Kto by pomyślał dwa lata temu!

Mateusz Doniec

10 maja 2026, 11:00

30 komentarzy

Fot. Getty Images

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

2:0

Herb FC Barcelona

Real Madryt CF

RMA

  • Marcus Rashford 9'
  • Ferran Torres 18'

Dwa lata temu wydawało się, że futbolowy świat właśnie dostał odpowiedź na pytanie o przyszłego dominatora Europy. Real Madryt wygrał Ligę Mistrzów z Viníciusem i Jude'em Bellinghamem na czele, a chwilę później do Madrytu miał dołączyć Kylian Mbappé. W tym samym czasie FC Barcelona kończyła trudny etap z Xavim Hernándezem, szukała nowego lidera projektu i sprawiała wrażenie klubu, który potrzebuje znacznie więcej czasu, by wrócić do walki z największym rywalem Kto by wtedy pomyślał, że dwa lata później Barça stanie przed szansą zdobycia drugiego mistrzostwa z rzędu właśnie w El Clásico, a Real Madryt przyjedzie na Camp Nou pogrążony w chaosie.

Wiosną 2024 roku Real Madryt miał wszystko: młody skład, największe gwiazdy świata, stabilność i zwycięską mentalność. Vinícius był bohaterem finału Ligi Mistrzów, Bellingham świetnie odjandował się w roli fałszywego napastnika a transfer Mbappé wydawał się ostatecznym domknięciem projektu, który miał dominować Europę przez lata. Na papierze wyglądało to jak drużyna stworzona do seryjnego wygrywania. Tym bardziej że Barcelona znajdowała się wtedy na zupełnie przeciwnym biegunie. Gra zespołu Xaviego coraz częściej się zacinała, drużyna traciła intensywność, brakowało liderów, a wokół klubu unosiło się poczucie zmęczenia i niepewności.

Właśnie dlatego słowa Joana Laporty z marca 2024 roku wydawały się wtedy bardziej próbą wbicia szpilki niż realną diagnozą.

Mam intuicję. W tym właśnie tkwi ich problem. Musisz sprzedać zawodnika, prawda? Ponieważ obaj [Mbappe i Vini Jr - przyp. red.] nie będą grać w tym samym miejscu, a także są bardzo znaczącymi graczami. A mówiąc o liczbach, które tam będą, to z pewnością zniekształca szatnię. To nie jest prezent.

Dwa lata temu wielu odebrało te słowa jako klasyczną uszczypliwość wobec największego rywala. Dziś brzmią one jednak znacznie mniej jak prowokacja, a bardziej jak ostrzeżenie, którego w Madrycie nikt nie chciał słuchać. Laporta miał rację.

Barcelona odzyskała drużynę

Hansi Flick przywrócił drużynie Barcelony pressing, intensywność i poczucie wspólnego kierunku. Pedri znów stał się mózgiem środka pola, Raphinha, który miał odchodzić do Arabii, stał się liderem i kapitanem, a młodzi piłkarze z La Masii byli fundamentem zespołu. Sam Flick bardzo jasno mówi dziś o tym, co uważa za największą siłę swojej drużyny.

Jesteśmy w tej sytuacji dlatego, że rozegraliśmy fantastyczny sezon jako zespół. I właśnie to chcę zobaczyć również jutro w Klasyku.

Tutaj pojawia się największy kontrast względem obecnego Realu Madryt. Flick od miesięcy podkreśla, że sukces buduje się na jedności, komunikacji i podporządkowaniu ego drużynie.

Wszystko sprowadza się do "my", a nie do "ja". I to jest ważne. Nie chodzi o ego, zawsze chodzi o zespół. Wszystko, co decydujemy, wszystko, co się dzieje, musi być pozytywne dla drużyny.

Te słowa dziś brzmią jeszcze mocniej, gdy spojrzy się na sytuację po drugiej stronie.

Chaos zamiast dominacji

Real Madryt przyjeżdża dziś na Camp Nou nie jako drużyna rozpoczynająca nową dynastię, ale jako klub próbujący opanować własny kryzys. Najpierw pojawiały się informacje o podziałach w szatni i konfliktach wokół kolejnych trenerów. Później doszły przecieki o grupach zawodników stojących przeciwko sztabowi, frustracji rezerwowych czy rodzinach piłkarzy kontaktujących się z Florentino Pérezem w sprawie minut swoich synów. W ostatnich dniach wszystko eksplodowało już całkowicie.

