Uwaga na biel
Co tu owijać w bawełnę? FC Barcelona jest bezsprzecznie najlepszym klubem Europy. Do wypełnienia i tak już multipucharowej kolekcji, brakuje tylko wygranej w Klubowym Pucharze Świata. Poza tym futbol, który prezentuje Blaugrana jest unikatowy, niecodzienny, niespotykany. Można pokusić się o stwierdzenie, że Duma Katalonii jest prawdziwą perłą w koronie obecnego futbolu. Zachwycają się niemal wszyscy, począwszy od znawców, przez koneserów, a kończąc na zwykłych kibicach. Ja również wśród tych osób się znajduję, co nie zmienia faktu, że warto się nad pewnymi sprawami zastanowić...
Czytając wstęp, najprawdopodobniej myślicie, drodzy culés, iż tekst ten jest swojego rodzaju peanem pochwalnym na cześć Blaugrana. Źle myślicie. Czas na pochwały i zachwyty minął wraz z poprzednim sezonem, a dobre cenzurki za udane spotkania nie mają większej wartości w perspektywie ogromu meczów, jakie czekają Barcelonę. Nieuczciwie jednak byłoby całkowicie przemilczeć wspaniały początek sezonu zwłaszcza, że, jak zaznacza kataloński Sport, obecna inauguracja jest najlepsza pod względem liczby strzelonych bramek, aż od 1957 roku. A więc wielkie brawa.
Jeśli chodzi o samą La Liga, to po rozegranych już czterech kolejkach nie sposób odnieść wrażenia, iż będzie to niesamowicie jednoznaczny sezon, zdominowany przez bezwzględny klubowy duopol: FC Barcelonę i Real Madryt. Wiele jest zachwytów nad grą Blaugrana, ale to, co robią Blancos zdecydowanie zasługuje na słowa uznania. Mimo że w stolicy wymieniono pół składu i zastanawiano się nad tym, co prezentować będzie nowa drużyna, to nic nie zapowiada możliwości rychłej utraty punktów. Brak zgrania, który miał być słabością, wcale nie powoduje gorszych wyników. A ławka u "Królewskich" szeroka i bez wątpienia czas gra na ich korzyść. Im więcej Kaká, Ronaldo i spółka będą ze sobą trenować tym lepiej będzie wyglądała gra Realu.
Pamiętam, że przed rozpoczęciem sezonu pojawiały się podzielone głosy ekspertów na temat faworyta do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii. Zwolennicy Barcelony przytaczali całkiem sensowny argument o braku zgrania, zaś problem ten bagatelizowali prognostycy sukcesu Blancos, podkreślając klasę sprowadzonych zawodników. Jak na razie rację mają i jedni i drudzy. Barcelona zachwyca kolektywem i pięknem gry, a Real, pomimo początkowej fazy budowy drużyny, po prostu wygrywa. Jak będzie dalej? Czas pokaże. Mam tylko nadzieję, że długa ławka naszego rywala nie okaże się atutem w rywalizacji w tym sezonie. Zwłaszcza, że drużyna "drugiej odsłony galaktycznej" ma w terminarzu mniej spotkań.
Na koniec małe ostrzeżenie. Nie da się ukryć, że Real Madryt ma drużynę zdolną wygrać ligę, zwłaszcza że wydaje się, iż jedynym rywalem, który może mu w tym przeszkodzić jest dominująca Barcelona. Poza dwoma gigantami nie ma w Hiszpanii drużyn, które podjęłyby walkę o tytuł. W XXI wieku tylko Valencii udało się pokrzyżować szyki faworytom. Nie bądźmy zatem zaskoczeni, jeśli faktycznie Blancos sięgną po mistrzostwo. Miejmy w sobie pokorę, aby odpowiednio reagować na każdą sytuację podczas długiego i wyczerpującego sezonu. Nawet na porażkę.
/fot. sport.es/
Czytając wstęp, najprawdopodobniej myślicie, drodzy culés, iż tekst ten jest swojego rodzaju peanem pochwalnym na cześć Blaugrana. Źle myślicie. Czas na pochwały i zachwyty minął wraz z poprzednim sezonem, a dobre cenzurki za udane spotkania nie mają większej wartości w perspektywie ogromu meczów, jakie czekają Barcelonę. Nieuczciwie jednak byłoby całkowicie przemilczeć wspaniały początek sezonu zwłaszcza, że, jak zaznacza kataloński Sport, obecna inauguracja jest najlepsza pod względem liczby strzelonych bramek, aż od 1957 roku. A więc wielkie brawa.
Jeśli chodzi o samą La Liga, to po rozegranych już czterech kolejkach nie sposób odnieść wrażenia, iż będzie to niesamowicie jednoznaczny sezon, zdominowany przez bezwzględny klubowy duopol: FC Barcelonę i Real Madryt. Wiele jest zachwytów nad grą Blaugrana, ale to, co robią Blancos zdecydowanie zasługuje na słowa uznania. Mimo że w stolicy wymieniono pół składu i zastanawiano się nad tym, co prezentować będzie nowa drużyna, to nic nie zapowiada możliwości rychłej utraty punktów. Brak zgrania, który miał być słabością, wcale nie powoduje gorszych wyników. A ławka u "Królewskich" szeroka i bez wątpienia czas gra na ich korzyść. Im więcej Kaká, Ronaldo i spółka będą ze sobą trenować tym lepiej będzie wyglądała gra Realu.
Pamiętam, że przed rozpoczęciem sezonu pojawiały się podzielone głosy ekspertów na temat faworyta do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii. Zwolennicy Barcelony przytaczali całkiem sensowny argument o braku zgrania, zaś problem ten bagatelizowali prognostycy sukcesu Blancos, podkreślając klasę sprowadzonych zawodników. Jak na razie rację mają i jedni i drudzy. Barcelona zachwyca kolektywem i pięknem gry, a Real, pomimo początkowej fazy budowy drużyny, po prostu wygrywa. Jak będzie dalej? Czas pokaże. Mam tylko nadzieję, że długa ławka naszego rywala nie okaże się atutem w rywalizacji w tym sezonie. Zwłaszcza, że drużyna "drugiej odsłony galaktycznej" ma w terminarzu mniej spotkań.
Na koniec małe ostrzeżenie. Nie da się ukryć, że Real Madryt ma drużynę zdolną wygrać ligę, zwłaszcza że wydaje się, iż jedynym rywalem, który może mu w tym przeszkodzić jest dominująca Barcelona. Poza dwoma gigantami nie ma w Hiszpanii drużyn, które podjęłyby walkę o tytuł. W XXI wieku tylko Valencii udało się pokrzyżować szyki faworytom. Nie bądźmy zatem zaskoczeni, jeśli faktycznie Blancos sięgną po mistrzostwo. Miejmy w sobie pokorę, aby odpowiednio reagować na każdą sytuację podczas długiego i wyczerpującego sezonu. Nawet na porażkę.
/fot. sport.es/
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (73)