- Barcelona pokonała Almeríę 3:2 po zaskakująco trudnym spotkaniu
- Bramki dla gospodarzy zdobyli Raphinha i dwie Sergi Roberto, a Lewandowski zanotował asystę
- Podopieczni Xaviego znów zagrali fatalnie w defensywie i mieli problemu ze skutecznością
Remis z Valencią na pewno nie sprawił, że Xavi mógł odetchnąć ulgą. Kolejna strata punktów pozwoliła powiększyć przewagę zarówno Realowi Madryt, jak i Gironie. Nie było zatem mowy o tym, by w meczu z Almeríą posłać do gry bardziej rezerwową jedenastkę. Co prawda do wyjściowego składu wskoczyli Sergi Roberto, Christensen i Fermin, ale poza tym oglądaliśmy ten sam zespół, który walczył w niedzielę. Złą wiadomością była na pewno absencja Pedriego, który nabawił się kontuzji na treningu, natomiast Frenkie de Jong pauzował za kartki.
Gospodarze zgodnie z oczekiwaniami szybko zyskali przewagę nad rywalem. W ósmej minucie znakomitą okazję po rzucie rożnym miał Sergi Roberto, ale dobrze interweniował bramkarz Almeríi. Trudno jednak zrozumieć, jak kapitan Barcelony mógł zmarnować tę sytuację. Maximiano dobrze poradził sobie także po strzale Cancelo. Z kolei uderzenie z dystansu Raphinhi było minimalnie niecelne. Pomimo kilku sytuacji trudno było chwalić gospodarzy za ich grę. Prowadzili swoje akcje bardzo wolno, dużo było niedokładności, a momentami dało się słyszeć gwizdy z trybun. W 33. minucie udało się jednak trafić do siatki. Po rzucie rożnym Maximiano obronił strzał głową Araujo, ale przy dobitce Raphinhi był już bezradny.
W 37. minucie znakomitą sytuację miał Robert Lewandowski, jednak jego strzał obronił bramkarz Almeríi. Goście odpowiedzieli w 41. minucie, kiedy Baptistao świetnie wykończył kontratak. Początkowo sędzia trafienie anulował z uwagi na pozycję spaloną, ale po analizie VAR gol ostatecznie został uznany.Almería mogła nawet podwyższyć prowadzenie, ponieważ w końcówce pierwszej połowy mecz wymknął się spod kontroli gospodarzy. Na przerwę oba zespoły schodziły jednak remisując. Dla gości był to jednak wynik bardzo dobry, a dla podopiecznych Xaviego wręcz fatalny.
Po przerwie dobrą okazję miał wprowadzony na drugą połowę Ferran Torres, jednak bramkarz Almeríi dobrze się spisał. Chwilę później znów skrzydłowy Barcelony był blisko gola i znów Maximiano świetnie interweniował. W 53. minucie portugalski golkiper poradził sobie także z uderzeniem Roberta Lewandowskiego. Barcelona wyraźnie przycisnęła, brakowało jednak skuteczności. W 60. minucie znów gospodarze wykonywali rzut rożny i ponownie piłka trafiła do Roberto, który tym razem pewnym strzałem głową pokonał Maximiano. Trzeba przyznać, że było to naprawdę doskonałe uderzenie.
W 69. minucie świetną piłkę od Koundé dostał Raphinha, jednak źle przyjął piłkę i w efekcie dał się uprzedzić bramkarzowi. Tymczasem chwilę później fatalny błąd popełnił Iñaki Peña, po którym piłka spadła pod nogi Edgarowi, a ten dopełnił formalności i znów mieliśmy remis. W odpowiedzi blisko gola był Araujo, ale minimalnie chybił. W 78. minucie z kolei Gündoğan nie trafił czysto w piłkę, znajdując się kilka metrów od bramki, przez co nie zdołał jej skierować do siatki. Barcelona szukała trzeciej bramki i w 83. minucie po raz drugi do siatki trafił Sergi Roberto, wykorzystując podanie Roberta Lewandowskiego. Almería powinna wyrównać już po trzech minutach, ale Iñaki Peña instynktownie obronił uderzenie głową Baby. Po drugiej stronie boiska blisko skompletowania hat-tricka był Roberto, jednak trafił w poprzeczkę. Wynik nie uległ już zmianie i Barcelona ostatecznie zwyciężyła 3:2. Trzy punkty udało się zatem zdobyć, ale o grze zespołu nie można napisać wiele dobrego. Wymęczone zwycięstwo z najsłabszym zespołem w lidze nikogo w stolicy Katalonii raczej nie uspokoiło.
FC Barcelona: Iñaki Peña, Cancelo, Araujo, Christensen (min. 46, Koundé), Balde, Roberto, Gündoğan, Fermin (min. 67, Oriol Romeu)., Raphinha (min. 76, Lamine Yamal), Lewandowski, João Felix (min. 46, Ferran Torres).
UD Almería: Maximiano, Pozo (min. 64, Mendes), Chumi, Edgar, Montes, Akieme, Lopy, Baba, Arribas, Baptistao (min. 77, Lazaro), Ramazani (min. 77, Embarba).
Komentarze (552)