Piqué od kilku dni znajduje się na świeczniku w związku z wyciekiem jego rozmów i interesów z prezesem RFEF Luisem Rubialesem. Z pewnością musi to być dla niego niekomfortowa sytuacja, a kibice zgromadzeni na Anoecie od początku spotkania wyrażali swoją dezaprobatę względem ujawnionych informacji, gwiżdżąc, gdy obrońca był przy piłce. Pojawiła się też przyśpiewka „zadzwoń do Rubialesa, Piqué, zadzwoń do Rubialesa”, a na murawie wylądowała nawet szklana buteleczka. 35-latek jest jednak przyzwyczajony do krytyki fanów i zawsze potrafił dobrze sobie z nią radzić, a niekiedy wręcz stanowiła ona dla niego motywację. Większy problem stanowiły dolegliwości mięśnia przywodziciela, z którymi zawodnik zmaga się od wielu tygodni.
Piqué w poprzednich spotkaniach z Levante, Eintrachtem i Cádizem był nieobecny ze względu na kontuzję. Mięsień obrońcy był na tyle przeciążony, że jego występ był wykluczony, a defensywa odczuwała brak swojego lidera. Sytuacja zdrowotna Piqué miała jednak się poprawiać, a obrońca wrócił na kluczowy mecz z Realem Sociedad. Weteran wybiegł na boisko, mimo że nie spędził nawet całej rozgrzewki z drużyną, a prawdopodobnie udał się do szatni, aby wykonać ostatnie zabiegi, które miałyby mu pomóc wytrzymać trudy rywalizacji. Już w pierwszej połowie Piqué łapał się za mięsień przywodziciela i widać było, że bardzo mu on dokucza. Po pół godzinie gry położył się nawet na murawie i wydawało się, że dojdzie do zmiany. Tak się jednak nie stało, a Piqué niespodziewanie wybiegł na murawę także na drugą połowę.
Weteran wykazał się ogromną odpornością na ból. Musiał przezwyciężać swoje słabości, widząc, że boisko muszą opuścić kolejni obrońcy Ronald Araujo i Dani Alves. Zdawał sobie sprawę ze znaczenia swojego doświadczenia w tym trudnym momencie, w którym rywale mocno naciskali, a Barça nie miała kontroli nad wydarzeniami boiskowymi. Piqué nie chciał w tej sytuacji schodzić, zwłaszcza że utrzymanie wyniku było dla drużyny kluczowe w walce o czołową czwórkę LaLigi. 35-latek dowodził defensywą, nie unikał fizycznych starć, interweniował gdzie tylko mógł i świetnie powstrzymywał rywali zarówno w powietrzu, jak i na ziemi. Można się tylko domyślać, jakim trzeba wykazać się charakterem, żeby ścierać się z przeciwnikami w momencie, gdy za każdym razem doskwierają dolegliwości fizyczne.
Piqué postanowił zejść dopiero w końcówce, gdy napór Realu Sociedad nieco osłabł, choć nie spodziewał się on doliczenia do czasu gry aż 10 minut przez sędziego, którego bagatelizowanie ostrych wejść zawodników gospodarzy mogło pogłębiać kłopoty zdrowotne Piqué i innych obrońców. Nagrodą za tytaniczny i pełen heroizmu wysiłek były gwizdy całego stadionu, ale i świadomość pomocy zespołowi w trudnym momencie oraz utrzymanie korzystnego wyniku. Po ostatnich informacjach obciążających wizerunek Piqué obrońca dał pokaz charakteru, a przynajmniej pod tym względem powinien stanowić wzór do naśladowania. Dla Barcelony 35-latek wciąż jest niezastąpiony i stanowi solidny fundament zespołu.
Komentarze (19)