Za kulisami: DJ Piqué
Początkowo niektórzy nie wiedzieli, skąd pochodzi muzyka, ale sprawa szybko się wyjaśniła. Sprawcą zdarzenia był oczywiście Gerard Piqué, który siedział w tylnej części samolotu i z pomocą jednej ze stewardess bawił się w didżeja. Na pokładzie rozległy się oklaski dla obrońcy, który później uraczył podróżnych wersją "Bacalao" pochodzącą z dyskoteki "Pont Aeri". Była to gwałtowna i ważna zmiana muzyki przed lądowaniem na El Prat. Śmiejącym się kolegom Gerarda towarzyszył wyraz niedowierzania na twarzach starszych podróżnych, którzy nie rozpoznali jeszcze muzyki włączonej przez 22-letniego piłkarza. To, co zrobił Piqué, świadczy o dobrej atmosferze w zespole.
Wygrana z Almerią (0:2) sprawiła, że w czasie powrotu do Barcelony piłkarze byli rozluźnieni. Do Katalonii wrócili zadowoleni i z uśmiechem na twarzach. Cel został osiągnięty.
Na lotnisku w Almerii zawodnicy musieli unikać zgromadzonych fanów. Poza tym, trzeba było czekać na wejście na pokład samolotu. Piłkarze byli podzieleni na grupy, większość udawała "rozmowy - telefoniczne - z - nie - wiadomo - kim". Jak zwykle Piqué zajął się rozdawaniem słodyczy (były to jajka z niespodzianką Kinder). Tym razem nie udało mu się znaleźć Ferrero - Rocher, do którego wszyscy podróżni byli przyzwyczajeni. Obrońca, który miał problem z automatem, musiał prosić o pomoc pracowników lotniska. Pinto czytał w odosobnieniu gazetę, Messi usiadł obok swojego przyjaciela Sylvinho, a Alves wyjaśniał, że mecz był wymagający pod względem fizycznym. Argentyńczyk podwinął spodnie i dla wygody zdjął skarpetki. Bohater wczorajszego meczu, Bojan, rozdawał autografy pracownikom lotniska.
Z powodu kontroli antydopingowej Valdés i Xavi przybyli jako ostatni. Kiedy wydawało się, że wszystko jest już gotowe do startu, nadeszło najgorsze. Trzeba było czekać 45 minut na specjalny dokument, bez którego samolot nie może wystartować. W końcu, po pierwszej nad ranem, drużyna wyruszyła do Barcelony. Na El Prat przybyła o godzinie 2.15.
[źródło: Sport]
Komentarze (50)