Jordi Alba był gościem programu El camino de Mario, kanału na YouTube, na którym były piłkarz Mario Suárez przeprowadza wywiady. Alba, który niedawno zakończył karierę po spędzeniu ostatnich dwóch i pół roku w Miami, podsumował swoją karierę i opowiedział o swoich relacjach z Luisem Enrique i Xavim, fatalnej porażce na Anfield oraz o kontrowersyjnej przegranej Barcelony w LaLidze z Atlético Madryt.
– Wygraliśmy z wami ligę na Camp Nou, a to przy VAR... – zażartował Mario Suárez. – Ukradzione! Był tam Mateu Lahoz, prawda? O rany... – odpowiedział Jordi Alba, w tym samym tonie. Sędzia, który przyznał się do błędu, anulował bramkę z powodu nieistniejącego spalonego Leo Messiego, która dałaby przewagę Blaugranie. – Mateu wyrzucił mnie z boiska dwa lub trzy razy – powiedział Alba.
Były piłkarz Barcelony, który przyznał, że miał szansę podpisać kontrakt z Chelsea przed powrotem do Barcelony, zapewnił, że najlepszym trenerem, jakiego miał, był Luis Enrique. – Dla mnie jest najlepszy. Sprawia, że wszyscy gracze są zgrani, nawet ci, którzy nie grają. Cieszysz się z sukcesu kolegi, z sukcesu drużyny. Nie każdemu się to udaje. Pod tym względem jest mistrzem – skomentował. – W zarządzaniu grupą jest spektakularny. Wymaga od ciebie maksimum. Jeśli nie robisz tego, co mówi, wchodzi ktoś inny. Nie ma dla niego znaczenia, jak się nazywasz, co osiągnąłeś w piłce… widzi tylko teraźniejszość – dodał.
Wypowiedział się również na temat Xaviego, który wcześniej był jego kolegą z drużyny. – Wszedł w bardzo trudnym momencie. Wziął na siebie odpowiedzialność i poradził sobie całkiem nieźle. Wygraliśmy ligę i Superpuchar z Madrytem. Kiedy tam byłem, dobrze zarządzał grupą.
Barça pod wodzą Luisa Enrique zdobyła ostatnią Ligę Mistrzów. – To jedyny rok, w którym czułem, że nikt nie jest w stanie nas pokonać. Na finał Ligi Mistrzów przyjechali moi agenci i powiedziałem im: spokojnie, wygramy to. Nie chodziło o przechwałki, tylko o pewność siebie, jaką mieliśmy. Nikt nas nie pokonał – wspominał. Obrońca uważa jednak, że jego najlepszym sezonem był pierwszy z Ernesto Valverde, czyli sezon 17/18.
To właśnie za czasów Txingurriego Alba przeżył najtrudniejszą noc w swojej karierze – porażkę 0:4 na Anfield. – Przy pierwszym golu popełniłem błąd, podając głową do tyłu. To była jedyna szansa, żebyśmy dostali się do finału. Wygralibyśmy. Długo nie mogłem wyjść z domu. To była trudna sytuacja dla klubu, drużyny i dla mnie osobiście – zaznaczył. W późniejszym filmie dokumentalnym widać, że Alba jest wzruszony, ale zaprzeczył, jakoby płakał. – Mówili, że płakałem, ale to nieprawda. Nie w przerwie. Po prostu źle się czułem – zapewnił.
Alba był także świadkiem pierwszych piłkarskich kroków Lamine'a Yamala. – Pod względem technicznym to było prawdziwe widowisko – wspomina. – Leo Messi nie ma jednak sobie równych, jest najlepszym piłkarzem w historii. Nie widziałem nikogo podobnego – podkreślił. O drużynie Barçy pod wodzą Hansiego Flicka powiedział. – Bardzo mi się podoba, to był punkt zwrotny. Musiało pojawić się wielu młodych zawodników, ale dają radę. Sprawiają, że wszyscy kibice Barçy świetnie się bawią.
Komentarze (14)