodze goniącego piłkę zmierzającą w pole karne Maty, stanął Valdés, a kilka chwil później Silva groźnie uderzył z kilkunastu metrów po dośrodkowaniu Miguela. Koledze najwyraźniej pozazdrościł Mata, ale jego strzał długo pamiętać będą jedynie kibice siedzący za bramką Valdésa. Na koniec tego dziesięciominutowego pokazu Pablo Hernández zagrał świetną piłkę w stronę byłego zawodnika Realu Madryt, ale na szczęście w porę interweniował Abidal.
Około 35. minuty zawodnicy Valencii jakby opadli z sił. Nie wpłynęło to jednak zbawiennie na postawę Barcelony. Widowisko po prostu straciło na atrakcyjności, a gra toczyła się głównie w środku pola. Zanim tak się stało, ciekawą akcję przeprowadził Alves, świetnie dograł w pole karne do Iniesty, ale Hiszpan nie zdołał pokonać Cesara. Całkowicie niewidoczny w pierwszej połowie był Messi, a równie bezbarwnie prezentował się Pedro. Xavi i Keita, którzy wraz z Touré mieli zapewnić płynność w rozgrywaniu piłki, często notowali straty. Trudno było w takiej sytuacji oczekiwać ciekawych akcji w wykonaniu Barcelony i tylko, dzięki dobrej postawie formacji obronnej i nieskuteczności napastników Valencii, goście mogli schodzić do szatni przy bezbramkowym remisie.
Obiecujący początek drugiej połowy
To czego brakowało w grze Barcelony w pierwszej połowie, pojawiło się nagle w drugiej części spotkania. Mimo pressingu Valencii podopieczni Guardioli zdołali utrzymać się dłużej przy piłce i wydawało się, że łapią odpowiedni rytm gry. Spora w tym zasługa Iniesty i Messiego, którzy częściej schodzili do środka robiąc przewagę w tej strefie boiska. Dobrze prezentował się zwłaszcza ten pierwszy, którego gracze Valencii co kilka minut powstrzymywali faulem. W 47. minucie spotkania na pierwszy strzał w meczu zdecydował się Messi ale piłka przeleciała obok słupka. Kwadrans później znów spróbował pokonać Cesara uderzeniem z dystansu, jednak trafił wprost w bramkarza. Nie minęło pięć minut i goście stworzyli sobie chyba najdogodniejszą okazję do zdobycia bramki. Piłka trafiła do ustawionego w polu karnym Pedro, a ten w znakomitej sytuacji zdołał jedynie uderzyć prosto w bramkarza, a warto dodać, że mógł nie tylko umieścić futbolówkę w dowolnej części bramki, ale także oddać ją jeszcze lepiej ustawionym partnerom. Na próby Barcelony odpowiedział Mathieu i trzeba przyznać, że jego riposta była konkretna. Najpierw w 66. minucie groźnie uderzył zza pola karnego, a w kolejnej swojej akcji popisał się dokładnym dośrodkowanie w stronę Silvy i Barcelonę przed utratą bramki uchronił przytomnie interweniujący Valdés. Dwie akcje, w których bohaterem był Mathieu przedzieliła jeszcze zaskakująca próba Pablo Hernandeza, który przymierzył ze środka boiska zmuszając Victora do kolejnej interwencji.
Obok ciekawych akcji z obu stron mogliśmy również podziwiać jak zgrabnie pan Alfonso Pérez Burrull prezentuje kolejnym graczom żółte kartki. Pokazał ich w sumie w ciągu 45 minut aż siedem, podczas gdy pierwszej połowie do swojej kieszonki z ‘nagrodami' nie sięgnął ani razu. W pojedynku na kartki ‘lepsi' byli gospodarze zwyciężając 5:2.
Jak się nie ma, co się lubi...
...to się lubi, co się ma. A przynajmniej szanuje. I z takim nastawieniem przystąpili do końcowej fazy spotkania zawodnicy obu zespołów. Obie drużyny atakowały mniejszą liczbą zawodników i bardziej czyhały na błędy przeciwnika. Swoją szansę miał jeden z najlepszych w szeregach Barcelony, w przekroju całego spotkania Iniesta, ale po indywidualnej akcji nie zdołał umieścić piłki w bramce.
