Po ciężkim sezonie 2023/24, w którym zagrał niecałe 1300 minut w LaLidze, Iñigo Martínez na początku przygody Hansiego Flicka z Barceloną jest jedną z niepodważalnych postaci w pierwszej jedenastce. Niemiecki trener ceni sobie jego wysiłek oraz zdolności przywódcze.
"Chcieliśmy zawodnika, który będzie motywował kolegów" - mówił Joan Laporta na prezentacji Iñigo Martíneza w lipcu 2023 roku. Swoją aparycją i formą na początku sezonu 2024/25 baskijski stoper pokazuje, że warto było na niego postawić. Pewna anegdota, którą przywołuje Juan Jiménez z dziennika AS, ma być na to dowodem. Pamiętacie moment powrotu zawodników do klubu po zwycięstwie nad Valencią i... grę w piłkarzyki Lamine Yamala, Pedriego, Marca Casadó i Héctora Forta? Sprawcą tego zamieszania jest pośrednio właśnie Martínez, bo to on kupił stół do piłkarzyków do budynków klubowych, by jeszcze wzmocnić relacje między kolegami w zespole.
Skupiając się jednak głównie na walorach sportowych, to jeśli 33-latek nie będzie kontuzjowany w tym sezonie, może stać się podporą defensywy Barcelony - zwłaszcza w momentach, w których nie wszyscy zawodnicy są dostępni do gry. W minionej kampanii nie zdołał wywalczyć sobie miejsca w pierwszej jedenastce przez urazy, ale także wybuch talentu Pau Cubarsíego. Na przestrzeni sezonu stracił również zaufanie Xaviego, który był jednym z większych entuzjastów jego transferu.
Z początkiem przygody Hansiego Flicka w Barcelonie Martínez stał się jednym z jego czterech niepodważalnych zawodników, grając 90 minut w każdej z pierwszych czterech kolejek. Mimo nie najlepszego występu na Mestalla, z każdym spotkaniem Bask wchodził na wyższy poziom i na ten moment ciężko wyobrazić sobie pierwszą jedenastkę Barcelony bez niego. Choć oczekiwał takiej roli już w zeszłym sezonie, musiał poczekać dopiero do lata 2024 roku, by na dobre wejść w zespół Barçy.
Komentarze (8)