Pięć wniosków po meczu z Valencią

Dariusz Maruszczak, Michał Gajdek

7 lutego 2025, 06:30

74 komentarze

Fot. Getty Images

Barcelona drugi raz rozgromiła Valencią, tym razem na Mestalla w ćwierćfinale Pucharu Króla. Jakie wnioski możemy wyciągnąć po tym pojedynku?

Ferran niczym Eto'o

Hiszpan potwierdza wzrastającą formę, co sygnalizował już Mateusz Doniec w ostatnim tekście. Hat-trick Ferrana był najszybszym w Barcelonie (30 minut) od czasów… Samuela Eto’o w 2008 roku, gdy Kameruńczyk w 28 minut zdobył trzy bramki w ligowym starciu z Almeríą. 24-latkowi brakuje już tylko jednego trafienia do swojego najlepszego wyniku sezonowego w barwach Blaugrany (11 goli). Ferran potwierdził się jako jakościowy zmiennik, a w przyszłości może nawet podsycić debatę na temat rywalizacji z Robertem Lewandowskim…

Maszyna do strzelania goli

Barcelona potwierdziła w meczu z Valencią, że Flick skonstruował ofensywnego potwora. Katalończycy w 150 minut rywalizacji z Los Che strzelili im 12 goli. Barça 11 razy w tym sezonie zdobyła co najmniej pięć bramek w jednym meczu. Ekipa Flicka łącznie ma na koncie 109 trafień, tylko o jedno mniej niż w całym poprzednim sezonie. Katalończycy mogą liczyć nie tylko na Lewandowskiego, Raphinhę i Lamine'a. Dorobek strzelecki stale poprawiają ostatnio wspomniany Ferran i Fermín. Barcelona ma coraz więcej strzelb. A przecież do gry wrócił Dani Olmo, a druga linia kreuje aż miło.

Współpraca Pedriego z Frenkiem de Jongiem

Pomocnicy coraz lepiej wyglądają razem na boisku. Potrafią dzielić się zadaniami i nie wchodzą sobie w drogę, próbując robić to samo. De Jong miał 103 celne podania (98% skuteczności), z czego trzy kluczowe, ale nie skupiał się na pojedynkach z rywalami. Z kolei Pedri zaliczył dużo mniej dokładnych zagrań (60 na skuteczności 92%), ale zaliczył asystę i wygrał 9 z 10 pojedynków. Holender ma przebłyski lepszej formy, a konkurencja może dobrze zrobić drużynie Hansiego Flicka, zwłaszcza jeśli 27-latek tak dobrze rozumie się z partnerami.

Umierająca Valencia

Los Che znów wyglądali jak zespół stojący nad grobem. Bardzo to przykry wniosek, pamiętając, jak zasłużony jest to klub dla hiszpańskiego futbolu. Valencia była tak słaba, że aż można było się zlitować nad tą ekipą. Wychodzenie kibiców ze stadionu po pół godzinie rywalizacji i atmosfera jak na stypie wśród fanów gospodarzy (kibice Barçy z łatwością ich przekrzykiwali) dopełniają obrazu beznadziei.

Zakopani Pablo Torre i Pau Victor

Mimo wysokiej wygranej i bezpiecznego prowadzenia już od początku spotkania Pablo Torre i Pau Victor nie pojawili się na murawie nawet na minutę. Biorąc pod uwagę dotychczasowy czas gry tych piłkarzy (pierwszy poniżej 400 minut, drugi – mniej niż 300), wydaje się, że nie mają oni czego szukać w Barcelonie Hansiego Flicka. Trudno wyobrazić sobie mecz, w którym mogliby być ogrywani.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (74)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze