Osasuna - Barça: Poskromić byka
España, España, a jak España to walki byków, a jak walki byków to tylko w Pampelunie! Co prawda encierros odbywają się w lipcu, ale niedzielne spotkanie między Barçą, a Osasuną śmiało zasługuje na takie porównanie. Drużyna z El Sadar nie jest żadną ligową potęgą, ale grać w piłkę potrafi. Co gorsza, jeśli ma przed sobą trudnego rywala dodatkowo się mobilizuje. To ekipa na jeden, dwa mecze, na których się skupia i dzięki temu dwa lata temu świetnie radziła sobie w Copa del Rey, a w ubiegłym sezonie w Pucharze UEFA. Miejmy nadzieję, że spotkanie z Barceloną nie będzie właśnie tym szczególnym meczem, choć były członek legendarnego Dream Temu, a obecnie II trener Osasuny, Goiko zapowiada, że ich celem jest wygrana. Oby nie. Nie można przecież tracić dystansu do lidera, który w spotkaniu z Almerią zapewne punktów nie straci. Nikt z Culés nie chce chyba by sprawdziły się słowa pewnego nowożytnego brazylijskiego filozofa iż "będziemy liderem do świąt". Oczywiście mowa o utrzymaniu prowadzenia przez aktualnego mistrza Hiszpanii. Zatem po zwycięstwo panowie, po zwycięstwo.
Odnieść je może być niezwykle trudno. Przypomnijmy, że większość naszych graczy dopiero zaczęła zjeżdżać się do Barcelony. A, że spotkania, w których walczy się o awans do Euro czy PNA do najłatwiejszych nie należą i trzeba zostawić w nich wiele zdrowia, nikogo przekonywać nie trzeba. Praktycznie brak czasu na przygotowanie drużyny to kolejny argument stawiający w lepszej sytuacji ekipę z Pampeluny. Mecze reprezentacyjne nie ominęły też ekipy naszych rywali, no ale jak można porównywać wyjazd Dady na mecz reprezentacji Zielonego Przylądka, Plasila czy Margairaza z katalońskim exodusem? Z początku zapowiadało się też na to, że w meczu z Blaugraną nie wystąpią Josetxo i Delporte, jednak medykom w porę udało się doprowadzić ich do zdrowia. Zdrowia, dobre słowo, bo w języku baskijskim ten wyraz to Osasuna. My z kolei ciągle jeszcze czekamy na Carlesa...
José Angel Ziganda w zeszłym sezonie straszył swoich zawodników Soldado, który był najlepszym strzelcem prowadzonej przez niego drużyny. Letnie okienko transferowe przyniosło jednak wiele zmian i w ten piłkarz będzie rywalizował o miejsce w ataku Blancos. W sumie nie była to jednak wielka strata dla zespołu bo zastąpił go inny zawodnik z Madrytu - Javier Portillo. W ubiegłym sezonie reprezentował on barwy Nastic, dla którego zdobył ... 11 goli, czyli dokładnie tyle samo co Soldado. Zresztą tegoroczne lato w Osasunie było bardzo pracowite, bo wymieniono niemal pół składu.
Drużynę opuścił Saldo - drugi strzelec ekipy, ale kibice raczej nie będą za nim płakać bo zastąpić ma go Walter Pandiani z Espanyolu. Do swojego poprzedniego klubu z wypożyczenia powrócił nie tylko Roberto Soldado, ale i Juanlu (Betis). Ekipę opuścił też świetnie znany kibicom Nieposkromionych Lwów Webo, który trafił do byłego klubu Samuela Eto'o. Najdroższy okazał się Raúl García, po którego sięgnęło Atlético (13,5 mln). Za 3 mln Cuéllar został piłkarzem Rangersów, a listę strat dopełniają David López (Athletic) i Nicolás Medina. Z tym ostatnim jest ciekawa sprawa, bowiem właśnie w tym okienku trafił do Pampeluny z Universidad Chile.
Teraz pora na wzmocnienia u naszych rywali. Z oczywistych przyczyn nie ma sensu wymieniać piłkarzy wspomnianych już wcześniej. Iñaki Astiz Ventura - kojarzycie go? Legia Warszawa? No cóż, czas na powrót z wypożyczenia. Z madryckich rezerw do Pampeluny trafił Javi García. Z Monaco przybył Czech - Jaroslav Plasil, z Walencji wypożyczono z Hugo Vianę, a z Arsenalu Carlosa Velę. W tym gronie najgorzej prezentuje się 23 letni mistrz Szwajcarii - Xavier Margairaz, ale patrząc na całokształt Osasuna raczej się wzmocniła niż osłabiła.
O wzmocnieniach Barcelony z wiadomych przyczyn pisać nie ma po co. Wszak bez sensu byłoby powtarzanie w każdej zapowiedzi tego o czym każdy nasz czytelnik doskonale wie.
Co zaś do samej rywalizacji Barcelona - Osasuna: nie od dziś wiadomo, że takie mecze są niesamowicie istotne w ostatecznym rozrachunku na koniec rozgrywek. Nie kwestionujmy tutaj meczów z Realem, oczywiście bardzo istotnych, ale spójrzmy na to z innego punktu widzenia. Gdyby nie straty punktów z delikatnie to ujmując - słabszymi drużynami (choć niektórzy uparcie twierdzą, że w futbolu nie ma już słabych) , to Barça wygrałaby La Liga. Wystarczy wrócić do poprzedniego sezonu... Remisy z Levante i Betisem znacznie pokrzyżowały szyki w sezonie 2006/07 i ostatecznie to Madryt był górą. Tak więc, nie patrzmy tylko na ligowe hity, na mecze z Atlético, Valencią, czy Zaragozą (w końcu piąta siła ligi!), lecz przyglądajmy się spotkaniom z ekipami, którym bliżej do miana czerwonej latarni ligi niż potentata. Stracone punkty mogą oznaczać kolejny sezon bez ligowego trofeum. A tego na pewno nie chcemy my, kibice Barcelony, jak i wszyscy pracownicy Dumy Katalonii. Zatem...
Vamos Blaugrana!
Artykuł przygotowany przez lichego i McLarena
Odnieść je może być niezwykle trudno. Przypomnijmy, że większość naszych graczy dopiero zaczęła zjeżdżać się do Barcelony. A, że spotkania, w których walczy się o awans do Euro czy PNA do najłatwiejszych nie należą i trzeba zostawić w nich wiele zdrowia, nikogo przekonywać nie trzeba. Praktycznie brak czasu na przygotowanie drużyny to kolejny argument stawiający w lepszej sytuacji ekipę z Pampeluny. Mecze reprezentacyjne nie ominęły też ekipy naszych rywali, no ale jak można porównywać wyjazd Dady na mecz reprezentacji Zielonego Przylądka, Plasila czy Margairaza z katalońskim exodusem? Z początku zapowiadało się też na to, że w meczu z Blaugraną nie wystąpią Josetxo i Delporte, jednak medykom w porę udało się doprowadzić ich do zdrowia. Zdrowia, dobre słowo, bo w języku baskijskim ten wyraz to Osasuna. My z kolei ciągle jeszcze czekamy na Carlesa...
José Angel Ziganda w zeszłym sezonie straszył swoich zawodników Soldado, który był najlepszym strzelcem prowadzonej przez niego drużyny. Letnie okienko transferowe przyniosło jednak wiele zmian i w ten piłkarz będzie rywalizował o miejsce w ataku Blancos. W sumie nie była to jednak wielka strata dla zespołu bo zastąpił go inny zawodnik z Madrytu - Javier Portillo. W ubiegłym sezonie reprezentował on barwy Nastic, dla którego zdobył ... 11 goli, czyli dokładnie tyle samo co Soldado. Zresztą tegoroczne lato w Osasunie było bardzo pracowite, bo wymieniono niemal pół składu.
Drużynę opuścił Saldo - drugi strzelec ekipy, ale kibice raczej nie będą za nim płakać bo zastąpić ma go Walter Pandiani z Espanyolu. Do swojego poprzedniego klubu z wypożyczenia powrócił nie tylko Roberto Soldado, ale i Juanlu (Betis). Ekipę opuścił też świetnie znany kibicom Nieposkromionych Lwów Webo, który trafił do byłego klubu Samuela Eto'o. Najdroższy okazał się Raúl García, po którego sięgnęło Atlético (13,5 mln). Za 3 mln Cuéllar został piłkarzem Rangersów, a listę strat dopełniają David López (Athletic) i Nicolás Medina. Z tym ostatnim jest ciekawa sprawa, bowiem właśnie w tym okienku trafił do Pampeluny z Universidad Chile.
Teraz pora na wzmocnienia u naszych rywali. Z oczywistych przyczyn nie ma sensu wymieniać piłkarzy wspomnianych już wcześniej. Iñaki Astiz Ventura - kojarzycie go? Legia Warszawa? No cóż, czas na powrót z wypożyczenia. Z madryckich rezerw do Pampeluny trafił Javi García. Z Monaco przybył Czech - Jaroslav Plasil, z Walencji wypożyczono z Hugo Vianę, a z Arsenalu Carlosa Velę. W tym gronie najgorzej prezentuje się 23 letni mistrz Szwajcarii - Xavier Margairaz, ale patrząc na całokształt Osasuna raczej się wzmocniła niż osłabiła.
O wzmocnieniach Barcelony z wiadomych przyczyn pisać nie ma po co. Wszak bez sensu byłoby powtarzanie w każdej zapowiedzi tego o czym każdy nasz czytelnik doskonale wie.
Co zaś do samej rywalizacji Barcelona - Osasuna: nie od dziś wiadomo, że takie mecze są niesamowicie istotne w ostatecznym rozrachunku na koniec rozgrywek. Nie kwestionujmy tutaj meczów z Realem, oczywiście bardzo istotnych, ale spójrzmy na to z innego punktu widzenia. Gdyby nie straty punktów z delikatnie to ujmując - słabszymi drużynami (choć niektórzy uparcie twierdzą, że w futbolu nie ma już słabych) , to Barça wygrałaby La Liga. Wystarczy wrócić do poprzedniego sezonu... Remisy z Levante i Betisem znacznie pokrzyżowały szyki w sezonie 2006/07 i ostatecznie to Madryt był górą. Tak więc, nie patrzmy tylko na ligowe hity, na mecze z Atlético, Valencią, czy Zaragozą (w końcu piąta siła ligi!), lecz przyglądajmy się spotkaniom z ekipami, którym bliżej do miana czerwonej latarni ligi niż potentata. Stracone punkty mogą oznaczać kolejny sezon bez ligowego trofeum. A tego na pewno nie chcemy my, kibice Barcelony, jak i wszyscy pracownicy Dumy Katalonii. Zatem...
Vamos Blaugrana!
Artykuł przygotowany przez lichego i McLarena
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)