Barça - Betis 3:2
FC Barcelona pokonała dzisiaj Betis 3:2, jednak styl w jakim Katalończycy odnieśli to zwycięstwo pozostawia wiele do życzenia. Gospodarze spokojnie prowadzili już 2:0, by w kilka minut stracić przewagę wypracowaną w pierwszej połowie. Tak grać nie możemy! Jedynym powodem do zadowolenia zdaje się być skompletowanie kolejnych trzech, jakże cennych punktów.
Piłkarze Dumy Katalonii wciąż niesieni zwycięstwem nad Sportingiem Gijón (6:1), wyraźnie postanowili dzisiaj wymierzyć swojemu rywalowi nie mniejszą karę. I choć chyba nie wielu liczyło na strzelenie aż takiej ilości bramek, to z pewnością spora część kibiców zastanawiała się raczej nad tym, czy Barça straci dziś bramkę, czy może w końcu zachowa czyste konto. Tym czasem Katalończycy pokazali jak grać nie należy, bo niewiele tak naprawdę zabrakło do podziału punktów na Camp Nou.
Pierwsze 25 minut to faktycznie popis bardzo ładnej dla oka, a co najważniejsze skutecznej piłki. Katalończycy szybko ruszyli do ataku, a na pierwszą bramkę musieli czekać zaledwie do 17. minuty. Akcja prawą stroną - Alves podaje do Messiego, ten zagrywa do stojącego przed blokiem defensorów Eto'o, a Kameruńczyk jednym zwodem przedziera się przez rywali, wpada w pole karne i oddaje strzał. Mocno uderzona piłka nie daje bramkarzowi żadnych szans, wpada do bramki odbijając się jeszcze od poprzeczki. Wyjątkowo ładna bramka. Na tym na szczęście gracze ze stolicy Katalonii postanowili nie poprzestawać. Kolejne ataki przyniosły bardzo szybko następne trafienie.
Zaledwie sześć minut po pierwszej bramce, znów duet złożony z Leo i Samuela dostał główną rolę w spektaklu na Camp Nou. Tym razem akcja bardziej ze środka... Eto'o podaje na prawo w pole karne do Lionela, ten biegnie z piłką w stronę bramki, ale z rywalem na plecach może tylko dośrodkować. Tak też czyni, a zagranie świetnie znajduje Kameruńczyka, który z najbliższej odległości pokonuje Casto. Dwubramkowa przewagą to bardzo komfortowa sytuacja dla gospodarzy, którzy zdominowali spotkanie od pierwszego gwizdka. I tu właśnie pojawia się problem, który mógł kosztować drużynę przynajmniej dwa punkty. Barcelona spuściła z tempa, ale Betis, który w tym sezonie przed meczem z Blaugraną nie miał na koncie ani jednego strzelonego gola, to wcale nie taki kiepski rywal.
Gracze z Andaluzji zaczęli wykorzystywać spokój w szeregach Barcelony, by coraz częściej nękać stojącego w bramce Valdésa. Do końca pierwszej połowy nie udało im się strzelić nawet jednej bramki, ale na drugą wyszli z takim samym agresywnym nastawieniem, jak schodzili do szatni. I tym razem udało się. Najpierw w 58. minucie gola strzelił Monzón. Z rzutu wolnego byłemu graczowi Boca Juniors piłkę wystawił Capi, a strzał przeszedł przez mur, utworzony z graczy Barcelony i wpadł tuż przy słupku. Barcelona lekko chyba zszokowana, nieświadoma tego, że jednobramkowa przewaga to naprawdę mało, dziewięć minut później musiała się już przebudzić. Świetne zagranie w tempo od Sergio Garcii dostał Jose Marii, ruszył na bramkę, z prawej strony z rozpaczliwym wślizgiem nie zdążył Abidal, a z lewej jedynie asekurował go Cáceres. Hiszpan wpadł w pole karne i lobem pokonał bramkarza Barcelony.
Dopiero wtedy zawodnicy Blaugrany zaczęli grać, przechodząc z obrony do natarcia, w poszukiwaniu dającego zwycięstwo gola. W oczy rzuciły się tu cztery sytuacje. Bojan sam na sam w bramkarzem, trafiający w nogi golkipera, Messi starający się przelobować Casto, Alves trafiający z rzutu wolnego w słupek i w końcu wyjątkowo akrobatyczne uderzenie Gudjohnsena, które przyniosło w 80. minucie bramkę na wagę trzech punktów.
Niecałe pół godziny oglądaliśmy w tym meczu Barçę, którą chcielibyśmy widzieć jak najczęściej. Potem było już tylko gorzej i z pewnością była to lekcja tego, jak grać nie wolno. Rozpaczliwe szukanie zwycięskiej bramki, to kiepski pomysł. Tym razem się udało, ale następnym może nie skończyć się tak dobrze. Pod presją czasu gramy z kolei wyjątkowo nieskutecznie. W głowie Guardioli siedzi teraz zapewne tylko jedna myśl - w sobotę na wszelki wypadek znów ubiorę garnitur.
FC Barcelona: Valdés; Alves, Márquez, Cáceres, Abidal, Touré Yayá (Busquets, m.71), Keita (Gudjohnsen, m.71), Xavi, Messi, Iniesta i Eto'o (Bojan, m.77).
Real Betis: Casto; Nelson, Arzu, Juanito, Fernando Vega; Mehmet Aurelio, Emaná (Damià, m.46), Capi (Juande, m.86); Mark González (Monzón, m.40), José Mari i Sergio García.
Gole:
1-0, m.17: Eto'o.
2-0, m.23: Eto'o,
2-1, m.59: Monzón,
2-2, m.67: José Mari,
3-2, m.80: Gudjohnsen.
Arbiter: Daudén Ibáñez.
Piłkarze Dumy Katalonii wciąż niesieni zwycięstwem nad Sportingiem Gijón (6:1), wyraźnie postanowili dzisiaj wymierzyć swojemu rywalowi nie mniejszą karę. I choć chyba nie wielu liczyło na strzelenie aż takiej ilości bramek, to z pewnością spora część kibiców zastanawiała się raczej nad tym, czy Barça straci dziś bramkę, czy może w końcu zachowa czyste konto. Tym czasem Katalończycy pokazali jak grać nie należy, bo niewiele tak naprawdę zabrakło do podziału punktów na Camp Nou.
Pierwsze 25 minut to faktycznie popis bardzo ładnej dla oka, a co najważniejsze skutecznej piłki. Katalończycy szybko ruszyli do ataku, a na pierwszą bramkę musieli czekać zaledwie do 17. minuty. Akcja prawą stroną - Alves podaje do Messiego, ten zagrywa do stojącego przed blokiem defensorów Eto'o, a Kameruńczyk jednym zwodem przedziera się przez rywali, wpada w pole karne i oddaje strzał. Mocno uderzona piłka nie daje bramkarzowi żadnych szans, wpada do bramki odbijając się jeszcze od poprzeczki. Wyjątkowo ładna bramka. Na tym na szczęście gracze ze stolicy Katalonii postanowili nie poprzestawać. Kolejne ataki przyniosły bardzo szybko następne trafienie.
Zaledwie sześć minut po pierwszej bramce, znów duet złożony z Leo i Samuela dostał główną rolę w spektaklu na Camp Nou. Tym razem akcja bardziej ze środka... Eto'o podaje na prawo w pole karne do Lionela, ten biegnie z piłką w stronę bramki, ale z rywalem na plecach może tylko dośrodkować. Tak też czyni, a zagranie świetnie znajduje Kameruńczyka, który z najbliższej odległości pokonuje Casto. Dwubramkowa przewagą to bardzo komfortowa sytuacja dla gospodarzy, którzy zdominowali spotkanie od pierwszego gwizdka. I tu właśnie pojawia się problem, który mógł kosztować drużynę przynajmniej dwa punkty. Barcelona spuściła z tempa, ale Betis, który w tym sezonie przed meczem z Blaugraną nie miał na koncie ani jednego strzelonego gola, to wcale nie taki kiepski rywal.
Gracze z Andaluzji zaczęli wykorzystywać spokój w szeregach Barcelony, by coraz częściej nękać stojącego w bramce Valdésa. Do końca pierwszej połowy nie udało im się strzelić nawet jednej bramki, ale na drugą wyszli z takim samym agresywnym nastawieniem, jak schodzili do szatni. I tym razem udało się. Najpierw w 58. minucie gola strzelił Monzón. Z rzutu wolnego byłemu graczowi Boca Juniors piłkę wystawił Capi, a strzał przeszedł przez mur, utworzony z graczy Barcelony i wpadł tuż przy słupku. Barcelona lekko chyba zszokowana, nieświadoma tego, że jednobramkowa przewaga to naprawdę mało, dziewięć minut później musiała się już przebudzić. Świetne zagranie w tempo od Sergio Garcii dostał Jose Marii, ruszył na bramkę, z prawej strony z rozpaczliwym wślizgiem nie zdążył Abidal, a z lewej jedynie asekurował go Cáceres. Hiszpan wpadł w pole karne i lobem pokonał bramkarza Barcelony.
Dopiero wtedy zawodnicy Blaugrany zaczęli grać, przechodząc z obrony do natarcia, w poszukiwaniu dającego zwycięstwo gola. W oczy rzuciły się tu cztery sytuacje. Bojan sam na sam w bramkarzem, trafiający w nogi golkipera, Messi starający się przelobować Casto, Alves trafiający z rzutu wolnego w słupek i w końcu wyjątkowo akrobatyczne uderzenie Gudjohnsena, które przyniosło w 80. minucie bramkę na wagę trzech punktów.
Niecałe pół godziny oglądaliśmy w tym meczu Barçę, którą chcielibyśmy widzieć jak najczęściej. Potem było już tylko gorzej i z pewnością była to lekcja tego, jak grać nie wolno. Rozpaczliwe szukanie zwycięskiej bramki, to kiepski pomysł. Tym razem się udało, ale następnym może nie skończyć się tak dobrze. Pod presją czasu gramy z kolei wyjątkowo nieskutecznie. W głowie Guardioli siedzi teraz zapewne tylko jedna myśl - w sobotę na wszelki wypadek znów ubiorę garnitur.
FC Barcelona: Valdés; Alves, Márquez, Cáceres, Abidal, Touré Yayá (Busquets, m.71), Keita (Gudjohnsen, m.71), Xavi, Messi, Iniesta i Eto'o (Bojan, m.77).
Real Betis: Casto; Nelson, Arzu, Juanito, Fernando Vega; Mehmet Aurelio, Emaná (Damià, m.46), Capi (Juande, m.86); Mark González (Monzón, m.40), José Mari i Sergio García.
Gole:
1-0, m.17: Eto'o.
2-0, m.23: Eto'o,
2-1, m.59: Monzón,
2-2, m.67: José Mari,
3-2, m.80: Gudjohnsen.
Arbiter: Daudén Ibáñez.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (543)