Chelsea bliżej Aten
Po golu Joe Cole'a Chelsea drugi raz w tym sezonie pokonała Liverpool na Stamford Bridge 1:0 i jest bliżej wielkiego finału Ligi Mistrzów. Rewanż w przyszły wtorek.
- Trzy lata bez mistrzostwa? Ja byłbym bez pracy. W tym czasie zdobyliśmy w lidze z 60 punktów więcej od Liverpoolu - prowokował przed meczem trenera "The Reds" Rafaela Beniteza szkoleniowiec Chelsea Jose Mourinho. Ale z ostatnich pięciu meczów między oboma zespołami Liverpool wygrał trzy.
W Lidze Mistrzów oba zespoły spotkały się cztery razy. I w 360 minut zdobyły ledwie jednego gola. W dodatku komputerowa analiza wykazała, że piłka po strzale Luisa Garcii w półfinale w 2005 r. nie przekroczyła linii bramkowej. Sędzia Lubos Michel gola uznał i do finału awansował Liverpool.
Wczoraj od początku atakowała Chelsea. Najpierw z sześciu metrów strzelał Frank Lampard, ale Pepe Reina w niesamowity sposób odbił piłkę. Anglik próbował jeszcze raz, ale silne uderzenie z rzutu wolnego o centymetry minęło bramkę Hiszpana.
Gola zdobył za to Joe Cole po świetnym dograniu Didiera Drogby. Dla lewego pomocnika drużyny ze Stamford Bridge była to pierwsza bramka od października. Na początku sezonu 26-letni wychowanek West Hamu doznał kontuzji kolana, a gdy wrócił po kilku meczach - złamał kość śródstopia. Na boisku znów pojawił się kilka tygodni temu. Jak mówił, gdyby nie urazy, byłby to jego najlepszy sezon w karierze.
W pierwszej połowie Liverpool niemal nie istniał, jedynym celnym strzałem było słabe uderzenie głową Dirka Kuyta. Holender był niewidoczny, podobnie jak jego partner z ataku Craig Bellamy. Ten ostatni wyszedł w pierwszym składzie mimo, że ostatniego gola strzelił pod koniec lutego, w pierwszym meczu 1/8 finału LM z Barceloną. Na ławce siedział za to Peter Crouch, który w tym sezonie Champions League sześć razy celnie strzelał na bramkę przeciwników i za każdym razem piłka lądowała w siatce.
Dwumetrowy Anglik zmienił bezbarwnego Walijczyka niedługo po przerwie i już w pierwszej akcji wywalczył piłkę w pojedynku główkowym. Ta spadła na nogę Stevena Gerrarda, który strzelił tuż obok bramki Petra Cecha. W drugiej połowie Liverpool miał przewagę, ale zwykle zatrzymywał się na świetnie zorganizowanej obronie mistrzów Anglii.
Chelsea atakowała rzadko, jedyną szansę miał Lampard. Kolejny raz fantastycznie spisał się jednak Reina. Niewidoczny był Andrij Szewczenko, zmieniony na kwadrans przed końcem.
W składzie Chelsea zabrakło Michaela Essiena, który był zawieszony za kartki. Kilka dni temu angielskie brukowce doniosły, że Ghańczyk został zatrzymany przez policję za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Miał stracić prawo jazdy, a w lipcu stawić się w sądzie. Wczoraj policja zdementowała te informacje. Po niejasnych wynikach badania alkomatem 24-letni pomocnik Chelsea został przewieziony na badania krwi. One wykazały, że Essien był trzeźwy.
Przed rewanżem w dużo lepszej sytuacji jest Chelsea. W historii fazy pucharowej LM 11 razy zdarzało się, by w pierwszym meczu gospodarz wygrał 1:0. Tylko cztery razy po takim wyniku dalej awansowali gospodarze rewanżu.
Chelsea wciąż ma szansę na poczwórną koronę. Zdobyła już Puchar Ligi, zagra w finale Pucharu Anglii z Manchesterem United, ciągle może dogonić MU w lidze i wygrać Ligę Mistrzów. Tylko jedna drużyna w historii może się pochwalić podobnym osiągnięciem. W 1967 r. Celtic Glasgow zdobył mistrzostwo, Puchar Ligi, Puchar Szkocji i Puchar Europy Mistrzów Krajowych (protoplastę LM).
[źródło: gazeta.pl]
- Trzy lata bez mistrzostwa? Ja byłbym bez pracy. W tym czasie zdobyliśmy w lidze z 60 punktów więcej od Liverpoolu - prowokował przed meczem trenera "The Reds" Rafaela Beniteza szkoleniowiec Chelsea Jose Mourinho. Ale z ostatnich pięciu meczów między oboma zespołami Liverpool wygrał trzy.
W Lidze Mistrzów oba zespoły spotkały się cztery razy. I w 360 minut zdobyły ledwie jednego gola. W dodatku komputerowa analiza wykazała, że piłka po strzale Luisa Garcii w półfinale w 2005 r. nie przekroczyła linii bramkowej. Sędzia Lubos Michel gola uznał i do finału awansował Liverpool.
Wczoraj od początku atakowała Chelsea. Najpierw z sześciu metrów strzelał Frank Lampard, ale Pepe Reina w niesamowity sposób odbił piłkę. Anglik próbował jeszcze raz, ale silne uderzenie z rzutu wolnego o centymetry minęło bramkę Hiszpana.
Gola zdobył za to Joe Cole po świetnym dograniu Didiera Drogby. Dla lewego pomocnika drużyny ze Stamford Bridge była to pierwsza bramka od października. Na początku sezonu 26-letni wychowanek West Hamu doznał kontuzji kolana, a gdy wrócił po kilku meczach - złamał kość śródstopia. Na boisku znów pojawił się kilka tygodni temu. Jak mówił, gdyby nie urazy, byłby to jego najlepszy sezon w karierze.
W pierwszej połowie Liverpool niemal nie istniał, jedynym celnym strzałem było słabe uderzenie głową Dirka Kuyta. Holender był niewidoczny, podobnie jak jego partner z ataku Craig Bellamy. Ten ostatni wyszedł w pierwszym składzie mimo, że ostatniego gola strzelił pod koniec lutego, w pierwszym meczu 1/8 finału LM z Barceloną. Na ławce siedział za to Peter Crouch, który w tym sezonie Champions League sześć razy celnie strzelał na bramkę przeciwników i za każdym razem piłka lądowała w siatce.
Dwumetrowy Anglik zmienił bezbarwnego Walijczyka niedługo po przerwie i już w pierwszej akcji wywalczył piłkę w pojedynku główkowym. Ta spadła na nogę Stevena Gerrarda, który strzelił tuż obok bramki Petra Cecha. W drugiej połowie Liverpool miał przewagę, ale zwykle zatrzymywał się na świetnie zorganizowanej obronie mistrzów Anglii.
Chelsea atakowała rzadko, jedyną szansę miał Lampard. Kolejny raz fantastycznie spisał się jednak Reina. Niewidoczny był Andrij Szewczenko, zmieniony na kwadrans przed końcem.
W składzie Chelsea zabrakło Michaela Essiena, który był zawieszony za kartki. Kilka dni temu angielskie brukowce doniosły, że Ghańczyk został zatrzymany przez policję za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Miał stracić prawo jazdy, a w lipcu stawić się w sądzie. Wczoraj policja zdementowała te informacje. Po niejasnych wynikach badania alkomatem 24-letni pomocnik Chelsea został przewieziony na badania krwi. One wykazały, że Essien był trzeźwy.
Przed rewanżem w dużo lepszej sytuacji jest Chelsea. W historii fazy pucharowej LM 11 razy zdarzało się, by w pierwszym meczu gospodarz wygrał 1:0. Tylko cztery razy po takim wyniku dalej awansowali gospodarze rewanżu.
Chelsea wciąż ma szansę na poczwórną koronę. Zdobyła już Puchar Ligi, zagra w finale Pucharu Anglii z Manchesterem United, ciągle może dogonić MU w lidze i wygrać Ligę Mistrzów. Tylko jedna drużyna w historii może się pochwalić podobnym osiągnięciem. W 1967 r. Celtic Glasgow zdobył mistrzostwo, Puchar Ligi, Puchar Szkocji i Puchar Europy Mistrzów Krajowych (protoplastę LM).
[źródło: gazeta.pl]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)