Wszystkiego najlepszego dla Franka Rijkaarda!
Dokładnie 45. lat temu, czyli 30. września 1962 roku, w Amsterdamie przyszedł na świat Franklin Edmundo Rijkaard. Przez cały ten czas, najpierw osiągał sukcesy jako piłkarz Ajaxu Amsterdam czy AC Milan. Po zakończeniu piłkarskiej kariery rozpoczął pracę jako trener i w sezonie 2003/2004 objął posadę pierwszego szkoleniowca FC Barcelona. Wraz z Joanem Laportą, który również w tym samym czasie objął stanowisko prezesa klubu, rozpoczął nową kartę w historii Dumy Katalonii, kartę zapisaną złotymi literami. Na Camp Nou zawitały takie gwiazdy futbolu jak Ronaldinho, Deco, Eto'o czy Ludovic Giuly. Barca, która od kilku lat znajdowała się w kryzysie, wreszcie powróciła tam, gdzie było jej miejsce czyli na fotel lidera. W pierwszym sezonie, Frank Rijkaard zajął drugie miejsce w tabeli, by w następnym być najlepszym w lidze. W trzecim roku trenowania Barçy, nowy "Dream Team" porównywany do fantastycznej jedenastki za czasów Johanna Cryuffa zdobył ponownie mistrzostwo Hiszpanii oraz triumfował w Lidze Mistrzów. Zeszły sezon nie był już jednak tak udany dla drużyny z Katalonii. Z siedmiu trofeów, które mieli szansę zdobyć, wygrali tylko dwa. Wielu kibiców oraz media domagały się zwolnienia Rijkaarda, ale Laporta wciąż miał zaufanie do Holendra i szkoleniowiec pozostał w klubie.
Po średnich występach w pierwszych trzech spotkaniach, Barcelona obudziła się i znów gra tak jak przed dwoma sezonami, czyli magicznie. Rijkaard, który po niefortunnym początku znów znalazł się pod ostrzałem krytyki, prosił o spokój oraz cierpliwość i jak widać, są efekty. Blaugrana wygrała cztery spotkania z rzędu, a ostatnie zwycięstwo nad Levante było tym cenniejsze, ze zdobyte na wyjeździe. Z pewnością był to wspaniały prezent urodzinowy dla trenera, ale radość zburzyły nieco kontuzje Yaya Toure i Gabi'ego Milito.
Czego można życzyć Frankowi Rijkaardowi? Przede wszystkim sukcesów, zarówno w klubie jak i w życiu prywatnym. Aby poprowadził Barcelonę tam gdzie jej miejsce, czyli na szczyt wszelkich rozgrywek, bo to już nie jest drużyna porównywana do "Dream Teamu" Cryuffa... To jest "Dream Team" Rijkaarda!
[źródło: Własne]
Po średnich występach w pierwszych trzech spotkaniach, Barcelona obudziła się i znów gra tak jak przed dwoma sezonami, czyli magicznie. Rijkaard, który po niefortunnym początku znów znalazł się pod ostrzałem krytyki, prosił o spokój oraz cierpliwość i jak widać, są efekty. Blaugrana wygrała cztery spotkania z rzędu, a ostatnie zwycięstwo nad Levante było tym cenniejsze, ze zdobyte na wyjeździe. Z pewnością był to wspaniały prezent urodzinowy dla trenera, ale radość zburzyły nieco kontuzje Yaya Toure i Gabi'ego Milito.
Czego można życzyć Frankowi Rijkaardowi? Przede wszystkim sukcesów, zarówno w klubie jak i w życiu prywatnym. Aby poprowadził Barcelonę tam gdzie jej miejsce, czyli na szczyt wszelkich rozgrywek, bo to już nie jest drużyna porównywana do "Dream Teamu" Cryuffa... To jest "Dream Team" Rijkaarda!
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)