Bójka Auréliena Tchouaméniego z Federico Valverde. Spoliczkowanie Álvaro Carrerasa przez Antonio Rüdigera. Napięcia wokół Kyliana Mbappé. Kolejne przecieki z szatni. Chaos, który zamiast zostać zamknięty wewnątrz klubu, stał się publicznym spektaklem.

Álvaro Arbeloa podczas konferencji prasowej przed Klasykiem próbował bronić swoich zawodników i całej szatni.

To, że wyciekają rzeczy dziejące się w szatni, uważam za zdradę wobec Realu Madryt, absolutną nielojalność wobec tego herbu i jest to coś, co bardzo mnie zasmuca.

Trener Realu wielokrotnie podkreślał też, że zawodnicy przeprosili i ponieśli konsekwencje.

Zawodnicy już wyrazili skruchę, przyznali się do błędu, wzięli odpowiedzialność za to, co zrobili, i przeprosili kibiców, klub, szatnię. A dla mnie to wystarczy.

Jednocześnie Arbeloa próbował odrzucać oskarżenia dotyczące utraty kontroli nad zespołem.

Kłamstwem jest, że moi piłkarze nie są profesjonalistami. Kłamstwem jest, że którykolwiek z nich choć raz okazał mi brak szacunku. Ani razu. To absolutne kłamstwo.

I choć trener Realu zapewnia, że nadal widzi "zdrową szatnię", obraz ostatnich tygodni pokazuje coś zupełnie odwrotnego. Real zaczął przegrywać jako drużyna jeszcze zanim zaczął przegrywać najważniejsze mecze.

Pięć Klasyków później

Najbardziej symboliczne jest jednak to, co wydarzyło się już na boisku. Barcelona wygrała pięć Klasyków przeciwko Realowi Madryt z Kylianem Mbappé w składzie. Dwa w lidze. Dwa finały Superpucharu Hiszpanii. Jeden finał Pucharu Króla. Mbappé miał być twarzą nowej dominacji Realu Madryt. Tymczasem stał się częścią drużyny regularnie przegrywającej z Barceloną Flicka. Paradoksalnie sam Flick nadal wypowiada się o Francuzie z ogromnym szacunkiem.

Mbappé jest jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. To niewiarygodna jakość na boisku. W każdej sytuacji jest bardzo groźny. A pod polem karnym i w polu karnym jest niesamowity, dla mnie nawet najlepszy.

Dlatego obecna sytuacja robi jeszcze większe wrażenie. Barcelona nie zdominowała słabego Realu, tylko Real pełen największych nazwisk świata.

Historia napisze się na naszych oczach?

Dzisiejszy Klasyk może przejść do historii FC Barcelony. Nikt wcześniej nie zdobył mistrzostwa Hiszpanii właśnie w El Clásico. Dziś Barcelona może zrobić to po raz pierwszy. I jednocześnie przypieczętować drugie mistrzostwo z rzędu.

Jeszcze dwa lata temu taki scenariusz wydawał się niemal nierealny. Real Madryt miał rozpoczynać erę dominacji z Mbappé, Viníciusem i Bellinghamem. Barcelona miała dopiero próbować wrócić na właściwe tory. Potem po sezonie 2024/25 Real chciał odmienić grę zespołu, zatrudniając Xabiego Alonso i sprowadzając młodych Huijsena, Carrerasa czy Mastantuono. Trenera już nie ma, Huijsen popełnia karykaturalne błędy, Carreras siedzi na ławce z śladem dłoni Rüdigera na twarzy, a o Mastantuono kupionym za 45 milionów euro mało kto pamięta.

Dziś Barça podchodzi do El Clásico jako stabilniejszy, spokojniejszy i bardziej zespołowy projekt. Real Madryt przyjeżdża natomiast z pytaniami o szatnię, ego, przecieki i przyszłość całego projektu... a na horyzoncie wyłania się już powoli José Mourinho, o którym można powiedzieć wiele rzeczy, ale nie to, że jest gwarancją spokoju.

Kto by pomyślał dwa lata temu, że właśnie tak będzie wyglądał mecz o mistrzostwo Hiszpanii.

Takie i wiele innych ciekawych statystyk oraz wyniki na żywo znajdziesz u naszego Partnera - aplikacji Superscore.

Mecz FC Barcelona - Real Madryt obejrzysz na platformie Canal+ Online. Kliknij tutaj!

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (30)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze