Real bez szans w Sevilli
Po bramkach Keity i Luisa Fabiano Sevillla po raz trzeci w tym sezonie pokonała Real.
To piłkarze Sevilli na samym początku sezonu wylali kubeł zimnej wody na głowy "Królewskich" wygrywając w Superpucharze Hiszpanii 1:0, a w rewanżu rozbijając ich 5:3. Mecz z Sevillą miał być dla Realu egzaminem pokazującym jaki postęp zrobił od początku sezonu. I Real ten egzamin oblał.
Real opromieniony zwycięstwem 5:1 z Valencią przystępował do meczu z Sevillą z pozycji zdecydowanego faworyta, a w buńczucznych zapowiedziach Bernd Schuster, trener "Królewskich" przyrównywał swój zespół do Rogera Federera. - Najpierw bawimy się z rywalem, później włączamy piąty bieg i wygrywamy - powiedział niemiecki szkoleniowiec. Co ciekawe, tego samego dnia Federer przegrał w III rundzie turnieju w Paryżu.
Tymczasem Sevilla wyciągnęła wnioski ze środowej klęski Valencii, której ultraofensywna taktyka została srogo przez Real skarcona i nie dała gościom okazji do zabawy. Gospodarze grali rozważnie, nie pozwalali rywalom rozwinąć skrzydeł i bardzo groźnie kontrowali. Ich szybkie ataki co chwilę siały popłoch pod bramką Casillasa.
Już po 20. minutach mecz był rozstrzygnięty. Sevilla w ciągu dwóch minut wyprowadziła dwa mordercze ciosy. W 19. minucie wspaniałym strzałem popisał się Keita. Real nie zdążył nawet odetchnąć, jak było 2:0. Luis Fabiano dobił piłkę po tym, jak Casillas sparował ostry strzał Kanoute.
Real niemal całą drugą połowę grał w dziesiątkę po tym jak popis bezmyślności dał Sergio Ramos. Obrońca "Królewskich" mając na koncie żółtą kartkę w niegroźnej sytuacji faulował Diego Capela i został wyrzucony z boiska.
Sevilla mogła wygrać wyżej, ale kilkakrotnie jej zawodnikom brakowało pod bramką zimnej krwi. Chwilę po wyrzuceniu Ramosa świetną sytuację zmarnował Luis Fabiano, który wyszedł sam na sam z Casillasem po nieudanej pułapce ofsajdowej, ale uderzył nad poprzeczką. Dobrą sytuację w końcówce zmarnował Capel, który odważnie wbiegł w pole karne, ale strzelił niecelnie.
Real utrzymał pozycję lidera Primera Division, ale jego przewaga nad Barceloną i Villarrealem może się w niedzielę zmniejszyć do jednego punktu. Sevilla po zwycięstwie awansowała na 10. miejsce w tabeli.
Wygrana Valencii
Dwie bramki Fernando Morientesa dały Valencii wyjazdowe zwycięstwo nad Mallorką, dzięki czemu Los Ches wrócili na czwarte miejsce w tabeli ligi hiszpańskiej.
Przez większość meczu to gospodarze mieli przewagę, ale Morientes potrafił wykorzystać dwie pojedyncze okazje, dzięki czemu Valencia przełamała serię klęsk - ligowych z Sevillą i Realem oraz w Lidze Mistrzów z Rosenborgiem.
Tuż przed przerwą wykorzystał świetne dośrodkowanie Miguela. W 62. minucie David Silva z linii końcowej dośrodkował na siódmy metr do nadbiegającego Morientesa, który mocnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy.
Na ławce Valencii siedział jeszcze Oscar Fernandez, trener rezerw, który poprowadził zespół w meczu z Realem. Nowy trener, Ronald Koeman obserwował spotkanie z trybun. Po raz pierwszy poprowadzi zespół we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów z Rosenborgiem.
[źródło: Gazeta]
To piłkarze Sevilli na samym początku sezonu wylali kubeł zimnej wody na głowy "Królewskich" wygrywając w Superpucharze Hiszpanii 1:0, a w rewanżu rozbijając ich 5:3. Mecz z Sevillą miał być dla Realu egzaminem pokazującym jaki postęp zrobił od początku sezonu. I Real ten egzamin oblał.
Real opromieniony zwycięstwem 5:1 z Valencią przystępował do meczu z Sevillą z pozycji zdecydowanego faworyta, a w buńczucznych zapowiedziach Bernd Schuster, trener "Królewskich" przyrównywał swój zespół do Rogera Federera. - Najpierw bawimy się z rywalem, później włączamy piąty bieg i wygrywamy - powiedział niemiecki szkoleniowiec. Co ciekawe, tego samego dnia Federer przegrał w III rundzie turnieju w Paryżu.
Tymczasem Sevilla wyciągnęła wnioski ze środowej klęski Valencii, której ultraofensywna taktyka została srogo przez Real skarcona i nie dała gościom okazji do zabawy. Gospodarze grali rozważnie, nie pozwalali rywalom rozwinąć skrzydeł i bardzo groźnie kontrowali. Ich szybkie ataki co chwilę siały popłoch pod bramką Casillasa.
Już po 20. minutach mecz był rozstrzygnięty. Sevilla w ciągu dwóch minut wyprowadziła dwa mordercze ciosy. W 19. minucie wspaniałym strzałem popisał się Keita. Real nie zdążył nawet odetchnąć, jak było 2:0. Luis Fabiano dobił piłkę po tym, jak Casillas sparował ostry strzał Kanoute.
Real niemal całą drugą połowę grał w dziesiątkę po tym jak popis bezmyślności dał Sergio Ramos. Obrońca "Królewskich" mając na koncie żółtą kartkę w niegroźnej sytuacji faulował Diego Capela i został wyrzucony z boiska.
Sevilla mogła wygrać wyżej, ale kilkakrotnie jej zawodnikom brakowało pod bramką zimnej krwi. Chwilę po wyrzuceniu Ramosa świetną sytuację zmarnował Luis Fabiano, który wyszedł sam na sam z Casillasem po nieudanej pułapce ofsajdowej, ale uderzył nad poprzeczką. Dobrą sytuację w końcówce zmarnował Capel, który odważnie wbiegł w pole karne, ale strzelił niecelnie.
Real utrzymał pozycję lidera Primera Division, ale jego przewaga nad Barceloną i Villarrealem może się w niedzielę zmniejszyć do jednego punktu. Sevilla po zwycięstwie awansowała na 10. miejsce w tabeli.
Wygrana Valencii
Dwie bramki Fernando Morientesa dały Valencii wyjazdowe zwycięstwo nad Mallorką, dzięki czemu Los Ches wrócili na czwarte miejsce w tabeli ligi hiszpańskiej.
Przez większość meczu to gospodarze mieli przewagę, ale Morientes potrafił wykorzystać dwie pojedyncze okazje, dzięki czemu Valencia przełamała serię klęsk - ligowych z Sevillą i Realem oraz w Lidze Mistrzów z Rosenborgiem.
Tuż przed przerwą wykorzystał świetne dośrodkowanie Miguela. W 62. minucie David Silva z linii końcowej dośrodkował na siódmy metr do nadbiegającego Morientesa, który mocnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy.
Na ławce Valencii siedział jeszcze Oscar Fernandez, trener rezerw, który poprowadził zespół w meczu z Realem. Nowy trener, Ronald Koeman obserwował spotkanie z trybun. Po raz pierwszy poprowadzi zespół we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów z Rosenborgiem.
[źródło: Gazeta]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)