Przed meczem Deportivo - Barcelona

M_k

30 maja 2009, 17:39

54 komentarze
W sobotę o 21:00 piłkarze FC Barcelona po raz ostatni wybiegną na boisko w ramach rozgrywek La Liga. Mecz z Deportivo La Coruna zakończy najlepszy sezon w historii klubu. Mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla i Puchar Mistrzów - powyższy bilans mówi wszystko. Zasadnicze pytanie brzmi: czy wobec skompletowania wszystkich tytułów, jest sens posyłać do Galicji pierwszy skład? Wbrew pozorom, są powody, dla których Guardiola może (ale nie musi) walczyć o wysokie zwycięstwo El Riazor.

Samuel Eto'o

Nasz najlepszy napastnik, pomimo dobrej skuteczności przez cały sezon, ostatnio nie może wrócić do swojej optymalnej dyspozycji. W meczach ligowych Samu marnuje jedną "setkę" za drugą, czym doprowadza do irytacji nawet swoich zagorzałych zwolenników. Bramka na Stadio Olimpico w jednej chwili sprawiła, że wszyscy zapomnieli o grzeszkach kameruńskiego piłkarza. Jednak od początku rozgrywek zanosiło się na Trofeo Pichichi... Samu zdarzało się zdobywać i 4 gole w jednym meczu. A teraz? Od 22 marca (bój z Malagą) trafił do siatki zaledwie 6 razy. Dla porównania, jego największy konkurent do korony króla strzelców, Diego Forlan, uczynił to 12 razy. W zeszłej kolejce uzyskał hat-tricka, co pozwoliło mu wyjść na prowadzenie w zestawieniu snajperów.

31 - Forlan i 29 - Eto'o - tak w tej chwili wygląda czołówka tej klasyfikacji. Samu musiałby trafić do siatki co najmniej dwa razy, aby podzielić się z piłkarzem Atletico tytułem Pichichi. Zakładając oczywiście, że Urugwajczyk nic nie strzeli... Rywal stołecznych to Almeria, która nie walczy już o nic. Z kolei Los Rojiblancos będą bronić się przed atakiem Villarrealu na 4. pozycję w tabeli. Czyste konto Forlana jest więc raczej mało prawdopodobne.

Rekordy, rekordy

107 goli w 38 meczach La Liga - tyle uzyskał Real Madryt na przełomie lat 80. i 90., i jak dotąd jest to najlepszy wynik w historii. Do rekordu Johna Toshacka i jego ekipy FC Barcelona zbliżyła się już na odległość 3 bramek. Zimą Barça rozgromiła u siebie Depor aż 5:0. Teraz musi strzelić 4 gole, aby wygrać tę korespondencyjną, tabelkowo-statystyczną rywalizację z odwiecznym rywalem.

Przeanalizujmy mecze Barçy poza swoim boiskiem w rozgrywkach ligowych 2008/09. Wysokie zwycięstwa (4 gole i więcej) to odpowiednio: Sporting Gijon (6:1), Malaga (4:1) i Real Madryt (6:2). Wszystkie te spotkania Barça grała w najmocniejszym zestawieniu (Xavi, Messi, Alves etc.). Średnia Blaugrany na cudzym terenie wynosi 2,38 gola na mecz. Wiemy, że Guardiola nie zabrał do Galicji Messiego i Alvesa, a reszta pierwszego składu jest pewnie tak wypompowana, że już na samą wzmiankę o biciu jakichś rekordów reaguje leniwym śmiechem.

Walka o ogień

Jeżeli Deportivo wygra z Barceloną, a Valencia przegra z Athletic, w Lidze Europejskiej wystąpią piłkarze z La Corunii. Galijczycy mają więc o co się bić. Tym bardziej, że Nietoperze, po wspaniałej passie, grają teraz w kratkę. Od remisu 2:2 z Barceloną (25 kwietnia) zanotowali 3 porażki i jedną wygraną. Ogólnie, Valencia potrafi przegrywać z z absolutnymi "ogórami" (0:3 z Valladolid u siebie), aby później zwyciężać Sevillę i sprawiać duże kłopoty Blaugranie w decydującej fazie sezonu. Słowem - zespół dość nieobliczalny. Nieprzewidywalność to także cecha narodowa Basków. Niewielka szansa na porażkę Los Ches, otwierającą Deportivo furtkę do pucharów jednak istnieje.

Można powiedzieć, że Deportivo w pewnym stopniu zasłużyło sobie na występy w rozgrywkach europejskich. Przegrało z zespołami, z którymi musiało polec (Atletico, Barça, Sevilla), wygrało z tymi, z którymi wygrywać należało (Huelva, Numancia, Almeria etc.). Zanotowało nawet kilka świetnych zwycięstw (2:1 z Realem, 3:0 z Villarrealem). Niestety nie obyło się też bez wpadek ze słabszymi (np. dwie porażki z Gijon). Na razie to za mało, aby zmieścić się w premiowanej szóstce. Teraz podopieczni Miguela Angela Lotiny będą chcieli dać z siebie wszystko, aby zagrać w Lidze Europejskiej. Nie bez znaczenia jest także chęć rewanżu za styczniową klęskę na Camp Nou.

Co my o tym wszystkim myślimy?

Bicie jakichś drugorzędnych rekordów po zdobyciu potrójnej korony to zupełna bzdura. Nie ma sensu narażać przemęczonych organizmów do takich celów. No chyba, że zawodnicy tak bardzo chcą okazać się lepsi od Realu w jeszcze jednej klasyfikacji... Albo postanowili pomóc Samuelowi Eto'o w zdobyciu Pichichi w podzięce za bramkę w Rzymie. Jakkolwiek by nie było, życzymy Blaugranie zwycięstwa (jak zawsze) na Estadio Municipal de Riazor, choć nie jest ono nikomu potrzebne do szczęścia. Byle tylko wrócić do domu w zdrowiu i już będzie dobrze.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (54)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze