Miłość po kameruńsku
Nie tak dawno jeszcze byliśmy świadkami, jak Samuel Eto'o na pytania o przedłużenie swojego pobytu w FC Barcelonie robił marsowe miny i udzielał filozoficznych odpowiedzi na temat niezbadanej natury przyszłości. Kameruńczyk odgrywał całą komedię ochów i achów w kwestii swojego rozdarcia pomiędzy Katalonią a Balearami. Bo przecież serce, jak sam powiedział, ma w Mallorce, w Barcelonie jest "tylko zatrudniony", a tak w ogóle to marzy mu się gra w... Olympique Marsylia.
W międzyczasie dużo się wydarzyło, Barcelona zanotowała zniżkę formy, El Tridente nie strzela już bramek na zawołanie, a w Lidze Mistrzów zespół ledwo zremisował z Lyonem. Przy okazji wizyty ekipy bordowo-granatowych nad Rodanem wiele mówiło się o ewentualnym przejściu Karima Benzemy na Camp Nou. Co więcej, podczas uroczystego obiadu z włodarzami Olympique, Laporta otrzymał podobno informację, że w sprawie młodego Francuza tamtejszy klub jak na razie nie dostał żadnych konkretnych propozycji. Nikt nie wątpi, że Benzema i tak wkrótce opuści Lyon, w związku gazety zaczęły spekulować na temat domniemanej przeprowadzki napastnika do Barcelony.
Wtedy właśnie błyskawicznie zareagowała nasza "Czarna Perła". W programie "La Ronda", emitowanym przez Canal Català, Kameruńczyk wygłosił monolog na temat jego przywiązania do Barçy. "Jestem szczęśliwy i zadowolony. Nie rozumiem. Dlaczego miałbym odchodzić?" - pytał retorycznie zawodnik - "Pragnę grać w Barcelonie dopóki pozwolą mi siły". Tę wzruszającą deklarację Samu okrasił jeszcze, standardowym dla niego, odrzuceniem wszystkich spekulacji dotyczących przejścia do Madrytu. Uzasadnił tym, że podobno "nie chce zranić uczuć Cules". Tak, jakby w całej Hiszpanii nikt nie znał prawdziwych powodów niechęci Eto'o do Los Blancos.
Skąd ta nagła ekspresja uczuć ze strony napastnika Barcelony? Przecież zaledwie kilka dni przed meczem z Lyonem, Kameruńczyk stwierdził tajemniczo, że podjął już decyzję co do swojej przyszłości, lecz "na razie jej nie ujawni". Mamy rozumieć, iż porażka z Espanyolem była tym, co skłoniło Eto'o do tak płomiennych deklaracji? Albo, że remis z Lyonem to tak doniosłe wydarzenie w jego karierze, iż właśnie po nim poczuł wyjątkową jedność z zespołem i zdecydował się obwieścić światu dobrą nowinę? Jaka jest prawda?
Być może Samuel po prostu poczuł, że miarka powoli się przebiera i jeśli nie on, to kto inny będzie w Barcelonie pełnił zaszczytną rolę środkowego napastnika. W obecnym składzie jest przynajmniej dwóch chętnych na tę pozycję, a klub taki jak Barça stać na nawet najbardziej spektakularne hity transferowe. Zresztą, powiedzmy sobie wprost - gdzie będzie mu lepiej niż w Katalonii? Od początku swojego pobytu na Camp Nou Kameruńczykowi uchodziły płazem takie fochy, za jakie w każdej normalnej ekipie, w trybie natychmiastowym wylądowałby na miesięcznym "urlopie" w rezerwach. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie scenę, w której Wayne Rooney odmawia Fergusonowi wyjścia na boisko? Albo, że Frank Lampard rozpowiada gazetom, że w jego klubie są "złe osoby mające nieczyste intencje", jak robił to Kameruńczyk w czasach Rijkaarda? Odpowiedź na te pytania brzmi "nie".
Tym zapewne należy tłumaczyć nagłą zmianę frontu przez Eto'o. Zawodnik stroszył groźnie piórka i robił buńczuczne miny. Wystarczyło jednak, żeby Joan Laporta poszedł na obiad z prezesem Lyonu, aby "Czarna Perła" nagle oprzytomniała. Do Samuela dotarło najwyraźniej, że klub wcale nie zamierza błagać go na klęczkach o nowy kontrakt. Jeżeli nie spokornieje, będzie musiał niedługo przystosować się do innych warunków klimatycznych. Być może będą to angielskie deszcze, a może lombardzka mgła. Nie mówiąc już o problemach logistycznych z przetransportowaniem 17 samochodów w inny zakątek Europy.
[źródło: Własne]
W międzyczasie dużo się wydarzyło, Barcelona zanotowała zniżkę formy, El Tridente nie strzela już bramek na zawołanie, a w Lidze Mistrzów zespół ledwo zremisował z Lyonem. Przy okazji wizyty ekipy bordowo-granatowych nad Rodanem wiele mówiło się o ewentualnym przejściu Karima Benzemy na Camp Nou. Co więcej, podczas uroczystego obiadu z włodarzami Olympique, Laporta otrzymał podobno informację, że w sprawie młodego Francuza tamtejszy klub jak na razie nie dostał żadnych konkretnych propozycji. Nikt nie wątpi, że Benzema i tak wkrótce opuści Lyon, w związku gazety zaczęły spekulować na temat domniemanej przeprowadzki napastnika do Barcelony.
Wtedy właśnie błyskawicznie zareagowała nasza "Czarna Perła". W programie "La Ronda", emitowanym przez Canal Català, Kameruńczyk wygłosił monolog na temat jego przywiązania do Barçy. "Jestem szczęśliwy i zadowolony. Nie rozumiem. Dlaczego miałbym odchodzić?" - pytał retorycznie zawodnik - "Pragnę grać w Barcelonie dopóki pozwolą mi siły". Tę wzruszającą deklarację Samu okrasił jeszcze, standardowym dla niego, odrzuceniem wszystkich spekulacji dotyczących przejścia do Madrytu. Uzasadnił tym, że podobno "nie chce zranić uczuć Cules". Tak, jakby w całej Hiszpanii nikt nie znał prawdziwych powodów niechęci Eto'o do Los Blancos.
Skąd ta nagła ekspresja uczuć ze strony napastnika Barcelony? Przecież zaledwie kilka dni przed meczem z Lyonem, Kameruńczyk stwierdził tajemniczo, że podjął już decyzję co do swojej przyszłości, lecz "na razie jej nie ujawni". Mamy rozumieć, iż porażka z Espanyolem była tym, co skłoniło Eto'o do tak płomiennych deklaracji? Albo, że remis z Lyonem to tak doniosłe wydarzenie w jego karierze, iż właśnie po nim poczuł wyjątkową jedność z zespołem i zdecydował się obwieścić światu dobrą nowinę? Jaka jest prawda?
Być może Samuel po prostu poczuł, że miarka powoli się przebiera i jeśli nie on, to kto inny będzie w Barcelonie pełnił zaszczytną rolę środkowego napastnika. W obecnym składzie jest przynajmniej dwóch chętnych na tę pozycję, a klub taki jak Barça stać na nawet najbardziej spektakularne hity transferowe. Zresztą, powiedzmy sobie wprost - gdzie będzie mu lepiej niż w Katalonii? Od początku swojego pobytu na Camp Nou Kameruńczykowi uchodziły płazem takie fochy, za jakie w każdej normalnej ekipie, w trybie natychmiastowym wylądowałby na miesięcznym "urlopie" w rezerwach. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie scenę, w której Wayne Rooney odmawia Fergusonowi wyjścia na boisko? Albo, że Frank Lampard rozpowiada gazetom, że w jego klubie są "złe osoby mające nieczyste intencje", jak robił to Kameruńczyk w czasach Rijkaarda? Odpowiedź na te pytania brzmi "nie".
Tym zapewne należy tłumaczyć nagłą zmianę frontu przez Eto'o. Zawodnik stroszył groźnie piórka i robił buńczuczne miny. Wystarczyło jednak, żeby Joan Laporta poszedł na obiad z prezesem Lyonu, aby "Czarna Perła" nagle oprzytomniała. Do Samuela dotarło najwyraźniej, że klub wcale nie zamierza błagać go na klęczkach o nowy kontrakt. Jeżeli nie spokornieje, będzie musiał niedługo przystosować się do innych warunków klimatycznych. Być może będą to angielskie deszcze, a może lombardzka mgła. Nie mówiąc już o problemach logistycznych z przetransportowaniem 17 samochodów w inny zakątek Europy.
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (60)