Aitana Bonmatí - Long Live The Queen!

Michał Gajdek

8 marca 2024, 08:15

The Guardian

8 komentarzy

Fot. Getty Images

Aitana Bonmatí jest niekwestionowaną gwiazdą numer jeden kobiecego futbolu. W zeszłym sezonie wygrała Ligę Mistrzyń oraz mundial, w obu przypadkach sięgając po tytuł najlepszej zawodniczki. Ukoronowaniem 2023 roku w jej wykonaniu było zaś odebranie Złotej Piłki. Dla wszystkich jest oczywiste, że - podobnie jak niegdyś w męskim futbolu - najlepsza zawodniczka na świecie pochodzi z La Masii i reprezentuje barwy FC Barcelony.

Z okazji dzisiejszego Dnia Kobiet, chcieliśmy nieco przybliżyć sylwetki piłkarek Blaugrany. O ich imponujących wynikach sportowych wszyscy wiemy, jednak rzecz jasna mają one także inną, bardziej osobistą stronę. Zastanawiając się, jak najlepiej opisać Aitanę, doszedłem do wniosku, że zamiast cytować pochwały innych, jak Pepa Guardioli, lub pisać swoje, najlepiej będzie oddać głos samej bohaterce. Z tego względu, poniżej przedstawiamy tłumaczenie wywiadu przeprowadzonego kilka dni temu przez The Guardian.

***

Wróćmy do początku: jak młoda Aitana zakochała się w piłce nożnej?

Zawsze mówiłam, że to coś wrodzonego. Zaczęłam grać w szkole z chłopakami, bo wtedy nie było dziewczynek, które by grały. Miałam około sześciu, siedmiu lat i grałam też w koszykówkę. Powiedziałabym, że to było wrodzone, ponieważ w mojej rodzinie nie żyliśmy piłką nożną, ale urodziłam się z tym pragnieniem, aby w nią grać.

Dołączyłaś do Barcelony w wieku 14 lat. Opowiedz mi o tym ruchu.

Grałam w piłkę nożną tylko na boisku szkolnym, więc zapytałam, czy mogłabym zapisać się do drużyny piłkarskiej Club Deportiu Ribes z mojego miasta. Byłam tam przez cztery-pięć lat, a potem przeszłam do innego zespołu, Club de Futbol Cubelles. Przez te wszystkie lata, które tam spędziłam, byłam jedyną dziewczyną w drużynie. Jednak w Katalonii obowiązuje zasada, że jako cadete [14-15 lat] nie można już grać w zespołach mieszanych. Wtedy przestałam grać z chłopakami i miałam szczęście, że w tamtym momencie Barcelona podpisała ze mną kontrakt.

Jakie to było uczucie, dołączyć w tym wieku do tak dużego klubu?

Gra w Barcelonie zawsze była dla mnie marzeniem, ale zawsze uważałam to za niemożliwe. Kończyłam rok w Cubelles, wiedząc już, że to będzie mój ostatni rok z chłopcami, a w następnym będę musiała grać z dziewczynami. I nagle przyszedł faks z Barcelony z pytaniem, czy chcę pojechać na testy.

Testy nie polegały tylko na treningach. Trzeba było zanurzyć się w swojej kategorii wiekowej i zobaczyć, jak wypadasz z nimi. Grałam z nimi w towarzyskim turnieju i po tylu latach gry z chłopcami nie wiedziałam, jak to jest grać z dziewczynami. To była radykalna zmiana w moim codziennym życiu, ale także w sposobie interakcji z drużyną.

Gra z chłopcami zawsze wiązała się z pewnym dystansem i nie zawsze akceptowali fakt, że w ich drużynie jest dziewczyna, która gra równie dobrze lub nawet lepiej od nich. Albo nawet to, że mam określony charakter. Pierwsze kilka lat [w Barcelonie] nie było łatwe ze względu na zmianę sposobu gry na tę z dziewczynami, ale było spokojniej; wszystkie przeszłyśmy przez ciężkie lata. Miałyśmy gorsze ogólne warunki w życiu po prostu dlatego, że jesteśmy dziewczynami, a w piłce nożnej jeszcze bardziej. To była ciekawa zmiana, o której lubię czasem wspominać, bo nie była łatwa.

Jaki był twój cel w tym wieku?

Kiedy po raz pierwszy przybyłam do Barcelony, prawdą jest, że tak naprawdę nie widziałam ostatecznego celu, ponieważ było niemożliwe, żeby go dostrzec. W tamtych czasach nie było profesjonalnej kobiecej piłki nożnej, nawet w Barcelonie. Myślałam, że zostanę tam przez kilka lat, może pójdę na uniwersytet i zagram w Stanach Zjednoczonych. Właściwie zapisałam się, aby przystąpić do egzaminów wstępnych na amerykańskie uniwersytety i prowadziłam rozmowy z Uniwersytetem w Oregonie. Byłam już w Barcelonie od czterech-pięciu lat, a tak naprawdę nie szłam po szczeblach kariery. Ale nadszedł moment, w którym zostałam powołana do pierwszego zespołu.

To, co zawsze mnie charakteryzowało, to moja mentalność. Nigdy nie opuściłam żadnego treningu ani meczu. Moja mentalność to coś, czego nigdy nie straciłam i myślę, że to klucz do tego, co uczyniło mnie piłkarką, którym jestem. Talent to jedno, można też ciężko pracować, ale bez tej mentalności poświęcenia, odporności, walki i chęci bycia lepszą każdego dnia… nie byłabym osobą, którą jestem dzisiaj.

Czy jest coś szczególnego, co utkwiło ci w pamięci z tamych lat?

Nauczyłam się, że bycie odporną, niespuszczanie głowy i codzienna praca ma swoje zalety. Docierasz tam, gdzie chcesz. Podróż nie jest przyjemna, ale musisz zaakceptować fakt, że te [złe] momenty muszą istnieć, aby móc się dalej doskonalić i wiedzieć, jak musisz się poprawić. I potraktować trudności jako szansę, zamiast spuszczać głowę i mówić: „Mam dość”.

Przeszłaś przez dwie ważne zmiany: od gry z chłopcami do tej z dziewczynami, a następnie od piłki nożnej dziewcząt do piłki nożnej kobiet. Jak się czułaś, wchodząc do pierwszego składu?

Pierwszy rok, w którym zaczęłam grać w pierwszym zespole, był trudny, ponieważ od grania wszystkich minut przez całe lata w akademii, gdzie byłam bardzo ważną zawodniczką, stałam się po prostu kolejną piłkarką w drużynie i prawie nie grałam. Ta przemiana z bycia młodą dziewczyną do bycia otoczoną kobietami, a na dodatek otrzymanie nowej roli, do której nie byłam przyzwyczajona, była skomplikowana. Były momenty, kiedy brakowało mi cierpliwości. Zawiniła tu moja ambicja i ciągłe pragnienie więcej. Nie bawiłam się dobrze, zwłaszcza przez pierwsze trzy lata gry w pierwszym zespole.

Wiedziałam, że mogłam otrzymywać więcej szans, niż mi dano. Teraz patrząc na to wstecz myślę, że zrobiłam duży postęp i z każdym rokiem byłam lepsza. Te złe momenty uczyniły mnie piłkarką, którą jestem dzisiaj, one były potrzebne. 

Jaki był kolejny cel, który sobie wyznaczyłaś?

Kiedy dołączyłam do pierwszego zespołu, trudno było mi wyznaczyć sobie cel, jakim jest wygranie Ligi Mistrzyń, ponieważ zespół wciąż się rozwijał i nie był na takim poziomie, aby być jednym z najlepszych w Europie. To przyszło nieco później, kiedy naprawdę się na tym skupiłyśmy. Ciężko pracowałyśmy, szczególnie nad fizycznym aspektem naszej gry, który naszym zdaniem był kluczowym elementem, którego nam brakowało. Dzięki temu dałyśmy sobie szansę znalezienia się w gronie najlepszych.

Przez pierwsze kilka lat moim celem było stworzenie dla siebie samej miejsca w drużynie i bycie kluczową piłkarką. Nie chciałam być po prostu kolejną zawodniczką. Czasami grałam na skrzydłach, nie miałam ustalonej pozycji w drużynie. Chciałam być ważną zawodniczką w roli, w której według mnie mogłabym się rozwinąć. Myślę, że przy moich cechach, pozycja, która mogła wydobyć ze mnie to, co najlepsze, to zawsze była gra w środku pola. Moim zamiarem była codzienna praca, aby pokazać im, że mam swoje miejsce w tej drużynie.

Kiedy wszystko zadziałało, kiedy był ten moment, w którym poczułaś, że masz jasną rolę w zespole?

Pierwszy rok, w którym naprawdę poczułam, że zrobiłam duży krok do przodu i że jestem ceniona za to, co wnoszę do zespołu, to rok, w którym wygrałyśmy Ligę Mistrzyń w Göteborgu [2021]. W poprzednim sezonie rozegrałam już wiele minut i sporo grałam w pierwszym składzie, ale moja rola jako zawodniczki podstawowej jedenastki nie była jeszcze do końca ugruntowana. Myślę, że od tego czasu konsekwentnie trzymam się na naprawdę dobrym poziomie. Ostatecznie zajęło to osiem lat. 

O czym myślisz, kiedy przypominasz sobie o całej pracy włożonej w twoją karierę?

Wiem, że nikt nie dał mi niczego, żebym była tu, gdzie jestem. Kryło się za tym mnóstwo przeszkód. Do dziś pamiętam, jak wracałam z tatą do domu z treningu, jechaliśmy komunikacją miejską i docierałam do domu o 1 w nocy. Musiałam w pośpiechu opuszczać trening, bo inaczej spóźnilibyśmy się na pociąg. Na boisku treningowym nie mogłam nawet wziąć prysznica. Były to trudne lata, ale odporność, o której mówiłem, opłaciła się. Kiedy patrzę na to, co udało mi się teraz osiągnąć, wiem, że nie jest to zasługą szczęścia, ale całej ciężkiej pracy przez te wszystkie lata.

Wygrałaś prawie wszystko, co mogłaś: mistrzostwo świata, Ligę Mistrzyń, ligę, puchar. Co jest następne?

To prawda, że w wieku 26 lat mam przyzwoitą listę osiągnięć, ale wciąż mam apetyt na więcej. Dzień, w którym nie będę miała tego głodu i ambicji, będzie dniem, w którym odejdę na emeryturę od profesjonalnej piłki nożnej. Dziś nadal mam w sobie tę iskrę, która sprawia, że codziennie rywalizuję i trenuję na najwyższym poziomie. Nadal nie mam wygranego ani Euro, ani medalu olimpijskiego. Jest jeszcze coś do osiągnięcia.

Jak wyglądało dla ciebie "przed" i "po" mundialu?

Nie zawdzięczam wszystkiego mundialowi. To był niesamowity rok zarówno na poziomie klubu, jak i drużyny narodowej, co wywarło wpływ na poziomie społecznym; dotarłyśmy do większej liczby domów. Oczywiście po tych osiągnięciach twoje nazwisko jest częściej wypowiadane i jesteś bardziej znana na arenie krajowej i międzynarodowej. To wszystko pomaga, zwycięstwo zawsze pomaga.

Zawsze doceniam wszystkich zaangażowanych, przeżyłyśmy niesamowity rok we wszystkich zespołach, których jestem częścią i dzięki temu zostałam nominowana i zdobyłam nagrody, które posiadam. Oczywiście było "przed" i "po". Wcześniej byłam znana, ale nie na takim poziomie, jak teraz. Na koniec chodzi o to, jak sobie z tym radzisz. Dla mnie nic się nie zmieniło w moim codziennym życiu, jeśli chodzi o sposób, w jaki żyję.

Jakie to uczucie, że ludzie cię rozpoznają i doceniają za twoje piłkarskie zasługi? Że ludzie cenią i szanują to, co osiągnąłeś…

To satysfakcjonujące wiedzieć, że dla wielu ludzi jestem idolką. Dlatego też staram się, oprócz wszystkiego, co robię na boisku, być docenianą także za to, co robię poza boiskiem. Dla mnie to ważne. Myślę, że kiedy na kogoś patrzysz i ubóstwiasz jakiegoś zawodnika, zawsze skupiasz się na jego całej osobie, a nie tylko na tym, co zrobił na boisku. Dla mnie jest to coś naprawdę satysfakcjonującego i coś, co bardzo staram się chronić. Na koniec dnia, kiedy moja kariera się zakończy, wszystkie nagrody i tytuły, które zdobędę, będą wspaniałe, ale świadomość, że uszczęśliwiłaś wiele osób, jest dla mnie jej najbardziej satysfakcjonującą częścią.

"Przed" i "po" w hiszpańskiej piłce nożnej. Jakie to uczucie być kluczową częścią tego procesu?

Miałam szczęście, że przez ostatnie kilka lat mogłam obserwować rozwój kobiecej piłki nożnej. Przeżyłam początek, ale nie powiedziałbym, że koniec, ponieważ jest jeszcze wiele rzeczy do zrobienia. Prawdą jest, że w krótkim czasie nasze warunki i wszystko, co mamy teraz, zmieniło się radykalnie.

Zwyciężanie zapewnia ci także lepsze warunki, prawda? Muszę wyrazić uznanie Barcelonie, ponieważ była wyjątkowym klubem i pionierem, ponieważ naprawdę nas wspierała i wierzyła w to, że możemy zostać zawodowymi piłkarkami. Dzięki temu, że zapewniono nam wszelkie narzędzia, aby móc tego dokonać, my, zawodniczki, miałyśmy okazję rozwijać się w najlepszych warunkach. Jeszcze nie tak dawno temu było to nie do pomyślenia.

Jak chciałabyś być zapamiętana po zakończeniu kariery?

Oczywiście chcę, żeby ludzie zapamiętali mnie jako świetną piłkarkę, która była w stanie zainspirować wiele osób. Ale także za to, co dałam radę zrobić poza boiskiem. Zawsze staram się zachować tę ważną równowagę. Zawsze staram się być bliżej ludzi i być z fanami, ponieważ myślę, że wiele im zawdzięczamy. Bez nich nie byłybyśmy tu, gdzie jesteśmy teraz i nie mogłybyśmy doświadczyć takich momentów, jak wyprzedanie biletów na Camp Nou. Chcę więc zostać zapamiętana jako wspaniała piłkarka, ale także jako osoba, która wyznawała wartości poza boiskiem i próbowała wprowadzać zmiany na poziomie społecznym, aby nazwiska piłkarek mogły dotrzeć do większej liczby domów.

 
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (8)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze