FC Barcelona pokonała 5:2 Sevillę i w dzień wyborczy umocniła się na pozycji lidera La Ligi. Katalończycy rozegrali spotkanie pełne ciekawych historii – od debiutu młodego wychowanka, przez dominację pomocników z La Masii, aż po hat-trick Raphinhi. Oto pięć wniosków, które zapamiętamy z tego meczu.
1. Espart bez kompleksów w debiucie na Camp Nou
Debiut na Camp Nou od pierwszej minuty zawsze wiąże się z ogromną presją, szczególnie dla wychowanka. Xavi Espart jednak zupełnie się tym nie przejął i zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Od pierwszych minut było widać, że nie brakuje mu pewności siebie: grał odważnie, nie bał się podejmować decyzji i dobrze współpracował z bardziej doświadczonymi (choć nadal młodymi) kolegami z formacji defensywnej. W grze obronnej Espart był solidny i kilkukrotnie w porę udało mu się wyczyścić sytuacje w polu karnym Barcelony. Co ważne, nie ograniczał się tylko do gry "na tyłach". Starał się podłączać do akcji ofensywnych, pokazując się do gry na skrzydle i wspierając budowę ataków. Jak na debiutanta przed wielką publicznością wyglądał bardzo dojrzale. Czy taki występ wystarczy, aby mógł myśleć o miejscu w jedenastce w środowym meczu z Newcastle? W pierwszym spotkaniu na tej pozycji zagrał Ronald Araújo i niewykluczone, że trener ponownie postawi na jego doświadczenie. Dzisiejszy występ Esparta pokazał jednak, że Barcelona może mieć w nim bardzo interesującą opcję na przyszłość. A w pamięci dalej trzeba mieć Héctora Forta...
2. Pomoc Barcelony nadal bije sercem La Masii
Jednym z najbardziej rzucających się w oczy obrazków z tego meczu była liczba pomocników wywodzących się z La Masii, którzy pojawili się na boisku. Już w wyjściowym składzie zobaczyliśmy Marca Bernala oraz Daniego Olmo. Chciałoby się wymienić tu również Pedriego, gdyz choć formalnie nie jest on wychowankiem akademii, wielu kibiców łapie się na tym, że traktuje go jak jednego z jej "absolwentów". Tak naturalnie Kanaryjczyk wkomponował się w styl gry Barcelony. Na tym jednak się nie skończyło. W drugiej połowie z ławki pojawili się Marc Casadó, Fermín López oraz Gavi, który po długiej przerwie spowodowanej kontuzją... w końcu wrócił na murawę, z czego cieszyła się, bez wyjątku, każda osoba przebywająca na stadionie.
W pewnym momencie środek pola Barcelony był więc niemal w całości złożony z zawodników wychowanych w La Masii. To kolejny dowód na to, że choć w obronie czy ataku dużą rolę moga odgrywać zawodnicy sprowadzeni z innych klubów, to właśnie linia pomocy pozostaje prawdziwym kręgosłupem drużyny budowanym w szkółce. Samo poruszanie się po boisku tych zawodników jest instynktowne dzięki wychowaniu się w barcelońskiej filozofii. Ostatecznie, przekłada się to na utrzymywanie odpowiedniego tempa meczu i prowadzenie gry w charakterystycznys sposób.
3. Problem numer dziewięć: kto jest mniejszym złem?
Niestety, jednym z tych gorzkich wniosków po meczu z Sevillą jest, a jakże, sytuacja na pozycji dziewiątki. W ataku Barcelony coraz częściej można odnieść wrażenie, że trwa rywalizacja nie o to, kto jest najlepszy, ale raczej kto jest mniejszym złem. Gdy w składzie pojawia się Robert Lewandowski, wielu kibiców zaczyna zastanawiać się, czy Ferran Torres nie byłby lepszą opcją. Z kolei kiedy gra Ferran, pojawia się myśl, że może jednak Polak wcale nie wyglądał tak źle. Występ Lewego przeciwko Sevilli niestety tylko przypomniał te wątpliwości. Polski snajper miał problemy z utrzymaniem się przy piłce, która kilka razy odskakiwała mu przy przyjęciu. Gdy pojawiały się okazje do zdobycia bramki, brakowało dawnej skuteczności.
Co więcej, Lewandowski coraz częściej przegrywa pojedynki fizyczne z obrońcami, a równocześnie widać, że brakuje mu szybkości, która pozwalałaby wypracować przewagę nad rywalami. W wielu fragmentach spotkania gra Barcelony toczyła się wręcz obok niego. Jeszcze niedawno, nawet jeśli Polak nie był bardzo widoczny w budowaniu akcji, potrafił rekompensować to znakomitym wykończeniem. Dziś nawet tego elementu zaczyna brakować. Dlatego coraz bardziej widoczne jest pytanie, czy Barcelona nie powinna latem poszukać nowego podstawowego napastnika. Lewandowski pozostaje jedną z wielkich postaci ostatnich lat w klubie, ale niewykluczone, że dla obu stron najlepszym rozwiązaniem byłoby zakończenie tej historii w odpowiednim momencie: tak, aby kibice zapamiętali go przede wszystkim z jego najlepszych sezonów w bordowo-granatowych barwach.
4. Maksymalna efektywność Raphinhi
Choć w ostatnich tygodniach Raphinha nie zawsze potrafił prezentować się ze swojej najlepszej strony, przeciwko Sevilli ponownie pokazał coś, co jest cechą wielkich zawodników: zabójczą skuteczność. Brazylijczyk zakończył spotkanie z hat-trickiem na koncie, a przecież w trakcie meczu jego gra nie była tak błyskotliwa, jak w poprzednim sezonie. Dwie z bramek zdobył z rzutów karnych wykonanych z dużym spokojem oraz pewnością siebie. Potwierdził tym samym, że jest obecnie najpewniejszym wykonawcą jedenastek w zespole. W ostatnim meczu z Newcastle do piłki podszedł co prawda Lamine Yamal, jednak w niedzielę nie było okazji, aby porównać ich bezpośrednio w tej roli. Patrząc jednak na pewność, z jaką Raphinha wykonuje jedenastki, trudno znaleźć w drużynie lepszego kandydata. Trzecie trafienie padło już po nieco bardziej przypadkowej akcji i rykoszecie w polu karnym, ale dla statystyk nie ma to większego znaczenia. Fakty są takie, że Brazylijczyk zszedł z boiska z trzema golami na koncie.
To właśnie najlepiej pokazuje jego dzisiejszy występ... Momentami gra może nie zachwycać, a mimo to na koniec w rubryce "gole" pojawia się +3. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że to wciąż nie jest Raphinha z poprzedniego sezonu, kiedy prezentował poziom ocierający się o kandydaturę do Złotej Piłki. Fizycznie wygląda bardzo dobrze: intensywnie pressuje, nawet gdy wynik jest już właściwie rozstrzygnięty, co było widać choćby przy stanie 5:1 w drugiej połowie. Być może brakuje jeszcze tej odrobiny świeżości czy pewności w grze, ale... jeśli Brazylijczyk odzyska pełnię formy na końcówkę sezonu, Barcelona może zyskać lidera, którego w najważniejszych momentach bardzo potrzebuje (i będzie potrzebować).
5. I brawa dla Cancelo
Na koniec pora na aplauz dla João Cancelo. Gdy Portugalczyk zimą wracał do Barcelony na wypożyczenie, wielu kibiców podchodziło do tego ruchu z dużą rezerwą. W pamięci wciąż był jego poprzedni epizod w klubie, który, delikatnie mówiąc, nie pozostawił najlepszego wrażenia. Warto jednak pamiętać, że tamten okres przypadł na zupełnie inne realia i innego trenera. Pod wodzą Hansiego Flicka wielu zawodników wygląda dziś po prostu lepiej niż w czasach Xaviego. Cancelo zdaje się być kolejnym przykładem tego zjawiska. Jego początki po powrocie były dość spokojne, a sam zawodnik przyznał, że występy w Arabii Saudyjskiej odbiły się na jego przygotowaniu fizycznym. Teraz jednak widać, że Portugalczyk wrócił do odpowiedniej dyspozycji.
W meczu z Sevillą był jedną z kluczowych postaci. Udało mu się wywalczyć dwa rzuty karne, a do tego sam wpisał się na listę strzelców. Tradycyjnie, wniósł bardzo dużo do gry ofensywnej, co zawsze było jego największym atutem, ale równie ważne jest to, że na razie (odpukać!) nie popełnia większych błędów w defensywie. Wygrywa pojedynki fizyczne ze skrzydłowymi i daje drużynie stabilność na bokach obrony. Jego znaczenie dla zespołu widać szczególnie teraz, gdy z gry wypadli Jules Koundé i Alejandro Balde, a problemy zdrowotne miał również Eric García. W pewnym momencie Cancelo był praktycznie jedynym doświadczonym bocznym obrońcą, a obok siebie miał... młodego Esparta. Niezależnie jednak od tego, czy Flick ustawia go na prawej, czy na lewej stronie defensywy, Portugalczyk daje sobie radę i pokazuje, że może być dla Barcelony bardzo cennym ogniwem w końcówce sezonu.
Komentarze (34)