Według Miguela sztab szkoleniowy Barcelony uważa, że prawa obrona jest najmniej zrównoważona w zespole, a problemów nie potrafi zniwelować Hector Bellerín, który negatywnie przeszedł weryfikację. 27-latek ma duże braki w obronie, co było bardzo widoczne w meczu z Bayernem. Hiszpan został sprowadzony w samej końcówce okienka, aby tymczasowo załatać dziurę powstałą w wyniku fiaska "operacji Azpilicueta" i odejścia Sergiño Desta. Zdawano sobie sprawę, że nie jest to optymalne rozwiązanie, ale innego nie było, a Bellerín zgodził się przybyć za darmo i otrzymywać najniższą pensję w zespole wynoszącą nieco ponad 400 tysięcy euro. 27-latek rozegrał w Barcelonie tylko cztery mecze, ale zdaniem Miguela klub już zdecydował, żeby nie przedłużać jego kontraktu wygasającego w czerwcu.
O kiepskiej sytuacji Bellerína świadczy to, że w meczu z Valencią Xavi wolał wystawić na prawej obronie lewonożnego Alejandro Balde. Wcześniej trener przesuwał na tę pozycję Ronalda Araujo czy Julesa Koundé, ponieważ Sergi Roberto też nie daje gwarancji. Dlatego dla Barcelony pilną potrzebą jest wzmocnienie prawej strony defensywy. W tym kontekście w mediach pojawia się ostatnio głównie nazwisko Diogo Dalota. Umowa Portugalczyka z Manchesterem United wygasa już w czerwcu, ale Anglicy mają możliwość jednostronnego przedłużenia współpracy o rok. Na razie piłkarz przyznał, że nie myśli o swojej sytuacji kontraktowej, choć jest szczęśliwy na Old Trafford.
Inną ciekawą opcją byłby szkolony w przeszłości w La Masii Arnau Martínez, który obecnie reprezentuje barwy Girony. Zdaniem mediów 19-latek znalazł się we wstępnej 55-osobowej kadrze Hiszpanii na mundial, choć do tej pory rozegrał w LaLidze tylko 9 spotkań. Martínez zebrał pozytywne recenzje za wczorajszy występ z Realem Madryt, w którym powstrzymywał Viníciusa, a w tym sezonie strzelił już dwa gole. Problem w tym, że kontrakt prawego obrońcy z Gironą obowiązuje do 2025 roku, a jego klauzula odejścia opiewa na 20 milionów euro.
Komentarze (88)