Miażdżymy rywala, tracimy gola
W 5. minucie dośrodkowywał Alves, we własnym polu karnym ręką zagrał obrońca Espanyolu, jednak sędzia nie wskazał na jedenasty metr. W 11. minucie komentatorzy stacji Gol TV po raz pierwszy mogli powiedzieć 'beautiful football by blaugrana', a chwilę później minimalnie niecelnym strzałem, po dobrym podaniu Messiego, popisał się Henry.
Po kwadransie gry Kameni zachował się jak bohater filmu z cyklu 'parodia futbolu', bowiem wyrzucając piłkę niemal trafił do własnej bramki. Minęło kilkadziesiąt sekund i świetny strzał z dystansu Xaviego trafił w poprzeczkę bramki Espanyolu.
Ale dobrze grająca do tego momentu Barcelona po raz kolejny przekonała się, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Nawet jeśli gole padają w kontrowersyjnych okolicznościach. W 20. minucie pierwsza groźna akcja gospodarzy zakończyła się golem. Dośrodkowanie z prawej strony, Luis García faulował Valdésa, lecz sędzia nie przerwał gry, a niefortunne wybicie bramkarza Barçy wykorzystał Corominas pewnie trafiając do bramki z kilku metrów.
W 25. minucie 'magic man from Argentina' (Messi) popędził prawą stroną, ograł trzech obrońców i tylko jego niedokładne dośrodkowanie uchroniło Espanyol przed stratą gola, bowiem na piłkę czekał już niepilnowany Henry. Osiem minut później szansę z rzutu wolnego miał Alves, jednak minimalnie przestrzelił. Na prawej stronie dwoił się i troił Messi, ale i to nie przynosiło żadnego rezultatu. W 37. minucie powinien paść gol, ale nie padł. Najpierw strzał Messiego fantastycznie obronił Kameni, a po chwili dobitkę Henry'ego z linii bramkowej cudem wybił Pareja. Jeszcze tuż przed przerwą znakomitego podania Iniesty nie wykorzystał Xavi, który strzelił nad poprzeczką bramki rywali.
Barcelona kompletnie dominowała, można powiedzieć, że Espanyol na boisku praktycznie nie istniał, a wynik odzwierciedlał jak bardzo niesprawiedliwy potrafi być futbol. Patrząc na przebieg boiskowych wydarzeń, to goście do przerwy powinni prowadzić przynajmniej trzema bramkami. Ale w doliczonym czasie gry pierwszej połowy nadzieję w serca Culés tchnął... Medina Cantalejo, który niesłusznie ukarał Nene drugą żółtą kartką i tym samym osłabił zespół Espanyolu.
Metamorfoza po nieplanowanej przerwie
Na początku drugiej części spotkania byliśmy świadkami 'obrony Częstochowy' w wykonaniu gospodarzy. Atak Espanyolu nie istniał, Barcelonie trudno było natomiast przedrzeć się przez szczelne zasieki rywala.
W 53. minucie Medina Cantalejo po raz kolejny sięgnął po żółtą kartkę, tym razem pokazując ją Románowi za faul na Messim. Tymczasem strzał Xaviego z rzutu wolnego ponownie minimalnie przeleciał nad bramką Kameniego, a w międzyczasie na boisku pojawił się Eto'o zastępując... Abidala. W 57. minucie kolejna składna akcja Barçy zakończyła się niecelnym uderzeniem Messiego. Po chwili przewrotką strzelał Henry, lecz tym razem piłkę pewnie złapał Kameni. W 63. minucie znakomitej szansy nie wykorzystał Eto'o przegrywając pojedynek z bramkarzem Espanyolu.
Guardiola dokonywał kolejnych zmian, za Gudjohnsena wszedł Keita, a za Busquetsa kolejny napastnik, Bojan Krkic. 68. minuta była kwintesencją nieskuteczności Barcelony, a na domiar złego na trybunach zaczęły dziać się fatalne dla widowiska rzeczy. Kibice Espanyolu sforsowali bramę odgradzającą trybuny od boiska, a wcześniej, w innym sektorze, fani Barçy zapalili race i rzucili je na trybuny zajmowane przez fanów gospodarzy. Do akcji wkroczyła policja, mecz został przerwany i wznowiono go dopiero po dziesięciu minutach.
Wkrótce po tym Barça dopięła swego. Rozpaczliwie broniący się Espanyol popełnił błąd, który z zimną krwią wykorzystał Henry. Długie podanie Xaviego starał się przeciąć Kameni, jednak trafił w swojego obrońcę Jarque, do piłki dopadł napastnik gości i wyrównał stan meczu. Rzec można było w tym momencie, że "wróciliśmy z dalekiej podróży".
Ostatni kwadrans to ponownie obrona Częstochowy w wykonaniu gospodarzy, którzy mieli problemy z wyprowadzeniem piłki już na 20 metrze od własnej bramki. Jeśli już udawało im się wyjść z własnej połowy, czyniło to przeważnie tylko trzech zawodników. Aż nadeszła 102, jakże szczęśliwa dla Dumy Katalonii minuta. Znakomicie wyprowadzony kontratak, po którym przy próbie strzału w polu karnym faulowany był Eto 'o i Medina Cantalejo wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Messi i to FC Barcelona wróciła ze wzgórza Montjuic z tarczą.
Que partidazo!
Barça wygrała szczęśliwie, bo mimo że miała multum sytuacji, większości z nich nie potrafiła wykorzystać. Tym razem czuwała jednak nad nami Opatrzność, która pozwoliła na wygranie niezwykle gorących derbów. I teraz wiemy, że już nie tylko Real Madryt potrafi wygrywać przegrane mecze. 30 strzałów na bramkę Espanyolu mówi jednak wszystko, dlatego jeśli dziś nie zwyciężyłaby Barca, byłby to wynik wielce niesprawiedliwy. Rzec można: que derby, que partidazo!
Espanyol - Barcelona
1 - Gole - 2
5 - Strzały - 31
4 - Strzały w światło bramki - 19
0 - rzuty rożne - 12
26 - faule - 14
5 - żółte kartki - 2
1 - czerwone kartki - 0
77 - piłki stracone - 54
54 - piłki odzyskane - 77
RCD Espanyol: Kameni, Sergio Sánchez, Jarque, Pareja, Chica, Román, Moisés, Corominas (Sielva, 88'), Nené, Luis García (Callejón, 84'), Tamudo (Angel, 46').
FC Barcelona: Valdés; Alves, Piqué, Puyol, Abidal (Eto'o, 53'); Xavi, Busquets (Bojan, 65'), Gudjohnsen (Keita, 61'); Messi, Henry, Iniesta.
Sędziował: Luis Medina Cantalejo.
Żółte kartki: Busquets (5'); Nené (12', 45'); Valdés (20'); Román (53'); Chica (55'); Jarque (98').
Czerwona kartka: Nené (45').
Gole:
1-0, Corominas (20')
1-1, Henry (84')
1-2, Messi (k) (102')
Komentarze (708)