Eto'o dyktuje warunki
Wczoraj rano doszło do spotkania Josepa Marii Mesallesa, agenta Samuela Eto'o z Txikim Begiristainem w sprawie nowej umowy dla napastnika Barcelony. Panowie rozmawiali ponad godzinę.
Obydwie strony wiedzą, ze podobne spotkania są konieczne, szczególnie, iż w ostatnim czasie pojawiają się pogłoski o rzekomej wymianie Kameruńczyka za Zlatana Ibrahimovica lub Diego Forlána. Przyszłość Samuela Eto'o jest jednak wciąż niepewna, mimo iż zarówno piłkarz jak i klub przykładają do tej sprawy wielką wagę.
Sytuacja zasadniczo różni się od tej, która zaistniała ostatniego lata, kiedy to Pep Guardiola chciał sprzedać 27-letniego wówczas snajpera. Pozostanie Eto'o w stolicy Katalonii wyszło jednak zespołowi na dobre i trener jest bardzo zadowolony z postawy Eto'o oraz ilości strzelanych przez niego goli. Pep głośno wyraża swoje zadowolenie z pracy jaką wykonał zawodnik i postawy na boisku.
Teraz jest czas na rozmowy o przyszłości, gdyż kontrakt Samu wygasa w czerwcu 2010 roku, w związku z tym piłkarz już od 1 stycznia mógłby negocjować z innymi klubami. W przypadku gdyby Eto'o nie przedłużył umowy, Barcelona za 12 miesięcy FC Barcelona nie otrzyma za niego nawet jednego eurocenta. Jest to pierwszy z trzech kierunków w jakich może rozwinąć się ta sytuacja.
Druga możliwość to przedłużenie umowy z zawodnikiem. Joan Laporta chce podobno, aby Kameruńczyk pozostał w klubie jeszcze przez dwa lata. Prezydent powiedział wczoraj, że Barça na pewno nie dopuści do zdestabilizowania swojego budżetu. "Doktryna Laporty" w kwestiach ekonomicznych głosi, że nikt w Barcelonie nie będzie zarabiał więcej niż Messi. 8,4 miliona euro za sezon jest więc wartością graniczną. Samuel Eto'o na pewno nie będzie mógł zbliżyć się do tej magicznej kwoty.
Trzecią możliwością jest sprzedaż piłkarza w tym oknie transferowym. Barcelona nie jest jednak gotowa na to, aby opuścił ją jeden z najlepszych napastników świata. Za takiego gracza każda uzyskana cena wydaje się zbyt niska, a na piłkarz, prezentującego podobny poziom, trzeba będzie wydać krocie. Zmuszałoby to Barcelonę do bardzo skomplikowanych, i w sumie niepotrzebnych, operacji na rynku transferowym. I to w chwili kiedy wzmocnień potrzebują inne pozycje, a przecież konkurencja nie śpi.
Samuel Eto'o był w tym sezonie jednym z kluczowych elementów projektu Pepa Guardioli. Uzyskał 36 goli, oprócz tego wykazywał zimną krew w najważniejszych momentach. Wystarczy wspomnieć tylko bramki otwierające wynik meczu w rzymskim finale, czy też podczas grudniowych Gran Derbi (już nawet mimo to, iż wcześniej Kameruńczyk przestrzelił karnego). Poza tym stał się drugim zawodnikiem, który trafił do siatki w dwóch finałach Champions League. To pokazuje jego klasę.
Czwarta droga
Po czwartkowej kolacji, którą Laporta zjadł z Massimo Morattim, prezesem Interu, spekulacje transferowe jeszcze się wzmogły. Na topie jest teraz pogłoska o wymianie Eto'o za Zlatana Ibrahimovica. W rozpowszechnianiu takich informacji przoduje La Gazzetta dello Sport. Według włoskiego dziennika, Kameruńczyk zażyczył sobie astronomicznych pieniędzy za grę dla klubu z Mediolanu. Doniesienia mówią o 65 milionach Euro za 5 sezonów plus 15 milionów opłaty za samo podpisanie kontraktu.
Czy tego chcemy czy nie, Samuel Eto'o dyktuje w tym momencie warunki. Jeśli plotki o niebotycznych żądaniach Kameruńczyka wobec innych klubów są prawdą, to FC Barcelona po prostu tego zawodnika nie sprzeda. W tej sytuacji klub może albo podpisać nową umowę z zawodnikiem, albo pozwolić mu odejść w czerwcu 2010 roku... za darmo.
Sprawa jest więc wciąż otwarta i na pewno usłyszymy jeszcze niejedną pogłoskę na temat przyszłości wicekróla strzelców hiszpańskiej La Liga.
[źródło: Sport]
Obydwie strony wiedzą, ze podobne spotkania są konieczne, szczególnie, iż w ostatnim czasie pojawiają się pogłoski o rzekomej wymianie Kameruńczyka za Zlatana Ibrahimovica lub Diego Forlána. Przyszłość Samuela Eto'o jest jednak wciąż niepewna, mimo iż zarówno piłkarz jak i klub przykładają do tej sprawy wielką wagę.
Sytuacja zasadniczo różni się od tej, która zaistniała ostatniego lata, kiedy to Pep Guardiola chciał sprzedać 27-letniego wówczas snajpera. Pozostanie Eto'o w stolicy Katalonii wyszło jednak zespołowi na dobre i trener jest bardzo zadowolony z postawy Eto'o oraz ilości strzelanych przez niego goli. Pep głośno wyraża swoje zadowolenie z pracy jaką wykonał zawodnik i postawy na boisku.
Teraz jest czas na rozmowy o przyszłości, gdyż kontrakt Samu wygasa w czerwcu 2010 roku, w związku z tym piłkarz już od 1 stycznia mógłby negocjować z innymi klubami. W przypadku gdyby Eto'o nie przedłużył umowy, Barcelona za 12 miesięcy FC Barcelona nie otrzyma za niego nawet jednego eurocenta. Jest to pierwszy z trzech kierunków w jakich może rozwinąć się ta sytuacja.
Druga możliwość to przedłużenie umowy z zawodnikiem. Joan Laporta chce podobno, aby Kameruńczyk pozostał w klubie jeszcze przez dwa lata. Prezydent powiedział wczoraj, że Barça na pewno nie dopuści do zdestabilizowania swojego budżetu. "Doktryna Laporty" w kwestiach ekonomicznych głosi, że nikt w Barcelonie nie będzie zarabiał więcej niż Messi. 8,4 miliona euro za sezon jest więc wartością graniczną. Samuel Eto'o na pewno nie będzie mógł zbliżyć się do tej magicznej kwoty.
Trzecią możliwością jest sprzedaż piłkarza w tym oknie transferowym. Barcelona nie jest jednak gotowa na to, aby opuścił ją jeden z najlepszych napastników świata. Za takiego gracza każda uzyskana cena wydaje się zbyt niska, a na piłkarz, prezentującego podobny poziom, trzeba będzie wydać krocie. Zmuszałoby to Barcelonę do bardzo skomplikowanych, i w sumie niepotrzebnych, operacji na rynku transferowym. I to w chwili kiedy wzmocnień potrzebują inne pozycje, a przecież konkurencja nie śpi.
Samuel Eto'o był w tym sezonie jednym z kluczowych elementów projektu Pepa Guardioli. Uzyskał 36 goli, oprócz tego wykazywał zimną krew w najważniejszych momentach. Wystarczy wspomnieć tylko bramki otwierające wynik meczu w rzymskim finale, czy też podczas grudniowych Gran Derbi (już nawet mimo to, iż wcześniej Kameruńczyk przestrzelił karnego). Poza tym stał się drugim zawodnikiem, który trafił do siatki w dwóch finałach Champions League. To pokazuje jego klasę.
Czwarta droga
Po czwartkowej kolacji, którą Laporta zjadł z Massimo Morattim, prezesem Interu, spekulacje transferowe jeszcze się wzmogły. Na topie jest teraz pogłoska o wymianie Eto'o za Zlatana Ibrahimovica. W rozpowszechnianiu takich informacji przoduje La Gazzetta dello Sport. Według włoskiego dziennika, Kameruńczyk zażyczył sobie astronomicznych pieniędzy za grę dla klubu z Mediolanu. Doniesienia mówią o 65 milionach Euro za 5 sezonów plus 15 milionów opłaty za samo podpisanie kontraktu.
Czy tego chcemy czy nie, Samuel Eto'o dyktuje w tym momencie warunki. Jeśli plotki o niebotycznych żądaniach Kameruńczyka wobec innych klubów są prawdą, to FC Barcelona po prostu tego zawodnika nie sprzeda. W tej sytuacji klub może albo podpisać nową umowę z zawodnikiem, albo pozwolić mu odejść w czerwcu 2010 roku... za darmo.
Sprawa jest więc wciąż otwarta i na pewno usłyszymy jeszcze niejedną pogłoskę na temat przyszłości wicekróla strzelców hiszpańskiej La Liga.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (36)