Barcelona ostatecznie wywiozła cenny punkt z Walencji. Jego wartość jest tym większa, że rywal zaprezentował naprawdę ciekawy futbol i stworzył sobie kilka dogodnych okazji, by pokonać gości z Katalonii. Można się zastanawiać dlaczego nie zagrał Ibrahimović. Może lekka kontuzja? Może przemęczenie? A może kara Pepa za to, że Szwed postanowił się zabawić po wygranym spotkaniu reprezentacji? Nie będziemy w to jednak wnikać przynajmniej do czasu, w którym jego absencję powiąże z tym zdarzeniem katalońska prasa. Najważniejszy niech pozostanie fakt, że dzięki ciężko wywalczonemu remisowi, lider pozostał w Barcelonie.
Valencia: Cesar, Bruno, D. Navarro, Dealbert, Bruno, Banega, Albelda (Maduro, 89'), P. Hernandez, Silva (Baraja, 90'), Mathieu (Miku, 71'), Mata.
Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Puyol, Abidal, Xavi (Busquets, 80'), Touré, Keita, Pedro (Bojan, 77'), Messi, Iniesta.
Arbiter: Alfonso Pérez Burrull.
Żółte kartki: Silva (52'), Banega (62'), Albelda (68'), Navarro (72'), Miguel (86') oraz Piqué (78'), Alves (94').
Oczekiwania wobec pojedynku Valencii z Barceloną zawsze są ogromne. Oba zespoły przyzwyczaiły kibiców do widowisk obfitujących w bramki i efektowne akcje. Tym razem, pomimo osłabień formacji ofensywnych miało być podobnie.
Ofensywa Valencii
Już od początku spotkania dało się zauważyć, że gospodarze chcą dokonać czegoś, co nie często przeciwnikom Barcelony w ogóle przychodzi do głowy, czyli zabrać Katalończykom piłkę. O ile w większości przypadków takie pomysły kończą się szybkim 3:0, to tym razem efekty były cokolwiek zaskakujące. Valencia grała piłką, a jedenastka delegowana do gry przez Guardiolę jedynie przyglądała się szybko wymieniającym futbolówkę przeciwnikom.
Licznie zgromadzeni na Mestalla kibice na efekty takiej gry nie musieli długo czekać i jedyne na co mogli narzekać to brak skuteczności ich ulubieńców. Już w 2. minucie świetne podanie otrzymał Pablo Hernández, ale będąc sam na sam z bramkarzem zdołał tylko dokładnie, acz silnie trafić piłką w Valdésa. Minutę później to Barcelona znalazła się w polu karnym przeciwnika, a konkretnie nieporadnie interweniujących obrońców Valencii starał się oszukać Keita. Bramka jednak nie padła, a Barcelona zdołała jeszcze za sprawą Iniesty postraszyć trochę gospodarzy, nim piłka wróciła w posiadanie drużyny zdecydowanie lepszej w pierwszej części spotkania. Wciąż bardzo aktywny na prawym skrzydle był Pablo, który postanowił sprawdzić, czy obrońcy Barcelony z Abidalem na czele nie mają przypadkiem problemów ze zwrotnością. Młody skrzydłowy w 5. minucie wszedł tanecznym krokiem w pole karne i dokładnie dośrodkował na głowę Maty, któremu, co trudno uznać za niespodziankę, zabrakło kilku centymetrów by groźnie uderzyć. Później, tak dla równowagi, na lewym skrzydle z obrońcami Barcelony zatańczył Silva, ale i tym razem skończyło się jedynie na strachu. Następnie między 20. a 30. minutą spotkania mieliśmy przyjemność oglądać kolejne akcje trójki napastników Valencii. Najpierw na drodze goniącego piłkę zmierzającą w pole karne Maty, stanął Valdés, a kilka chwil później Silva groźnie uderzył z kilkunastu metrów po dośrodkowaniu Miguela. Koledze najwyraźniej pozazdrościł Mata, ale jego strzał długo pamiętać będą jedynie kibice siedzący za bramką Valdésa. Na koniec tego dziesięciominutowego pokazu Pablo Hernández zagrał świetną piłkę w stronę byłego zawodnika Realu Madryt, ale na szczęście w porę interweniował Abidal.
Około 35. minuty zawodnicy Valencii jakby opadli z sił. Nie wpłynęło to jednak zbawiennie na postawę Barcelony. Widowisko po prostu straciło na atrakcyjności, a gra toczyła się głównie w środku pola. Zanim tak się stało, ciekawą akcję przeprowadził Alves, świetnie dograł w pole karne do Iniesty, ale Hiszpan nie zdołał pokonać Cesara. Całkowicie niewidoczny w pierwszej połowie był Messi, a równie bezbarwnie prezentował się Pedro. Xavi i Keita, którzy wraz z Touré mieli zapewnić płynność w rozgrywaniu piłki, często notowali straty. Trudno było w takiej sytuacji oczekiwać ciekawych akcji w wykonaniu Barcelony i tylko, dzięki dobrej postawie formacji obronnej i nieskuteczności napastników Valencii, goście mogli schodzić do szatni przy bezbramkowym remisie.
