Finał w cieniu Euro

lichy

10 września 2007, 09:44

Brak komentarzy
Polacy zgasili światło na Estádio da Luz i teraz Portugalia musi skupić się na arcyważnym dla nich meczu z Serbią. W grupie B po bezbramkowym remisie między Włochami, a Francją Zambro i spółka będzie musiała odnieść zwycięstwo nad wcale nie najsłabszą Ukrainą i liczyć na porażkę Szkocji z Francją. Jeśli padną właśnie takie rezultaty kopacze z Półwyspu Apenińskiego awansują na drugie miejsce. Kolejną interesującą kibiców Blaugrany grupą jest ta oznaczona literką F. Ostatnio Hiszpanie zaliczyli kompromitujący występ z Islandią, a mogło być przecież jeszcze gorzej gdyby nie Iniesta... Teraz muszą udać się po trzy punkty, bo po piętach depczą im Irlandczycy mający na koncie tyle samo oczek co Iberowie. Dla sympatyków Azulgrany ciekawie zapowiada się też towarzyska rywalizacja między Brazylią, a Meksykiem. Tak wygląda perspektywa najbliższych dni dla niektórych graczy Barcelony. A co w Katalonii? No cóż, czeka nas tylko finał lokalnego pucharu (11.09, 21:45).

Jak widać w owym widowisku nie wystąpią najlepsi piłkarze globu, no ale może obejrzymy w akcji jednego z zawodników WKSu, którzy właśnie awansowali do Pucharu Narodów Afryki. Wszystko zależy od Rijkaarda, który z drugiej strony może dać odpocząć Yaya Toure po męczącym spotkaniu z Gabonem. A co poza tym? No cóż Mister niestety będzie musiał skorzystać z usług tych samych piłkarzy co w meczu z Gironą nie licząc Rafy Márqueza, który 12 września stanie naprzeciw Ronaldinho i reszcie Canarinhos.

Takie problemy są obce naszemu rywalowi - Gimnastic Tarragonie. Choć Azulgrana plasuje się w czołówce La Liga, a Nastic zajmuje piąte miejsce w Segunda Division za faworytów należy uznać klub z Nou Estadi. Ich trener, Javi López będzie mógł skorzystać z niemal wszystkich swoich graczy i sprawdzić nowe warianty taktyczne przed ważnym meczem z Castellonem (zajmuje 7 miejsce w Segundzie). Jeśli weźmiemy ponadto pod uwagę, że piłkarze z pobliskiego klubu będą się mobilizować specjalnie na spotkanie z Blaugraną (bo przecież to Barcelona, a poza tym na pewno słyszeli o tym co działo się równo 58 lat temu) to o wynik może być ciężko. Będzie raczej trudno odrobić bramkę straty, a co dopiero o "powrót z piekła", jaki miał miejsce w spotkaniu z Gironą. Wszak klasa rywala nie ta, a takie historie jak ta z czwartoligowcem nie zdarzają się co rusz.

Co zaś do klasy przeciwnika, to w półfinale Barcelona miała zdecydowanie łatwiejsze zadanie. Piłkarze Nastic musieli stawić czoła zawodnikom Espanyolu. Na początku drugiej połowy Los Pericos prowadzili po golu Juanmy, jednak w 64 minucie Antonio López doprowadził do wyrównania. Po kolejnych 8 minutach Oscar R. umieści piłkę w siatce i było 1-2, ale gdy spotkanie dobiegało już końca Zamora uzyskał bramkę dającą dogrywkę. Dodatkowe 30 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia i sędzia musiał zarządzić konkurs rzutów karnych. Najpierw do piłki podszedł Pinilla z Nastic. Strzał i... Lafuente musiał wyjmować piłkę z siatki. Pod względem psychologicznym najważniejszy jest pierwszy karny zatem szkoleniowiec Espanyolu posłał do piłki zawodnika, który powinien pokonać Roberto. Jonathan i... nie ma gola. Na szczęście dla Los Pericos także Maldonado nie egzekwował skutecznie swojego karnego i gracze z Barcelony stanęli przed szansą na wyrównanie. Jordi i... znowu nie ma bramki. Skuteczniejszy okazał się Óscar López i w karnych 0-2. Następnie do piłki podszedł... Márquez (ale tylko Ángel) i ... przestrzelił. Gdyby w tym momencie Lafuente udało się powstrzymać Tortolero Espanyol miałby jeszcze jakieś iluzoryczne szanse. Gracze Gimnastic mylili się jednak o wiele rzadziej niż ich rywale, strzał okazał się celny, a Juan Manuel Vico Moren odgwizdał koniec spotkania.

Wracając do składu Barcelony, bo on powinien interesować każdego najbardziej, znów bez trudu można wytypować kilka pozycji. Valdés ponownie zasiądzie na ławce, a między słupkami stanie etatowy bramkarz podczas tego typu spotkań, czyli Albert Jorquera. W obronie nasz J23 - Oleguer, Sylvinho, zapewne Marcowie Crosas i Valiente. W środku pola Toure. Jeśli nie od pierwszej minuty, to przynajmniej od początku drugiej połowy w pomocy powinien też zagrać Alcantara, który świetnie spisywał się w spotkaniu z Gironą. Swoje szanse powinni też otrzymać Dimas, Xavi Torres czy Assulin, ale to, ile minut zagra każdy z nich (podobnie jak zresztą Alcantara) jest raczej trudne do odgadnięcia. O swój występ powinien być spokojny Ezquerro, któremu pozostała chyba tylko gra w takich jak to spotkaniach.

Przed jutrzejszym meczem trudno o optymizm. Więcej atutów wydaje się mieć Nastic. No ale to piłka nożna, nie zwycięża ten kto ma więcej atutów tylko bramek. A zdobywać je potrafi nie tylko Ezquerro, ale i Toure czy Sylvinho. Ta sztuka z pewnością nie jest też obca graczom Barçy B, choć tym razem większość z nich będzie miała trudniejsze zadanie niż zwykle. Z Nastic zagra Barcelona, a nie Izolator Boguchwała, a więc mimo wszystko to od Dumy Katalonii oczekuje się zwycięstwa. Bo jak powiedział niedawno pewien komentator nie ważne czy gra Barça A, B, C* czy I...

Zatem...

Vamos Barça!

* - Barça C zdobyła Puchar Katalonii w 1984r.
[źródło: Własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze