W najnowszym artykule dla ASa pt. "Flick ma plan" Javi Miguel opisuje moment zwrotny w sezonie Barcelony i Hansiego Flicka. Niemiecki trener po miesiącach problemów kadrowych wreszcie ma odzyskać kluczowych zawodników, a terminarz daje jego drużynie realną szansę na atak na pozycję lidera, co jest celem niemieckiego trenera.
Javi Miguel: Hansi Flick przypomina jednego z tych generałów, którzy zamykali się w zimowych kwaterach, by opracować kolejną strategię. Niemiecki trener od dawna przygotowuje i projektuje właśnie ten moment – taki, w którym znów będzie mógł liczyć na swoich najlepszych zawodników. Czeka miesiącami na w pełni zdrowego Lamine’a - który w tym tygodniu przeszedł zabieg radiofrekwencji, by definitywnie uśmierzyć ból - prawie dwa miesiące bez Raphinhi, jednego z najważniejszych piłkarzy ofensywnych i absolutnej referencji w pressingu, oraz mniej więcej tyle samo bez Joana Garcíi, perły w koronie między słupkami, zwłaszcza odkąd stało się jasne, że Wojciech Szczęsny prosi się o emeryturę. Do tego dochodzi jeszcze kontuzja Pedriego po Klasyku, która zostawiła drużynę w trybie czystego przetrwania - ciągniętą dzięki genialności Fermína, krokowi naprzód Frenkiego, asystom Rashforda i golom Lewandowskiego.
Flick liczy, że po przerwie na kadrę będzie miał do dyspozycji Lamine’a, Raphinhę, Joana Garcíę i Pedriego. Trzech pierwszych już od razu - czyli na mecz z Athletikiem - natomiast Kanaryjczyk mógłby wrócić albo na to spotkanie, albo na kolejne w Londynie przeciwko Chelsea, najpóźniej wtedy, po niemal cudownym tempie rehabilitacji po urazie mięśnia dwugłowego lewej nogi.
Optymizm w klubie budzą nie tylko powroty kontuzjowanych, ale też terminarz, przynajmniej na papierze korzystniejszy niż ten Realu Madryt. Barça rozegra trzy kolejne mecze u siebie (Athletic, Alavés i Atlético), podczas gdy madrytczycy wszystkie trzy rozegrają na wyjeździe (Elche, Girona i Athletic). Oczywiście pojawienie się w kalendarzu zespołu Simeone wszystko komplikuje, ale pozostaje faktem, że Barcelona- niezależnie czy na Estadi Johan Cruyff, czy na Montjuïc - wygrała wszystkie domowe spotkania. Real Xabiego Alonso przeciwnie: poza Bernabéu pozostawia coraz więcej wątpliwości, czego dowodem ostatni bezbramkowy remis z Rayo.
Celem Flicka jest zakończenie roku 2025 odebraniem Realowi fotelu lidera. Musi odrobić trzy punkty w sześciu kolejkach - misja jak najbardziej wykonalna, zwłaszcza że zespół ze stolicy zaczyna prezentować wyraźne oznaki słabości, gdy Mbappé nie trafia. Barça po trzech domowych meczach pojedzie na Benito Villamarín, potem zagra u siebie z Osasuną i zakończy rundę słynnym spotkaniem z Villarrealem, które pierwotnie miało odbyć się w Miami. Real z kolei zagra z Celtą na Bernabéu, później na Mendizorrotza (Alavés) i zakończy u siebie przeciwko Sevilli.
W Lidze Mistrzów plany niemieckiego trenera są znacznie mniej ambitne - przynajmniej na krótką metę. Barça zajmuje obecnie jedenaste miejsce, dwa punkty od strefy unikającej fazy play-off. Mecz z Chelsea na Stamford Bridge będzie więc prawdziwym testem zdrowia drużyny na europejskiej scenie. Zwycięstwo, a nawet remis, pozwoliłby wejść w trzy ostatnie kolejki z realnymi szansami na finisz w TOP 8, biorąc pod uwagę, że Barcelona zagra jeszcze u siebie z Eintrachtem i Kopenhagą oraz na wyjeździe ze Slavią w Pradze.
Komentarze (25)