İlkay Gündoğan opuścił szeregi Barcelony po zaledwie jednym sezonie. Sezonie, w którym dla wielu był najlepszym piłkarzem Barçy, wielokrotnie utrzymując Katalończyków na powierzchni. O jego znakomitej grze mogą świadczyć statystyki — pomocnik brylował na tle kolegów jeśli chodzi o asysty i asysty drugiego stopnia. Dlaczego więc nie czuję się źle kiedy taki zawodnik odchodzi?
Luksus, na który nas nie stać
Wysokości kontraktów piłkarzy są objęte tajemnicą i rzadko kiedy mamy okazję poznać prawdziwe liczby. Media podają jednak przybliżone wartości. W przypadku Gündoğana mówiło się o pensji wynoszącej 18 milionów euro brutto (ponad dwa razy więcej niż zarabiał w Manchesterze), co byłoby trzecim najwyższym wynagrodzeniem w drużynie, za Frenkiem de Jongiem i Robertem Lewandowskim.
Wbrew nieustannym zapewnieniom zarządu, Barcelona wciąż jest w delikatnej sytuacji finansowej i nie może pozwolić sobie na wypłacanie takich pensji. Nie jest żadną tajemnicą, że klub wielokrotnie otwierał drzwi wyjściowe De Jongowi, ale Holender nie ma tyle ambicji sportowej co Niemiec i nie zamierza opuszczać pięknego miasta, w którym zarabia horrendalne pieniądze.
FC Barcelony zwyczajnie nie stać na tak luksusowego zawodnika jak İlkay Gündoğan, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego wiek i fakt, że musiałby częściej pełnić rolę zmiennika. Manchester City sponsorowany przez arabską ropę bez problemu może pozwolić sobie na trzymanie na ławce takiego piłkarza, traktując go jako dodatkową opcję.
Braki w defensywie
Gündoğan nigdy nie był typem zawodnika, który udzielał się w akcjach defensywnych, ale z biegiem lat ten problem zaczął się pogłębiać. To właśnie dlatego Flick przekazał pomocnikowi, że nie będzie podstawowym graczem. Taktyka niemieckiego trenera zakłada nieustanny pressing, a przecież w kadrze Barçy mamy już Roberta Lewandowskiego, który nie bierze w nim udziału. Drugi piłkarz z defensywnymi brakami to byłoby już zbyt wiele.
Spójrzmy zresztą, jak wygląda Gündoğan na tle kolegów z drużyny, którzy mogą grać na tej samej pozycji:

Fot. DataMB
Jak na dłoni widać, że niemiecki pomocnik w ogóle nie bierze udziału w grze obronnej, choć nie sposób nie docenić jakości jego podań. Nie bez powodu İlkay był w ubiegłym sezonie najlepszym zawodnikiem w LaLidze jeśli chodzi o liczbę kluczowych podań.
Chłodna kalkulacja
Przyznaj drogi czytelniku, ile razy przeklinałeś zarząd Barcelony kiedy ten przedłużał umowy weteranów, takich jak Iniesta, Alba czy Busquets, gwarantując im wzrastające pensje. Jak często stawialiśmy na piedestale twardą rękę Florentino Péreza, który bez mrugnięcia powieką pozbywał się z Realu największych klubowych legend, kiedy te zaczęły być zbędnym balastem. İlkay Gündoğan wszystko, co najlepsze w karierze, ma już za sobą, a pomimo tego dopiero teraz miałby pobierać najwyższe wynagrodzenie w swoim życiu, wypłacane przez spłukaną Barcelonę.
Zarząd pozbył się gracza, który był zbytnim obciążeniem dla budżetu, przy okazji robiąc miejsce dla młodszych zawodników, którzy grają za nieporównywalnie niższe stawki. Dani Olmo, gracz o podobnej charakterystyce, ma 26 lat i jest teraz w najlepszym momencie swojej kariery. Fermín López to 21-latek, który w ubiegłym sezonie zadziwił piłkarski świat, i będzie potrzebował jak najwięcej minut, żeby móc dalej się rozwijać. Nie można postawić na szali piłkarzy będących przyszłością klubu, żeby zatrzymać 34-latka, powoli myślącego już o karierze trenerskiej.
Brak klasy Joana Laporty
Uważam, że pożegnanie İlkaya Gündoğana nie było planowane od początku okienka transferowego. Stało się ono koniecznością, ponieważ ani Raphinha, ani Frenkie de Jong, ani Araujo nie chcą odejść z klubu, a nowa umowa z Nike nie została ogłoszona. Zarząd zachowuje się jak kura bez głowy, chaotycznie planując wzmocnienia i transfery wychodzące.
W całej tej sytuacji Gündoğan zachował twarz i po prostu wyszedł przez drzwi, które wskazał mu Joan Laporta. W przeciwieństwie do młodszego De Jonga nie trzymał się kluczowo zapisów umowy i zrezygnował z pozostałego wynagrodzenia, żeby rozwiązać swój kontrakt.
Inną kwestią jest to, jak klub potraktował Niemca, który przecież wielokrotnie pokazywał, że gra dla Barcelony była jego marzeniem. Niestety takie zachowanie zarządu sprawia, że inni zawodnicy, będący na tym samym etapie kariery co İlkay, dwa razy zastanowią się, zanim podpiszą kontrakt podsunięty przez Deco i Laportę.
Chciałbym więc wyrazić swoją wdzięczność dla Gündoğana, zarówno za jego grę jak i poczynania pozaboiskowe. Niemiecki pomocnik w zeszłym sezonie dał z siebie wszystko i pokazał, że wciąż ma siły do rywalizacji na najwyższym poziomie. Pozostaje przy tym profesjonalistą w każdym calu, co udowodnił odchodząc z Barçy, kiedy na krótko przed końcem okienka transferowego został poinformowany, że jego kontrakt uniemożliwia działania na rynku transferowym. Nie zmienia to jednak faktu, że nie pasował on do stylu gry preferowanego przez Hansiego Flicka, a Barcelona musi przejść przez bolesną rewolucję taktyczną.
Gracias Gündo za wszystkie mecze, które rozegrałeś w bordowo-granatowej koszulce. Na zawsze pozostaniesz częścią globalnego barcelonismo.
Komentarze (70)