Przed meczem Valencia - Barcelona

M_k

25 kwietnia 2009, 01:26

49 komentarzy
Jesteśmy w trakcie wspinaczki na tzw. "Everest". Ten zgrabny termin, ukuty przez dziennikarzy, oznacza serię spotkań z najsilniejszymi ekipami. W tym sezonie każdy klub przechodził lub właśnie przechodzi podobną gehennę dwa razy. Terminarz jest tak ustawiony, że cała "góra" tabeli niemal jednocześnie rozgrywa ze sobą mecze. W rundzie jesiennej, gdy zespoły są jeszcze wypoczęte, w zasadzie nie czyni im to różnicy. Lecz przełom kwietnia i maja zawsze jest czasem, gdy zapadają decydujące rozstrzygnięcia na europejskich arenach. A może założono, że w tym sezonie żadna drużyna z La Liga nie zabrnie daleko w tych rozgrywkach? Motywy kierujące ludźmi odpowiedzialnymi za kalendarz pozostaną dla nas zagadką. Jednak ustawianie meczów całej czołówki na koniec sezonu to strzelanie sobie w stopę przez działaczy LFP.

W środę Barça ponownie przystąpiła do ataku na Czomolungmę. Na pierwszym odcinku podjęła u siebie Sevillę, którą następnie rozbiła czterema golami. Żadne to zaskoczenie, Katalończycy mają bowiem wyjątkowe upodobanie do rozgramiania rywali na Camp Nou. Terminarz mówi, że wypada nam teraz wyjazdowe spotkanie na Mestalla. W grudniu Valencia wyjechała z Barcelony z przegraną 0:4.

Nietoperze mają za sobą bardzo udany kwiecień. Wygrali 4 mecze, w których zdobyli aż 12 bramek, tracąc przy tym 5. O ile zwycięstwa nad Getafe, Sportingiem czy Betisem mogą przejść bez echa, to wygrana z Sevillą 3:1 musi robić wrażenie. Szczególnie, iż te zespoły walczą obecnie o trzecią lokatę w lidze. Biorąc pod uwagę mecze u siebie, w przekroju całego sezonu Valencia odnotowała 10 zwycięstw, 3 remisy i 3 porażki. Daje jej to pozycję zaraz za Barceloną i Realem, jeśliby ułożyć tabelę uwzględniającą tylko mecze na własnym boisku.

Jak zespół Emery'ego prezentuje się w pojedynkach z najlepszymi? Z Sevillą zremisował 0:0 i następnie wygrał 3:1. Andaluzyjczycy zrewanżowali się jednak w Pucharze Króla, gdzie wyniki 2:3 i 2:1 wystarczyły, aby wyeliminować Valencię. Patrząc na inne mecze z czołówką, widzimy, że Los Ches przegrali z Realem Madryt 0:1, zremisowali z Villarreal 3:3 i pokonali Atletico 3:1. Swój występ w Pucharze UEFA 2008/2009 Nietoperze zakończyły na 1/16 finału, ulegając drużynie Dynama Kijów (1:1, 2:2 na Mestalla).

Niekwestionowaną gwiazdą Valencii jest David Villa. Napastnik reprezentacji Hiszpanii zdobył w lidze już 25 goli i cały czas goni w klasyfikacji strzelców Samuela Eto'o, mającego tylko o dwa trafienia więcej. Na Estadio Mestalla spotkają się zatem dwaj najlepsi snajperzy ligi. Inna podporę zespołu Emery'ego stanowi David Silva. Z racji swoich nieprzeciętnych umiejętności, ten 22-letni skrzydłowy był niedawno łączony z Barceloną, która, jak wiadomo, szuka wartościowych zawodników na tę pozycję. Trener Los Ches ma do dyspozycji właściwie cały skład. Jedynymi poważnymi ubytkami w ekipie z Walencji są David Albelda i Joaquín.

FC Barcelona również ma za sobą świetną passę. Ze szczegółowymi statystykami dotyczącymi tego sezonu możemy zapoznać się tu. Ostatnio drużyna pokonała w dobrym stylu Sevillę. Co najważniejsze, uczyniła to z Messim i Puyolem na ławce. Padł mit Barçy jako drużyny uzależnionej od dyspozycji fenomenalnego Argentyńczyka. Leo miał niewielkie kłopoty natury żołądkowej, ale teraz wszystko wydaje się być w porządku. Znamy już nazwiska piłkarzy, spośród których Guardiola wybierze jedenastkę na nadchodzący mecz. Jak widzimy, głębokie rezerwy w postaci Pedro i Sancheza poszły już w odstawkę. Natomiast Martin Caceres nie wyleczył jeszcze gardła.

Czuć już w powietrzu zbliżające się Gran Derbi. Z przyjemnością czyta się zabawne riposty naszego trenera na insynuacje płynące z Madrytu. Podobno tamtejsi żurnaliści umyślili sobie, że w La Liga zawiązał się spisek przeciwko Realowi. "Przejrzeli nas!" - mówił ironicznie Pep na konferencji prasowej. Z kolei Juande Ramos wysunął przypuszczenie, jakoby Los Blancos mieli w sobie większego ducha walki aniżeli Blaugrana. "Może i tak, ale skąd mogą wiedzieć jak jest u nas?" - pytał z politowaniem Guardiola. Szkoleniowiec Barçy chyba jednak nie docenił charakteru drzemiącego w piłkarzach z Bernabeu. Już Pepe w meczu z Getafe udowodnił, że Królewskim duch walki jest nieobcy. Z takim duchem zawodnikom Realu niestraszne nawet zawody K1 czy UFC.

Sport wyliczył wczoraj, że gdyby Barça wygrała na Mestalla, a Real przegrał z Sevillą, to zwycięstwo za tydzień w Madrycie dałoby Barcelonie mistrzostwo Hiszpanii. Abstrahując już od względów emocjonalnych, z którymi wiąże się świętowanie tytułu na Bernabeu, dla dalszej części sezonu dobrze byłoby, aby rozstrzygnięcia zapadły jak najszybciej. Lecz zanim zacznie się liczyć na potknięcie rywala, najpierw samemu trzeba wykonać swoją pracę.

Na mecz Valencia - Barcelona zapraszamy już dziś. Spotkanie na Mestalla rozpocznie się o 22.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (49)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze