Wejście smoka
Barcelona rozpoczęła dynamicznie, zgodnie ze swoim zwyczajem próbując narzucić rywalowi własny styl. Pierwszą okazję do zdobycia bramki miał w 7 minucie Xavi, jednak minimalnie się pomylił; jego strzał z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę. W 14 minucie nie było już mowy o pomyłce. Leo Messi w zwykły dla siebie sposób ograł obrońcę gospodarzy i wyłożył piłkę Thierry'emu Henry, który nie miał problemów z pokonaniem Patrico.
Po chwili nastąpił kolejny szok dla Lizbończyków- po dośrodkowaniu na długi słupek Eidur Gudojhnsen zaliczył kuriozalną asystę plecami. Po odbiciu się od dolnych partii kręgosłupa Islandczyka, piłka leciała w stronę wyciągniętej nogi Gerarda Pique. Jeden z obrońców Sportingu tak bardzo chciał wyprzedzić stopera Barçy, że z rozpędu sam wpakował futbolówkę do własnej bramki. Po 17 minutach wynik brzmiał więc 0-2 i piłkarze Blaugrana nie mogli chyba wymarzyć sobie lepszego początku. Do końca pierwszej połowy, mimo kilku niezłych okazji obydwu zespołów, sytuacja na tablicy świetlnej nie zmieniła się.
Po przerwie
Na drugą odsłonę FC Barcelona wybiegła w nieco zmienionym składzie: miejsce bezbarwnego Henry zajął Bojan. W 49 minucie obrona Sportingu dała się nabrać na "stary numer" Messiego i spółki. Daniel Alves tak sprytnie wykonał rzut wolny sprzed pola karnego, że Argentyńczyk nagle znalazł się zupełnie sam przed bramką rywala. Zawodnik tej klasy nie zwykł marnować podobnych okazji. Techniczny strzał w długi róg bramki nie dał żadnych szans Patrico. W ten oto sposób w połowie, spotkania Barça prowadziła już trzema golami i losy tego pojedynku wydawały się przesądzone.
Przepiękny gol i festiwal pomyłek.
Około 65 minuty, dość nieoczekiwanie, mecz zaczął przybierać dramatyczny charakter. Właśnie wtedy sędzia przyznał gospodarzom rzut wolny blisko linii pola karnego. Do piłki podbiegł Veloso przepięknym strzałem umieścił ją w bramce Victora Valdésa. Niezwykła uroda tego gola wprowadziła chyba zamęt w umysłach piłkarzy Barcelony. Czymś bowiem trzeba wytłumaczyć wyjątkowy kiks, jaki przytrafił się Márquezowi minutę później, po którym futbolówka trafiła do Liedsona. Napastnik Sportingu nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem jej w siatce.
Po niespełna stu dwudziestu sekundach przewaga Barçy stopniała więc do jednej bramki... by po kolejnych sześćdziesięciu znowu wzrosnąć. W 67 minucie Caneira najwyraźniej pozazdrościł Márquezowi niefortunnego zagrania. W sytuacji podbramkowej uderzył nie do obrony i zaskoczony Patrico po raz czwarty musiał wyciągać piłkę z pomiędzy własnych słupków. Była to jedna z ostatnich akcji z udziałem bramkarza gospodarzy. W cztery minuty później za faul na Bojanie wyleciał z boiska. Podyktowany w wyniku tej sytuacji rzut karny pewnie wykorzystał sam poszkodowany, ustalając tym samym wynik meczu na 2-5.
Podsumowanie
Nie da się zaprzeczyć, że w dzisiejszym pojedynku duży wpływ na przebieg wydarzeń miał przypadek. Lecz potwierdza to tylko starą prawdę, że szczęście sprzyja lepszym. FC Barcelona wyraźnie była stroną dominującą niemal przez całe spotkanie. Reasumując- dobry mecz, zasłużone zwycięstwo. Liczymy na podobną postawę w sobotę, kiedy rywalem naszych piłkarzy będzie FC Sevilla.
Sporting Lizbona - FC Barcelona 2:5 (0:2)
0:1 Henry 14'
0:2 Pique 16'
0:3 Messi 49'
1:3 Veloso 65'
2:3 Derlei 67'
2:4 Caneira 68' (sam.)
2:5 Bojan 74'
Sporting: Rui Patricio; Carrico, Polga, Caneira, Grimi, Djalo, Veloso, Pereirinha, Moutinho, Romagnoli, Liedson.
Barcelona: Valdés, Alves, Márquez, Pique, Caceres; Sergio, Xavi, Gudjohnsen; Hleb, Henry, Messi.
Żółte kartki: Caneira (Sporting) oraz Sergio Busquets, Márquez (Barcelona).
Czerwona kartka: Rui Patricio (Sporting, 71. min, za faul).
Sporting Lizbona - FC Barcelona
2 - gole - 5
6 - strzały w światło bramki - 7
2 - strzały niecelne - 7
1 - strzały zablokowane - 21
1 - żółte kartki - 2
1 - czerwone kartki - 0
12 - faule - 10
3 - rzuty rożne - 3
9 - spalone - 2
25' 53'' - posiadanie piłki (czas) - 34' 56"
42% - posiadanie piłki (%) - 58%
Szczegóły meczu w relacji live.
Komentarze (234)