Obiecujący początek drugiej połowy
To czego brakowało w grze Barcelony w pierwszej połowie, pojawiło się nagle w drugiej części spotkania. Mimo pressingu Valencii podopieczni Guardioli zdołali utrzymać się dłużej przy piłce i wydawało się, że łapią odpowiedni rytm gry. Spora w tym zasługa Iniesty i Messiego, którzy częściej schodzili do środka robiąc przewagę w tej strefie boiska. Dobrze prezentował się zwłaszcza ten pierwszy, którego gracze Valencii co kilka minut powstrzymywali faulem. W 47. minucie spotkania na pierwszy strzał w meczu zdecydował się Messi ale piłka przeleciała obok słupka. Kwadrans później znów spróbował pokonać Cesara uderzeniem z dystansu, jednak trafił wprost w bramkarza. Nie minęło pięć minut i goście stworzyli sobie chyba najdogodniejszą okazję do zdobycia bramki. Piłka trafiła do ustawionego w polu karnym Pedro, a ten w znakomitej sytuacji zdołał jedynie uderzyć prosto w bramkarza, a warto dodać, że mógł nie tylko umieścić futbolówkę w dowolnej części bramki, ale także oddać ją jeszcze lepiej ustawionym partnerom. Na próby Barcelony odpowiedział Mathieu i trzeba przyznać, że jego riposta była konkretna. Najpierw w 66. minucie groźnie uderzył zza pola karnego, a w kolejnej swojej akcji popisał się dokładnym dośrodkowanie w stronę Silvy i Barcelonę przed utratą bramki uchronił przytomnie interweniujący Valdés. Dwie akcje, w których bohaterem był Mathieu przedzieliła jeszcze zaskakująca próba Pablo Hernandeza, który przymierzył ze środka boiska zmuszając Victora do kolejnej interwencji.
Obok ciekawych akcji z obu stron mogliśmy również podziwiać jak zgrabnie pan Alfonso Pérez Burrull prezentuje kolejnym graczom żółte kartki. Pokazał ich w sumie w ciągu 45 minut aż siedem, podczas gdy pierwszej połowie do swojej kieszonki z ‘nagrodami' nie sięgnął ani razu. W pojedynku na kartki ‘lepsi' byli gospodarze zwyciężając 5:2.
Jak się nie ma, co się lubi...
...to się lubi, co się ma. A przynajmniej szanuje. I z takim nastawieniem przystąpili do końcowej fazy spotkania zawodnicy obu zespołów. Obie drużyny atakowały mniejszą liczbą zawodników i bardziej czyhały na błędy przeciwnika. Swoją szansę miał jeden z najlepszych w szeregach Barcelony, w przekroju całego spotkania Iniesta, ale po indywidualnej akcji nie zdołał umieścić piłki w bramce.
Barcelona ostatecznie wywiozła cenny punkt z Walencji. Jego wartość jest tym większa, że rywal zaprezentował naprawdę ciekawy futbol i stworzył sobie kilka dogodnych okazji, by pokonać gości z Katalonii. Można się zastanawiać dlaczego nie zagrał Ibrahimović. Może lekka kontuzja? Może przemęczenie? A może kara Pepa za to, że Szwed postanowił się zabawić po wygranym spotkaniu reprezentacji? Nie będziemy w to jednak wnikać przynajmniej do czasu, w którym jego absencję powiąże z tym zdarzeniem katalońska prasa. Najważniejszy niech pozostanie fakt, że dzięki ciężko wywalczonemu remisowi, lider pozostał w Barcelonie.
Valencia: Cesar, Bruno, D. Navarro, Dealbert, Bruno, Banega, Albelda (Maduro, 89'), P. Hernandez, Silva (Baraja, 90'), Mathieu (Miku, 71'), Mata.
Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Puyol, Abidal, Xavi (Busquets, 80'), Touré, Keita, Pedro (Bojan, 77'), Messi, Iniesta.
Arbiter: Alfonso Pérez Burrull.
Żółte kartki: Silva (52'), Banega (62'), Albelda (68'), Navarro (72'), Miguel (86') oraz Piqué (78'), Alves (94').
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (391)